Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl

wędzarnia

środa, 08 czerwca 2011

 

 

 

smoked duck breast

 

 

 

Wędzenie w puszce (zobacz poprzedni wpis) jest chyba najmniej kłopotliwym i najmniej (bo wcale) dymiącym sposobem wędzenia z jakim się spotkałam, w dodatku bardzo szybkim. W puszce, przecież, oprócz tego, że siwo od dymu to przecież i bardzo gorąco. Nie nadaje się więc ta domowa wędzarnia do wędzenia szynki czy sera, ale do wędzenia obiadowych porcji mięsa i ryb jak najbardziej. Na rybkę z puszki poczekam sobie do weekendu, a tym czasem uwędziłam zapasy z lodówki, które zrobiłam przed wyczytaniem o puszkowej wędzarni. Dzisiaj, po dość bezpłciowych kulinarnie dniach (no trzeba te mielone kiedyś zrobić), w końcu jakiś normalny, czyli odpowiednio przykombinowany, obiad był. I mimo tego, że czasownik na końcu zdania dość licho zabrzmiał, to jednak bardzo prawdziwie i w jak najbardziej odpowiednim czasie. Wzdycham na samo wspomnienie tego kaczego cyca tak głośno, że powinny zadrgać ekrany waszych komputerów. A teraz do dzieła, czyli opisu tego co się na talerzu dzieje, prawie w porządku nakładania na talerz.

 

Na samym spodzie jest ryż tajski, mój ulubiony, ugotowany prosto i zwyczajnie według przepisu na opakowaniu. Na ryżu leży sobie kapusta pak choi (bok choi, jedno i to samo) ugotowana na parze i pokrojona na niezbyt małe kawałki. Parowałam same jasne części pak choi, zielone odcięłam, pokroiłam w cienkie paski i usmażyłam na głębokim tłuszczu (może być na oleju, ale ja miałam trochę kaczego smalcu i usmażyłam na nim) tak aby były chrupkie. To to zielone posypane po wierzchu kaczki. Na uparowanej części roślinki leży sobie uwędzona kaczka.

Kaczą pierś zasoliłam pół godziny przed wędzeniem (to trochę mało, ale lepiej niż wcale), żeby wyciągnąć z niej trochę wilgoci, sól potem zmyłam i wysuszyłam mięso. Na folię na dnie puszki wysypałam dwie łyżki trocin, odrobinę herbaty Lapseng i trochę śnieci z dna puszki z gwiazdkami anyżowymi. Na to postawiłam ruszt, na ruszcie położyłam kaczkę, skórą do góry. Postawiłam puszkę na palniku, przykryłam kiedy zaczęła się lekko dymić (można przykryć od razu, ale ja chciałam być pewna, że liczę czas wędzenia a nie rozgrzewania się puszki), wędziłam przez dwadzieścia minut. Puszkę otworzyłam na dworze (polecam przewietrzenie się na tym etapie - po co zadymiać kuchnię), wyciągnęłam mięso i odstawiłam na kilka dobrych minut do odpoczęcia. W międzyczasie zrobiłam sos.

Sos zrobiłam z zawartości ostatniego słoiczka śliwki z chili i imbirem. Łyżkę dżemu roztrzepałam z odrobiną wody, łyżką chińskiego wina ryżowego, łyżeczką sosu sojowego i zagotowałam. Dodałam ciut skrobi kukurydzianej dla poprawy konsystencji. Można sobie taki sosik trzasnąć jednak od podstaw rozgotowując śliwki, dodając do nich trochę imbiru i chili, a potem dodać pozostałe składniki. Polałam sosem pak choi, położyłam na to pokrojoną pierś kaczki, znów polałam sosem. 

Po dwudziestu minutach i odpoczynku kaczka była wciąż lekko różowa, co oznacza, że można krócej jeśli kto woli bardziej różową, lub jeszcze dłużej jeśli kto lubi całkiem zabite.

I to tyle moi mili. Wciąż zachęcam do wyszukiwania puszek i eksperymentowania z domową wędzarnią. Cheerio :)