Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl

paella

niedziela, 01 sierpnia 2010

 

paella z morelami

 

 

Sierpień to niby jeszcze lato, ale dla mnie to już troszkę za blisko jesieni. Jeszcze jej nie widać, ale bardzo powoli się już wkrada. Dlatego trzeba jeszcze to lato łapać póki jest. Dzisiaj trochę lipcowych kwiatków. Nie było mnie przez większość lipca, ale wydaje mi się, że złapałam wszystko, oprócz nasturcji, które zjadłam, ale można sobie obejrzeć na talerzu w poprzednim wpisie - klik. Są jeszcze jarzębiny, ale je sobie podarowałam. No i oczywiście pokazuję wam bardzo letnie jedzonko: paellę z bardzo obecnie sezonowymi morelami. Skąd taki pomysł? Nie wiem. Stały na stole, gdy robiłam paellę i bardzo pasowały kolorystycznie. Z tego, że je do paelli wrzuciłam cieszę się niezmiernie, bo tym razem paella łagodna, tylko z dodatkiem pieprzu cayenne i coś do przecięcia smaku bardzo się przydało. Więcej już dziś nie gadam, nagadałam się wczoraj. Życzę wszystkim udanej niedzieli.

 

Paella z morelami

 

1 cebula

5 ząbków czosnku

1 czerwona papryka

2 kiełbaski chorizo

200 g surowych dużych krewetek (king prawns)

200 g młodego groszku (odmiana, którą można jeść w całości)

500 g ryżu (oops, tym razem arborio zamiast ryżu do paelli)

1,5 l bulionu

szczypta szafranu

sól, pieprz

pieprz cayenne

łyżeczka czerwonej papryki

100 ml sherry

 

Po opis jak zrobić paellę od podstaw odsyłam do pierwszego o niej wpisu tutaj - klik po wskazówki. Tą robi się dokładnie w tej samej kolejności, z taką różnicą, że skoro użyłam całego groszku to wrzuciłam go znacznie wcześniej niż surowe krewetki, a morele dodałam na samym końcu, tak aby absolutnie się nie rozgotowały.

 


ogród

 

 

 

ogród

 

 

 

ogród

 

 

 

ogród

 

 

 

ogród

 

 

 

ogród

 

 

 

ogród

 

 

piątek, 25 czerwca 2010

 

 

chorizo paella

 

 

 

Wciągnęliśmy się w paellę, to znaczy my dorośli. Dzieci dalej wyjadają poszczególne składniki dania, Madzia mięsko, Pitu krewetki. Najważniejsze, że głodni od stołu nie wstają :) A my, duzi, tylko dokładamy sobie i dokładamy. Ostatnio w supermarkecie w którym zazwyczaj robię zakupy pojawiło się chorizo do gotowania, w postaci małych kiełbasek, takie w plasterkach było wcześniej, ale własnej supermarketowej marki i niezbyt dobre. Kupiłam z myślą o dwóch daniach: o paelli i tortilli. Do tego drugiego jeszcze się nie przymierzyłam, ale mam nadzieję, że w najbliższym szasie się uda (bo inaczej kiełbasce się termin skończy). Paellę robiłam dokładnie tak samo jak paellę z kurczakiem ale zamiast kurczaka dodałam trzy kiełbaski chorizo pokrojone w plasterki i solidną garść pokrojonej fasolki szparagowej.

Bardzo kolorowe danie: samo chorizo ma w sobie dużo papryki i piękny kolor, ale i tak dodałam trochę sproszkowanej wędzonej słodkiej papryki i kurkumy (znów zamiast szafranu). Do mnie kolor na talerzu przemawia bardzo.

Muszę też przeznać, że krewetkom towarzystwo chorizo bardzo dobrze robi, doskonale chłoną tego typu smaki. Nie bez powodu krewetki i przegrzebki często zawijane są w bekon, pancettę czy cokolwiek innego wędzonego i aromatycznego. Ale owoce morza nie są obowiązkowe w paelli, więc jeśli nie lubicie krewetek dodajcie co chcecie!

 

 

 

chorizo

 


niedziela, 13 czerwca 2010

 

 

paella

 

Miałam kilka razy w życiu okazję do spróbowania paelli, ale nigdy jej nie robiłam, aż do wczoraj. Muszę powiedzieć, że jestem z tej swojej pierwszej próby zadowolona, choć wiem, że to nie paella idealna. Nie zależało mi na odtworzeniu oryginalnej receptury, bo z resztą, której? Przeczytałam tyle przepisów i jedynych słusznych metod robienia tej potrawy, że skończyło się na przepisie najprostszym, tym umieszczonym na opakowaniu ryżu do paelli supermarketowej marki. Tego też się ściśle nie trzymałam, bardziej patrzyłam na to co, a nie ile. Mi i mojemu mężowi bardzo smakowało, zjedliśmy po dwa talerze, dzieci bardzo zachwycone nie były, ale nie odeszły od stołu głodne: Pitu wyjadał krewetki a Madzia kurczaka. Ale, wracając do spraw zasadniczych:

 

Paella z kurczakiem i krewetkami

ryż do paelli

(u mnie cała 500 g paczka)

mięso z kurczaka pokrojone w kostkę

(najlepsze filety z udek, u mnie pierś, ilość wg uznania)

krewetki

(ilość wg uznania, mogą być gotowane lub surowe*)

duża, posiekana cebula

kilka ząbków czosnku

duża czerwona papryka, pokrojona w cienkie paski

zielony groszek

(fajnie byłoby dużo, u mnie mało, bo dzieci lubią świeży i nie chciałam im podkradać)

ponad litr rosołu

(przed zrobieniem paelli ugotowałam rosół na niedzielę, ale może być bulion z kostki ;))

2 łyżeczki mielonej papryki

(użyłam mojej ulubionej: wędzonej)

solidna szczypta szafranu

(tu musiałam się uciec do oszustwa bo nie mogłam znaleźć szafranu i użyłam kurkumy**)

sól i pieprz

100 ml sherry

(znów oszustwo w postaci wina ryżowego)

Potrzebna jest też duża patelnia.

* łatwo odróżnić nawet gdy są mrożone: surowe są szare, ugotowane biało-różowe.

**nie myślcie o kurkumie jako żółtym barwniku w proszku, szafran może bardziej wyrafinowany, ale kurkuma zdrowsza, jest silnym przeciwutleniaczem, ma właściwości przeciwzapalne i bakteriobójcze.

 

Najpierw przez kilka minut smażymy cebulę, później dodajemy kurczaka, czosnek, paprykę, paprykę mieloną i kurkumę (szafran można wrzucić wcześniej do rosołu, który będzie użyty), sól i pieprz. Gdy się to wszystko ładnie obsmaży dodajemy ryż, chwilę smażymy, zalewamy rosołem i zmniejszamy ogień. Paelli podobno się nie miesza od momentu wlania rosołu, ale nie jest to wykonalne w domu, chyba, że macie na prawdę duży palnik. Moje palniki są standardowe i ciepło nie dochodziło do brzegów patelni, więc od czasu do czasu mieszałam. Po około 15-20 min, gdy ryż już będzie prawie gotowy dodajemy krewetki, groszek i wino. Gotujemy tylko tyle, żeby krewetki były gorące w środku.

 

A jutro miał się tu ukazać piękny sernik na zimno z warstwą pięknych plasterków truskawek na wierzchu, polany syropem z pomarańczy, cudo jednym słowem, ale ... właśnie zajrzałam do lodówki i się okazało, że sernik nie stężał jak należy. Zjemy oczywiście, ale pewnie łyżkami z formy.

 

P.S. Dopiero się zorientowałam, że zapomniałam o chili. W daniu jest jedno małe chili, nie wiem dlaczego zapomniałam skoro po raz pierwszy w życiu poparzyłam się tą papryczką. Kupiłam te co zwykle i nie spodziewałam się, że będą tak piekielnie ostre. Jedna mała wystarczyła, a ręka mnie piecze do tej pory.