Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl

jadalne kwiaty

środa, 15 czerwca 2011

 

 

 

syrop z kwiatów czarnego bzu

 

 

 

Lasek, w którym się zaopatruję w czosnek niedźwiedzi, to też świetne miejsce do zbierania kwiatów dzikiego bzu, tylko, że zapuszczać się nigdzie w głąb nie trzeba, tylko stojąc w miejscu można rwać i rwać i rwać. Jedynym w sumie ograniczeniem może być ilość słoiczków i buteleczek do przechowania bzowych przetworów. Jestem ogromną fanką syropu, uwielbiam jako dodatek do lemoniady, ale, że w tym roku udało mi się zrobić go więcej niż w poprzednim (ograniczyłam się wtedy doczarnej koronki rosnącej przed domem), będę go pewnie dolewała do wszystkiego co się da. Robiłam bardzo podobnie jak w tamtym roku, ale przypominam przepis też tu.

 

 

Syrop z kwiatów czarnego bzu

 

 

na 2 l syropu:

 

20 kwiatostanów czarnego bzu

900 g cukru

1200 ml wody

2 niewoskowane, niepryskane cytryny

 

 

Wodę zagotuj z cukrem, odstaw do lekkiego ostudzenia, dodaj kwiaty i pokrojone w cienkie plasterki cytryny, przykryj, odstaw. Następnego dnia przecedź przez gęste sito i muślin, przelej do butelek, zakręć/zakorkuj i odstaw w chłodne miejsce. Syrop trzymany w lodówce powinien wytrzymać do przyszłorocznych zbiorów.

Jeśli przed odcedzeniem wyjmiesz cytryny i zalejesz je wodą możesz cieszyć się pierwszą bzową lemoniadą (na zdjęciu).

 



poniedziałek, 13 czerwca 2011

 

 

 

Rose cheescake

 

 

 

Róże kwitną, poziomki się czerwienią, czas na prawdziwie letni sernik. To że znikał nie pod gołym niebem lecz w saloniku, przy dźwięku kropli deszczu na szybach i buzujących kaloryferach nie ujmuje jego smakowi. Lekki i puszysty, mocno kwiatowy. Dedykuję wszystkim Kwiatożercom!

 

 

Różany sernik

 

40 g płatków wonnych, niepryskanych róż

400 ml wody

100 g cukru

4 listki żelatyny*

500 g twarogu

250 ml śmietanki do ubicia

7 ciasteczek Digestive

35 g masła

do przybrania poziomki** i płatki róż

 

 

* Irlandzka śmietanka ubija się tak, że w sumie tutaj nikt do serników na zimno dodawać żelatyny nie musi, dodałam ją ze względu na to, że cały różany smak pochodzi z syropu różanego. Dodatek takiego płynu zmienia całkiem konsystencję masy więc dla bezpieczeństwa użyłam ilość żelatyny odpowiadającą 600 ml płynu (syropu wychodzi 200 ml). Jeśli używacie śmietany, która nie ma takiej zdolności trzymania sernika w kupie użyjcie jeszcze więcej żelatyny.

 

** u mnie dosłownie garstka, ale tylko tyle dojrzało

 

 

Płatki gotuj przez 10 min w wodzie, przecedź przez gęste sito, lub jeszcze lepiej przez gazę/muślin, odciskając z nich cały płyn. Do różanej wody dodaj cukier i gotuj przez kolejne 10 min. Płyn powinien zredukować się przez ten czas do około 200 ml. Odstaw do ostudzenia. Zmiksuj ciastka z masłem, aż uzyskają konsystencję mokrego piasku. Wysyp na wyłożony papierem do pieczenia spód tortownicy, podpiecz w piekarniku (kilka minut w 200° wystarczy), wystudź. Namocz żelatynę w zimnej wodzie. Mikserem utrzyj ser (dobrze użyć już zmielonego), tak aby się ujednolicił i rozpulchnił. Ubij śmietanę na sztywno. Do jeszcze ciepłego syropu różanego dodaj odciśniętą żelatynę, powinna się rozpuścić, jeśli tego nie zrobiła to trzeba syrop lekko podgrzać. Dodaj stopniowo ostudzony, lecz niezastygnięty syrop do sera cały czas ucierając mikserem. Kiedy syrop i ser będą już dobrze połączone dodaj ubitą śmietanę i delikatnie lecz dokładnie wymieszaj łyżką. Wylej masę do tortownicy z ciasteczkowym spodem, wyrównaj wierzch i odstaw do lodówki na kilka godzin. Przed podaniem przybież confetti zrobionym z posiekanych płatków róż i poziomkami.

 



 

poniedziałek, 30 maja 2011

 

 

 

 

Róże są całe obsypane pąkami, powoli pojawiają się pierwsze kwiaty. Zanim krzaki się obsypią różowymi kwiatami i będzie można zrobić z nich coś konkretnego (np. hektolitry syropu różanego!) ruszam z produkcją drobnych różanych smakołyków. Pomysł na pierwszy deser z tegoroczną różą podsunęła mi Komarka pokazując na swoim blogu wytrawne tureckie róże (idź do wpisu Komarki). Jak róże to z różą! Pomyślałam sobie i tak zrobiłam. Czy muszę pisać jak pyszne były? Czy muszę opisywać jak cudownie skarmelizował się wypływający różany syrop? Czy muszę pisać jak cudownie pachną? Jestem zachwycona efektem!

Przypominam, że aby zrobić sobie różane bułeczki, trzeba miec róże ekologiczne, niczym nie nawożone, nie kupione w kwiaciarni, nie rosnące przy ruchliwych drogach, etc. Z własnego ogródka najlepsze. Można użyc jakiejkolwiek róży wonnej, ja użyłam czterech róż trzech różnych gatunków, w tym jedną dziką.

 

 

 

roses with rose quark

 

 

 

Róże z twarożkiem różanym

 

 

na ciasto:

300 g mąki

50 g cukru pudru

1 jajo

1 łyżeczka drożdży instant

120 ml ciepłego mleka

łyżka masła

 

na twarożek:

250 g białego sera

cztery rozwinięte róże

2 łyżki cukru

łyżka masła*

opcjonalnie po łyżeczce syropu z róży i hibiskusa*

 

*jeśli twaróg mięki to pewnie nic oprócz róży i cukru nie będzie potrzebował, mój twardawy był

 

 

Mąkę przesiewamy, łączymy z drożdżami, cukrem, roztrzepanymi jajkami, letnim mlekiem i roztopionym, przestudzonym masłem. Wyrabiamy drewnianą łyżką lub mikserem (końcówką do ciasta) na gładką masę. Przykrywamy i odstawiamy do wyrośnięcia na półtorej godziny. Twarożek miksujemy (robiłam to żyrafą) razem z cukrem, masłem, syropami i płatkami róż. Róże trzeba najpierw przygotować: umyć i odciąć jasne końcówki płatków (u mnie te resztki służą za confetti). Ciasto wałkujemy na grubość pół centymetra, wykrawamy z niego krążki. Od wielkości krążków będzie zależeć wielkość różyczek. Ja użyłam 78 mm foremki, różyczki wyszły małe, ale jak na taki słodki wypiek to chyba zaleta. Każdy krążek nacinamy w krzyż zostawiając środek nie nacięty. Nakładamy po łyżeczce twarożku na środek każdego krążka i każdy powstały płatek owijamy wokół nadzienia - po dwa przeciwległe płatki na raz. Komarka umieściła odpowiednie ilustracje, odsyłam więc do powyższego linku, jeśli moja instrukcja jest niezbyt jasna. Przed pieczeniem posmarowałam bułeczki jajkiem roztrzepanym z odrobiną mleka. Piekłam 10 min w temp. 180° z nawiewem (bo nie mogę bez).

 

czwartek, 12 maja 2011

 

 

 

niedźwiedzi kurczak w picie i ziołowo-kwiatowy kuskus 

 

 

 

Nie lubię smażyć, nie lubię panierować kotletów, ale uwielbiam chrupiącą panierkę wokół soczystego kawałka drobiowej piersi. Pomysł na użycie pity jako zastępczej panierki chodził mi już od jakiegoś czasu po głowie, ale dopiero dzisiaj nadarzyła się okazja do jego realizacji. Kiedy to piszę w domu jeszcze unosi się zapach tych wspaniałych kąsków. Moja córeczka, mająca tendencję do nielubienia wielu rzeczy, okrzyknęła tego kurczaka najlepszym obiadem, który ugotowałam w tym roku. W końcu trafiłam w jej gust nie musząc się przy tym napracować (jej ulubione danie to gołąbki)! A napracować naprawdę się nie da przy tym daniu, no chyba, że chcecie robić własne pity.

 

Potraktujcie ten wpis bardziej jako inspirację niż przepis do śledzenia. Do zamarynowania kurczaka i jako główną przyprawę użyłam czosnku niedźwiedziego zakonserwowanego w oliwie (pisałam o nim tu). Nie jest to towar z półki sklepowej więc ciężko byłoby Wam ciężko zrobić to danie wg tego przepisu. Oprócz tego dodałam do marynaty pieprz i sok z limonki. Możecie jednak zamarynować swoje kawałki w ząbkach czosnku, oliwie i cytrynie jeśli wolicie, albo użyć zupełnie innego zestawu smakowego. Ja pokroiłam piersi na mniejsze kawałki, tak, żeby szybciej się zrobiły. Nie płukałam ich z marynaty tylko razem z nią obsmażyłam na patelni teflonowej, tak żeby były prawie gotowe. Rozgrzałam piekarnik (200°) wsadziłam do niego na chwilę pity, żeby spulchniały i dały się łatwiej naciąć. Do pity dla męża i dzieci wsadziłam plasterki żółtego sera i kurczaka, posypałam parmezanem. Na zdjęciu widzicie moją porcję, bez sera żółtego w środku. Sobie, zamiast żółtego sera, dodałam po łyżeczce tartego parmezanu do środka. Zapiekłam kilka minut w piekarniku, kurczak doszedł, a pita zrobiła się chrupka.

 

Nie będę też podawała Wam ścisłego przepisu na kuskus. Bo czy mam napisać: sześc listków mięty, albo tyle a tyle kwiatków tymianku? Wrzućcie do Waszego kuskusu, to co aktualnie rośnie w Waszych ogródkach, skrzynkach, czy doniczkach. Ja do kuskus po 'ugotowaniu' (zalaniu wrzątkiem i nasiąknięciu) dodałam klika kropli oliwy z pestek winogron, parę posiekanych listków mięty, odrobinę posiekanej pietruszki, trochę listków tymianku, troszkę kwiatków tymianku, troszkę kwiatków cebulki (tego cieniutkiego szczypiorku), otartą skórkę z limonki, jej sok i trochę posiekanych papryczek jalapeños.

 


Przypisy, nie przepisy, dołączam do:

 

 

 

 

 

 



poniedziałek, 09 maja 2011

 

 

 

dżem z hibiskusa i rabarbaru

 

 

 

W lutym pochwaliłam się panna cottą zrobioną z syropami z róży i hibiskusa.

 

 

Hibiskus i róża. Panna Cotta

 

idź do przepisu

 

 

Syrop z róży był moim wyrobem domowym, a hibiskusowy małym szaleństwem zakupowym z mojej strony. W Belfaście suszony hibiskus jest towarem bardzo deficytowym, a taki w syropie, choć drogi, to jednak jest. Po opublikowaniu przeze mnie tamtego przepisu moja kochana siostra przysłała mi suszony hibiskus z Polski. Trochę poleżał w szafce zanim go wykorzystałam, ale warto było poczekać. Wpadł mi do głowy pomysł na ten dżem i postanowiłam przy okazji zobaczyć czy da się z kwiatków suszonych zrobić dobry syrop i czy będzie się on różnił od tego z bajeranckiego słoiczka z delikatesów. Nie różni się niczym, oba smakują dokładnie tak samo, co więcej kwiatki ugotowane w sposób, który podaję, są równie jadalne i pyszne.

 

 

 

Dżem z hibiskusa i rabarbaru

 

na syrop hibiskusowy:

 

pół szklanki suszonych kwiatów hibiskusa

5 łyżek stołowych cukru (łyżka to 15 ml)

 

na dżem:

cała porcja syropu i kwiatków

350 g rabarbaru

 

 

Kwiatki wsypujemy do szklanki i zalewamy do pełna wodą, odstawiamy na minutkę i przelewamy do garnuszka. Dodajemy cukier i gotujemy aż płyn się zredukuje i nabierze konsystencji syropu (około 10 minut). Odstawiamy do wystudzenia. Kwiatki wyciągamy łyżką cedzakową i siekamy, wyciągając jakiekolwiek twardawe kawałki (w moim znalazły się jakieś gałązeczki), wrzucamy z powrotem do garnka, podgrzewamy, wrzucamy pokrojony rabarbar i smażymy aż do uzyskania pożądanej konsystencji. Część przełożyłam do słoiczka, część zostawiłam do bieżącej konsumpcji. Słoiczek wypełniony dżemem oraz zakrętkę wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do 170°, wypiekałam 15 minut, zakręciłam słoiczek. To świetna metoda: czysta, sucha i efektywna.

 

 

Przepis dołączam do kolekcji kwiatowej Pinkcake i rabarbarowej Olcika.



 

 



 



 
1 , 2 , 3