Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl

dodatki

piątek, 10 lutego 2012

 

 

 

oliwkowy upgrade

 

 

 

Lubicie oliwki? Ja przepadam, od dobrych nie potrafię się oderwać. Dobre to dla mnie albo mięsiste zielone, albo podfermentowane czarne. Mój mąż podziela mój gust, ale dzieci nie bardzo. One uwielbiają czarne, ale lekko twarde oliwki, te które dla mnie mają najmniej smaku. Kupuję je dla nich. Chcę z wami podzielić się dzisiaj sposobem na oliwki, który ostatnio odkryłam i który mi pozwala cieszyć się tymi czarnymi, twardymi, a Wam może się kiedyś przyda gdy traficie na słoiczek czegoś mało atrakcyjnego.

Wystarczy odsączyć oliwki z zalewy, wsypać do miski, dodać do nich zmiażdżony ząbek czosnku, zioła (te, które się lubi, mogą być suszone; na zdjęciu z oregano; polecam też rozmaryn), sok z minimum jednej cytryny i trochę oliwy z oliwek. Po wymieszaniu najlepiej przełożyć z powrotem do słoika. Idealnie jest użyć tyle soku z cytryny i oliwy żeby oliwki były w nich zanurzone, ale jeśli jest ich mniej można słoik od czasu do czasu przewracać. Oliwki są już smaczniejsze po kilku godzinach, ale noc spędzona w lodówce zrobi z nich naprawdę smakowite kąski: miększe, naciągnięte smakiem ziół i czosnku, lekko kwaskowate.

Oliwki bardzo chętnie przejmują czosnkowy smak, dlatego nie polecam dodawać go zbyt dużo, oporniejsze są wobec cytryny, dlatego tutaj hojność nie zaszkodzi. Polecam!


środa, 09 marca 2011

 

 

 

nadziane pomidorki koktajlowe

 

 

 

Mam nową książkę kucharską: Passion for Tapas, ten przepis nie pochodzi co prawda z niej, ale z niej pochodzi inspiracja. W książce znajduje się przepis na pomidorki nadziewane w trzech wersjach (krab, anchovies, kapary i oliwki), ale kiedy tylko zobaczyłam zdjęcie wiedziałam, że zanim wypróbuję tamte przepisy muszę sobie zrobić pomidorki nadziewane fetą! Po prostu.

Odkroiłam pomidorkom wierzchy, wydrążyłam łyżeczką, wnętrzności zjadłam z przyjemnością i nadziałam serem sałatkowym typu feta (polskiej produkcji - uwielbiam go w prost, chociaż fetą nie jest) wymieszanym z posiekaną bazylią i zmiażdżonym ząbkiem czosnku, kapką oliwy z oliwek żeby się łatwiej mieszało. Po nadzianiu pomidorki skropiłam jeszcze z wierzchu oliwą. Odstawiłam w chłodne miejsce (ale nie do lodówki, bo pomidory w lodówce tracą smak), po godzinie smaki były już cudnie rozwinięte. Bardzo smaczne pomidorki. Bardzo.

wtorek, 15 lutego 2011

 

 

 

pepper in olive oil

 

 

 

Wystarczy paprykę pokroić w cienkie lub grube paski, wrzucić na patelnię razem z całymi, obranymi ząbkami czosnku, zalać odpowiednią ilością oliwy i zacząć smażyć. Nie ma znaczenia jakiego koloru jest papryka i ile jej jest, ważne, żeby naczynie było na tyle szerokie, żeby warstwa papryki nie była zbyt gruba. Oliwy powinno być tyle, żeby wszystkie papryki mogły się w niej spokojnie przy mieszaniu smażyć. Może być więcej, ale nie mniej. Hojność nie zaszkodzi, ale papryka nie musi w oliwie pływać. Ilość użytego czosnku zależy też od upodobań, ja na dwie papryki użyłam cztery ząbki i papryka nie była dla mnie za bardzo czosnkowa, bo ja czosnek po prostu lubię. Paprykę trzeba przyprawić solą i pieprzem i poczekać aż zmięknie, wtedy należy dolać trochę octu balsamicznego i smażyć jeszcze przez chwilę. Ile to jest trochę? Dwa chluściki może ... To jest w sumie winegretowanie na ciepło, dlatego można posłużyć się winegretowymi proporcjami: trzy części oliwy do jednej octu. Można paprykę jeść od razu na ciepło, a można przełożyć do wysokiego naczynia i pozwolić jej się marynować przez kilka godzin. Tak czy inaczej będzie pyszna.

Do zrobienia tego dania skłonił mnie zbieg okoliczności. Najpierw zapytał o nie czytelnik a na następny dzień widziałam archiwalne nagranie w którym Antonio Carluccio robił właśnie tą paprykę. Zachęta nie lada. Ja zazwyczaj robię paprykę z cebulą zamiast czosnku i niekoniecznie z octem balsamicznym tylko z białym, winnym, który nie zmienia koloru papryki (czerwonej balsamiczny urody nie odbiera ale żółtej i zielonej tak - lecz co tam, smak jest w końcu najważniejszy). Zdecydowałam się jednak na wersję Antonio i polecam ją bardzo, chociaż do wersji z cebulą też zachęcam, bo tak robiona cebulka też jest pyszna.

Papryka marynowana w oliwie jest doskonałym dodatkiem do obiadu, ale ja ją lubię z grzankami i wędzonym serem. Pycha!

czwartek, 27 stycznia 2011

 

 

 

celeriac chips with sunblushed tomatoe relish

 

 

 

W ostatnim wpisie pisałam o świetnym połączeniu jakim jest seler i oliwa truflowa, dzisiaj następna pyszna kombinacja z selerem. Zrobiłam sobie dzisiaj na lunch rosti z selera, ziemniaka i jabłka (według tego przepisu), i chociaż dobre było to jednak nie wyszło zbyt piękne. Zrobiłam sobie do niego relish ze zwykłych i suszonych pomidorów z dodatkiem czosnku i kolendry, a z resztki selera zrobiłam czipsy. Zamiast je smażyć posmarowałam je oliwą - oczywiście truflową, choć może być oczywiście zwykła, a potem piekłam pod grillem w piekarniku (160°). Muszę przyznać, że czipsy z relishem były fantastyczne, chociaż polecałabym większe plasterki, bo moje spadały z rusztu przy odwracaniu. Relish składa się z dwóch pomidorów obranych ze skórki, posiekanych i pozbawionych nasion, dwóch suszonych pomidorów z zalewy oliwnej z odrobiną tej oliwy, odrobiny siekanej natki kolendry, soku z cytryny, jednego zmiażdżonego ząbka czosnku, soli i pieprzu.

 

piątek, 17 grudnia 2010

 

 

 

orange and cranberry sauce

 

 

 

No i zasypało Irlandię Północną. Szkołę nam zamknęli. Hura! Obiad świąteczny odwołany. Nie hura.

Wolny piątek, tego właśnie potrzebowałam. Między innymi po to, żeby się wyżyć w kuchni. Wyżyłam się, a teraz robię sobie przerwę pomiędzy konsumowaniem efektów a sprzątaniem pobojowiska. Danie główne pokażę Wam jutro, jest to świąteczna propozycja, więc jeśli nie macie jeszcze żadnego pomysłu na to co się w Święta na Waszych stołach pojawi to zapraszam podwójnie.

Dzisiaj pokazuję tylko dodatek do owego dania: sos z żurawin i pomarańczy. Chcę go pokazać osobno, bo nie chcę żeby przeszedł niezauważony, bo wart jest uwagi sam w sobie. Pyszny jest, słodki, bogaty, korzenny, taki jak lubię. Czynnikiem korzennym była u mnie gwiazdka anyżowa, ale zachęcam do eksperymentowania, bo ja już chcę następny, tym razem z jałowcem zrobić.

 

 

Sos z żurawiny i pomarańczy


200 g żurawiny wielkoowocowej

1 duża pomarańcza

2 łyżki ciemnego muscovado

gwiazdka anyżu

30 ml brandy

 

 

Żurawinę płuczemy i wilgotną wrzucamy do rondelka o grubym dnie, wstawiamy na średni ogień. Ocieramy skórkę z pomarańczy i dodajemy ją do żurawiny. Obkrawamy skórkę z pomarańczy, pozbywamy się jak najwięcej białych błonek, kroimy na mniejsze części i dodajemy do żurawiny. Dodajemy cukier, gwiazdkę i brandy, gotujemy aż do uzyskania w miarę jednolitej konsystencji (ok 20 min).


 
1 , 2 , 3