Kulinarny pamiętnik Ewy
| < Sierpień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2014
Instagram
Mój nowy blog
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl

kluski i pierogi

wtorek, 09 sierpnia 2011

 

 

 

Pelmeni

 

 

 

Przedstawiam Wam dziś pelmeni, pierożki popularne w kuchni rosyjskiej, o syberyjskim rodowodzie. Nazwa podobno oznacza po prostu uszka, choć kształtem mogą, ale wcale nie muszą, przypominać tych nam znanych uszek. W Rosji często do robienia pelmeni używa się specjalnej tacki, która nadaje im diamentowego kształtu (wygląda tak).

To jednak nie kształt charakteryzuje pelmeni lecz ich farsz. Te pierożki robi się zawsze z surowego mięsa. Na Syberii prawdziwe pelmeni oznaczają pelmeni zrobione z wołowiny i wieprzowiny, pół na pół, z dodatkiem cebuli, soli i pieprzu. W innych miejscach te proporcje mogą być inne i niekoniecznie musi to być mieszanka wołowiny i wieprzowiny, w przepisach może pojawić się też jagnięcina. Podaje się te pierożki albo okraszone prostymi sosami (śmietana, chrzan, roztopione masło, musztarda), albo jako dodatek do rosołów. Smakują doskonale też same.

Tam skąd pochodzą, pelmeni cenione były zawsze za bardzo praktyczną cechę: doskonale się mrożą. Na Syberii mrożone bywały na dworze, a worki pełne pierożków myśliwi mogli ze sobą zabierać na polowanie w tajdze. Często nazwa 'syberyjskie pelmeni' odnosi się po prostu do zamrożonych. Szukając właściwego przepisu zwiedziłam wiele miejsc w Internecie i na jednym ze znanych anglojęzycznych portali przeczytałam, że pelmeni różnią się od tortellini tym, że pelmeni są przed ugotowaniem mrożone. Nie jest to prawda, może raczej brak znajomości wschodniej kuchni. Pelmeni mogą, ale nie muszą być mrożone, a od tortellini różną się przede wszystkim ciastem.

Szukając przepisu, szukałam głównie przepisu na ciasto, bo farsz wydawał się bezproblemowy. W większości przepisów pojawia się mąka, jajka i mleko, kombinacja, której nigdy wcześniej do pierogów nie używałam. Muszę przyznać, że dobrze się z takim ciastem pracuje, wyszło bardzo miękkie i elastyczne, łatwo się formowało i nie rozpadało ani przy klejeniu ani przy gotowaniu.

Może robiąc pelmeni pierwszy raz należałoby je zrobić z tym 'najprawdziwszym' farszem, ale czasem trzeba się zachować ekonomicznie, a nie poprawnie, i wykorzystać to co się ma w lodówce. W moich pierożkach jest więc wołowina wymieszana z jagnięciną, bardzo dobre i aromatyczne połączenie.

Jadłam wcześniej pelmeni kupione mrożone w litewskim sklepie i były bardzo dobre, ale pozbawione były ich, dla mnie, najpyszniejszego czynnika. Kiedy rozgryza się każdy świeżo zrobiony pelmen to jakby otwierało się sakiewkę ze skarbem. Smak dosłownie eksploduje w ustach, a pyszne soki rozlewają się po podniebieniu. Cudowne są!

 

 

Przepis z którego skorzystałam znajduje się na tak wielu stronach, że nie wiem gdzie jest jego źródło, przyjmuję więc, że proporcje są publiczną własnością narodu rosyjskiego i pozwolę sobie nie podawać odsyłacza.

 

 

Pelmeni

 

 

Na ciasto:

1 i 1/2 szklanki mąki

2 jajka

1/2 szklanki mleka*

szczypta soli

 

*radziłabym nie dodawać całości na raz, użyłam dużych jajek i sporo mlek mi zostało

 

Na 'prawowity' farsz do pelmeni:

250 g mielonej wołowiny

250 g mielonej wieprzowiny

1 posiekana drobno cebula

S&P

 

Na mój farsz do pelmeni:

300 g mielonej wołowiny

200 g mielonej jagnięciny

2 zmiażdżone ząbki czosnku

S&P

 

 

Składniki na farsz wymieszaj dokładnie, schłódź, ze schłodzonym farszem bardzo łatwo się pracuje. Z mąki, jajek, mleka i soli zagnieć ciasto, rozwałkuj cienko, wykrój niewielkie kółka (jak na uszka lub większe). Na środek każdego kółeczka z ciasta nakładaj po kulce farszu, złóż i zlep końce razem, możesz zlepić rożki jeśli chcesz uzyskać kształt uszek. Ulepione pierożki odkładaj na posypanej mąką ściereczce lub blacie. Po ulepieniu wszystkich gotuj je partiami w osolonej wodzie. Po wypłynięciu na powierzchnię niech gotują się jeszcze przez około minutę, wyjmuj łyżką cedzakową, przełóż na półmisek. Podawaj gorące.

 

To może mało ortodoksyjny dodatek, ale ja jadłam pelmeni z sosem grzybowym.

 


sobota, 04 czerwca 2011

 

 

 

gnocchi w pomidorach i z bazylią

 

 

 

Czy Dwóch zachłannych Włochów można już obejrzeć w Polsce? Jeśli nie to na próżno mi piec pochwały na cześć programu, uroku osobistego prowadzących i scenerii ... musicie to zobaczyć! W momencie kiedy zobaczycie jestem pewna, że polska blogosfera kulinarna będzie wprost kipiała inspiracjami a programu. Skąd to wiem? To, że wśród nas jest wielu miłośników słoneczne Italii jest jasne jak słońce - a ten program ucieleśnia wszystko co we Włoszech nas tak pociąga. Przynajmniej jedna blogerka już połknęła bakcyla - (idź do wpisu Karoliny ze Zmysłów w Kuchni).

Pierwszy odcinek mnie tak zauroczył, że po jego obejrzeniu miałam ochotę ugotować dokładnie wszystko i od razu. Od razu się nie dało, ale na następny dzień zrobiłam podróbę jednego z dań. Podróbę dlatego, że nie zrobiłam sama gnocchi tylko je kupiłam. Wiem, że nie to samo, ale czasu wolnego to ja mam ostatnio tyle co nic. Bez robienia gnocchi to był to obiad maksymalnie ekspresowy i bardzo smaczny.

Na oliwie z oliwek podsmażyłam dwa tłuściutkie, posiekane ząbki czosnku, zalałam je zawartością dwóch puszek posiekanych pomidorów, dodałam liście bazylii oskubane z połowy roślinki w doniczce, dodałam kilogram gnocchi, przykryłam i dusiłam aż do miękkości kluseczek. Na wierzch potarłam parmezan i (czego nie było w programie) wrzuciłam solidną garść perełek mozzarelli.

Dodaję do:




czwartek, 13 stycznia 2011

 

 

 

goats cheese dumplings with mint pesto

 

 

 

We wtorek po południu robiłam pierogi ruskie. O czwartej wstawiłam ziemniaki, o szóstej wyciągnęłam z wody ostatnie. Pierogi były ekspresowe i mało ich było (ok. 70). Straszny niedosyt miałam, więc dzisiaj na lunch zrobiłam sobie kolejną ekspresową porcję, tym razem dosłownie trzydzieści maleńkich pierożków z nadzieniem z koziego sera i ziemniaka (jednego!) z dodatkiem miętowego pesto. Uszczęśliwiłam się tym daniem.

Ciasto zagniotłam z jednego jajka i takiej ilości mąki aby zrobiła się dość elastyczna kulka ciasta. Ziemniaka ugotowałam w mikrofalówce na sucho, nakłuwając go tylko, żeby nie był wilgotny (bo wilgotny był ser). Rozgniotłam ziemniaka widelcem i dodałam około 30 g twarożku koziego, przyprawiłam solą i pieprzem. Ciasto cieniutko rozwałkowałam i wycięłam z niego 30 kółeczek z falbanką (specjalnie dla Was, żeby Wam oczy pocieszyły), na każdy nałożyłam trochę farszu i zlepiłam w pierożka. Ciasta i farszu było dokładnie 'na styk'. Gotowałam pierożki w lekko osolonej wodzie. W czasie kiedy się gotowały zmiksowałam liście z pęczka mięty z odrobiną oliwy i płatków migdałów, doprawiłam. Smaczne to było razem.

 

Przypominam, że trwa głosowanie w konkursie Blog Roku 2010. Żeby zagłosować na mój blog należy wysłać smsa o treści H00393  na numer 7122.  W treści są zera. Koszt smsa to 1,23 zł.

 

 


goats cheese dumplings with mint pesto

 

 


wtorek, 30 listopada 2010

 

 

 

kluski śląskie z polędwiczką i grzybkami

 

 

 

Jestem ze wszystkimi kluskami za pan brat, no nie wszystkie próbowałam robić, ale uwielbiam wszystkie jeść. Kluski to wymarzony comfort food. Czy ktoś z Was nie lubi? Czy to w ogóle możliwe?

Nie przypominam sobie, żeby śląskie były w naszym rodzinnym menu, chyba pierwszy raz jadłam je poza domem, a to jak się je robi usłyszałam dość przypadkiem i zapamiętałam, bo zapamiętać tak łatwo. Gotujemy ziemniaki, rozgniatamy, odejmujemy czwartą cześć (ja kładę ją na wierzch pozostałych) w miejsce której wsypujemy mąkę ziemniaczaną, zagniatamy formujemy kluski, gotujemy. Proste, nie?

Trudno nie zauważyć, że przepisy, które ukazują się w sieci różnią się zasadniczo jednym elementem. Element jest owalny i łatwo by się prześlizgnął gdyby nie twarda skorupka. Jajko. Niektórzy daliby się pokroić za to, że tradycyjne kluski śląskie jajka nie zawierają. Trudno mi się wypowiadać, co prawda z Dolnego Śląska jestem, ale trudno powiedzieć, żeby tam akurat kuchnia śląska zakorzeniona głęboko była. Z dziadkami spod Lwowa, Zamościa, Wilna, czy Pińska ciężko by było.

Próbowałam i z jajkiem i bez. Jajko, według mnie, potrzebne nie jest, bardziej na konsystencję klusek ma jakość ziemniaków i sposób gotowania niż obecność jajka. Nie daje ono nic jeśli chodzi o fakturę klusek. Jeśli ziemniaki nie są zbyt wodniste i nierozgotowane za bardzo to kluski nie mają prawa nie wyjść tylko i wyłącznie z dodatkiem mąki. Nie pomaga dodanie jajka przy gotowaniu - o tym też decydują ziemniaki - piszę z własnego doświadczenia, zdarzyły mi się katastrofalne kluski z jajkiem. Jednak jajko ma pewną zaletę: kluski z jajkiem mają ładniejszy kolor.

Ale prawda jest taka, że mieszkając w różnych zakątkach globu mamy dostęp do różnych gatunków i ziemniaków i mąk z nich, a i kury co innego dziobią. Zachęcam więc do wypróbowania wersji z jajkiem i bez, sami dojdziecie do tego, co z Wam dostępnymi składnikami lepiej wychodzi.

Dla tych, którzy klusek śląskich nigdy nie robili króciutki opis i kilka małych rad:

Ugotuj ziemniaki tak aby były absolutnie nie były rozgotowane - woda zabierze mąkę- odparuj, ugnieć na gładką masę bez żadnych grudek, lub po prostu przepuść przez praskę do ziemniaków. W garnku lub misce wyrównaj poziom ziemniaków, odbierz 1/4 i przełóż na wierzch pozostałych ziemniaków, wyrównaj, w powstałą lukę wsyp mąkę ziemniaczaną, wyrób na gładką masę. Formuj kluseczki robiąc w każdej wgłębienie, możesz to zrobić palcem lub trzonkiem drewnianej łyżki. Gotuj w lekko osolonym wrzątku przez około 2 minuty od wypłynięcia. Woda nie może się zbyt gwałtownie gotować, bo to naruszy kluski. Najlepiej wyciągnąć jedną kluskę i ją spróbować jeśli nie jest się pewnym czy są gotowe. Wyciągaj kluski łyżką cedzakową starając się odwraca je dziurką do dołu, tak aby woda wypłynęła z zagłębienia.

Kluski bardzo dobrze przechowują się w lodówce nieugotowane, można więc ulepić je wcześniej i ugotować gdy są potrzebne. Nie ma sensu gotowanie wszystkich na raz jeśli nie ma się zamiaru ich od razu zjeść, bo jedyny sposób by je odgrzać tak żeby były smaczne to ugotować je powtórnie. Choć powiem, że kluski śląskie fantastycznie gotują się w sosach i w nich odgrzewają.

Sos jest bardzo prosty i bardzo pyszny. Mój ulubiony do klusek wszelkich i makaronów, bez żadnego kombinowania, jedyne przyprawy to sól i pieprz, ale mięso, grzyby i cebula mają w sobie taki potencjał, że niczego więcej im nie potrzeba. Proporcje są absolutnie wg uznania. Usmaż cebulkę na miękko (czyli długo i na wolnym ogniu) w niewielkiej ilości tłuszczu, dodaj pokrojoną w dość cienkie plasterki polędwiczkę wieprzową, obsmaż, ściągnij mięso z patelni zostawiając cebulę, dodaj pokrojone pieczarki, dopraw je solą i pieprzem (ciut więcej soli niż pieczarkom potrzeba, dla mięsa, dodaję sól dopiero teraz, żeby jak najszybciej wyciągnąć z pieczarek jak najwięcej wody, to ma być szybki sos), kiedy będą ugotowane dodaj z powrotem mięso, zredukuj płyny, dodaj łyżkę (łyżeczkę jak kto woli) mąki pszennej pozwól jej się lekko skarmelizowac, dolej gorącej wody, tyle, żeby rozpuściła mąkę i zrobiła z niej sos, dodaj trochę śmietanki, dopraw do smaku jeśli potrzeba.

 

P.S. Zapomniałam napisać o bardzo ważnym szczególe: kluseczki robi się z ciepłych ziemniaków, nie gorących, ale na tyle wystudzonych, żeby można było w nie ręce włożyć. Robione z zimnych ziemniaków nie formują się tak ładnie i wtedy rzeczywiście jajko się przyda.


środa, 27 października 2010

 

 

 

 

kruche pierożki z jabłkami

 

 

 

Pierogowy dzień wczoraj miałam. Zachciało nam się ruskich, to znaczy mi i mojemu mężowi. Jedno dziecko na dźwięk 'ruskie' robi pierożkowe oczy i jego twarz przybiera błogi wyraz, na tomiast drugie dziecko, gbyby mogło, to kącikami ust dotknęłoby podłogi. Zawsze tak jest, dlatego zawsze robię parę innych pierogów, z owocami lub z kaszą i serem. A, że mam wolne i musiałam sobie pobyc w kuchni, to zdecydowałam się tym razem zrobic oprócz ruskich kruche z jabłkami z Pierogarni, będąc absolutnie pewną, że te dziecinka zje. Zjadła.

Przepis odnajdziecie tu (kliku klik), ja zmniejszyłam proporcje prawie o połowe, coś mi tam nie wyszło jak należy przy moich obliczeniach i ciasto mi potwornie pękało, ale to nic, bo pyszne było niesamowicie. Nie zużyłam wszystkich jabłek dzielnie startych przez dziecinkę, dla której pierożki były głównie przeznaczone, więc dodałam do nich dużo cukru i trochę śmietanki, pogotowałam trochę i wyszedł mi pyszny sosik tofi-jabłkowy. Polecam i pierożki i sosik.

 
1 , 2 , 3 , 4