Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl

naleśniki placki omlety

środa, 16 listopada 2011

 

 

 

Martwa natura na dziś:


naleśniki zapiekane

 

 

 

Każdy naleśnik zwykłym sposobem przyrządzony pokryj konfiturami, zwijaj go, układaj w rądel, na spód którego wléj masła, całych jaj pięć, mleka pół kwarty, cukru skórek cytrynowych lub wanilii (razem wszystko wymieszane i ubite); wstaw następnie w piec, a gdy gotowe będzie przyglazeruj.

 

 

Przepis pochodzi z książki Poradnik kucharski złożony z 485 przepisów przyprawiania potraw, marynat, soków, ciast, konserw i tym podobnych , widnieje pod tytułem Naleśniki z konfiturami.

 

 

 

naleśniki zapiekane

 

 

 

Ten przepis to absolutna rewelacja, hit sezonu! Po prostu musicie je sobie zrobić! To są niby zwykłe naleśniki z dżemem, ale są tak dalekie od bycia zwykłym daniem jak tylko możliwe! Naleśniki pęcznieją w piekarniku nasiąkając płynami, więc same w sobie po prostu rozpływają się w ustach, na wierzchu tworzy się przypieczona, chrupiąca skorupka, a mleko i jajka w przestrzeniach między naleśnikowych zamieniają się w smaczny serniczek. O cudownym aromacie wanilii już nie wspominając!

Jaka szkoda, że dopiero teraz je odkryłam! Ze wszystkich przepisów, które Wam pokazałam w ramach zabawy

 


Gotujemy po polsku!

 

 

(którą przygotowali Irena i Andrzej, a której patronuje jej serwis Z Pierwszego Tłoczenia)

 ten jest najbardziej godny polecenia. Poprzednie dania mogą trafić w Wasz gust lub nie, ale w tym na pewno się zakochacie. Tak proste i tak pyszne, wprost niebywałe!

 

 

 

naleśniki zapiekane 

 

 

Ilość naleśników, które zrobiłam, na pewno była mniejsza niż zamierzona w przepisie, dlatego zmieniłam proporcje. Na osiem bardzo dużych naleśników (w sam raz do tartowej formy) użyłam: solidną łychę masła, dwa jajka, łychę brązowego cukru i nieco ponad pół szklanki mleka. Naleśniki zwinęłam z dżemem śliwkowym (tym), do płynów dodałam wanilii (ale ze skórką cytrynową będą następne). Naleśniki trochę w tym płynie pływały i przez chwilę miałam obawę, że to nie morze wyjść, ale się udało. Piekłam w 180° z nawiewem, po przypieczeniu wyciągnęłam, ale nie glazurowałam.


sobota, 30 lipca 2011

 

 

 

krokiety&barszcz

 

 

 

Jedną z pierwszych rzeczy w kuchni, którą zrobiłam po powrocie z wakacji to ugotowanie garnka rosołu. Rosół po prostu muszę mieć: do zup, do sosów, do risotto. Produktem ubocznym było oczywiście ugotowane mięso. Jakoś długo się nie zastanawiałam co z nim zrobić, przecież tak (bardzo bardzo) dawno nie było krokietów. Mój mąż stwierdził, że trzeba to gdzieś czerwonymi literami zapisać, więc to czynię: zrobiłam krokiety.

To, że je rzadko robię, nie oznacza, że ich nie lubię, owszem dobre zjem z przyjemnością. Mało kto już je teraz robi, a był to przecież kiedyś stały punkt programu na wielu rodzinnych imprezach, a i w restauracyjnych menu była to kiedyś pierwsza pozycja. Dzisiaj pewnie połowa z Was wyszłaby z restauracji gdzie barszcz z krokietem, flaki i schabowy byłyby daniami koronnymi, no chyba że byłaby to restauracja - skansen PRLu. Krokiety to taki trochę antonim kreatywności.

Mimo że to mało kreatywne danie to jednak mówi dużo o umiejętnościach kulinarnych. Każdy element krokieta można zupełnie i dogłębnie zepsuć. Nie ma nic gorszego niż suchy, rozsypujący się farsz otoczony tłustym, grubym, mokrym naleśnikiem i grubą, tłustą, przypaloną panierką. To naleśnik i panierka muszą być lekkie, a farsz po wilgotnej stronie. Ale po kolei:

 

 

Naleśniki

 

 

500 ml mleka

200 g mąki

dwa jajka

szczypta soli

odrobina tłuszczu do smażenia

 

 

Składniki dokładnie zmiksuj, tak aby w cieście nie było grudek. Pamiętaj, że każda mąka jest trochę inna, być może będziesz musiał/a dodać więcej mleka lub mąki. Ciasto ma się ładnie rozprowadzać po patelni. Zanim zaczniesz smażyć naleśniki odstaw ciasto na minimum dziesięć minut, żeby odpoczęło, zwiąże się wtedy i naleśniki będzie łatwo się smażyło. Smaż na małej patelni. Duże krokiety wymagają dłuższego smażenia po nafaszerowaniu - a to nie jest korzystne ani dla smaku ani dla wyglądu - spalona skórka i zimny środek nikomu nie będą smakowały. Ja używam małej 17 cm patelenki teflonowej (taniocha z Ikei - idealna do naleśników). Smaż bez tłuszczu jeśli to możliwe, dodając po kapce jeśli to absolutnie niezbędne. Smaż naleśniki tylko tyle aby były ścięte i dało je się ściągnąć z patelni, mają to być delikatne bledziuchy. Usmaż więcej niż myślisz, że będziesz potrzebować, nadmiar zawsze można zjeść, a jakby ktoś podskubywał to się nie będziesz denerwować. Polecam Wam przy okazji mój wcześniejszy wpis o naleśnikach (Idź do Subiektywnie o naleśnikach)

 

 

 

krokiety&barszcz

 

 

 

Farsz do krokietów

 

 

4 nogi ugotowane w rosole (całe: udka i podudzia, ze skórą)

1 średnia cebula

2 tłuste ząbki czosnku

3 łyżki oleju

łyżka masła

S&P

 

 

Farsz to zupełnie inna bajka. O ile przy naleśnikach trzeba uważać żeby nie były w ogóle tłuste, to przy farszu jest inaczej. Farsz musi być odpowiednio tłusty, bez przesady oczywiście, w granicach rozsądku i dobrego smaku. To dodatek tłuszczu, a nie innych płynów sprawia, że każde mięsne nadzienie jest przyjemnie wilgotne. W starszych książkach kucharskich częstym dodatkiem do farszów mięsnych był szpik kostny, właśnie dlatego, że jest bardzo tłusty - a tłuszcz to i smak i lepsza konsystencja.

Mięso po ugotowaniu wyciągnij na talerz i odstaw do zupełnego wystygnięcia. Ściągnij mięso z kości wraz z miększymi kawałkami skórki. Posiekaj dokładnie (unikniesz w ten sposób wrzucenia chrząstek do farszu) i .... no właśnie. Można oczywiście zmielić, ale ja siekam drobniutko i potem wyrabiam ręką, co dodatkowo rozdrabnia farsz. Rozetrzyj na gładką papkę czosnek wraz z odrobiną soli i dodaj do mięsa. Cebulę posiekaj drobniutko i zeszklij na oleju z dodatkiem masła. Dodaj najpierw samą cebulę bez tłuszczu, przypraw, wyrób farsz a potem próbuj i dodawaj pozostały tłuszcz aż do momentu kiedy farsz będzie Cię satysfakcjonował.

 

 

Krokiety

 

około 12 sztuk:

naleśniki wg powyższego przepisu

farsz wg powyższego przepisu

olej do smażenia

łyżka mąki

1 jajko

pół szklanki bułki tartej

 

 

Są różne metody składania naleśników, ale jeśli komuś nie wychodzi to moja metoda jest bardzo łatwa i nie bez zalet. Uformuj farsz w wałeczki długości mniej więcej palca wskazującego i grubości 2-3 cm, połóż blisko krawędzi, złóż krawędź wzdłuż wałeczka, a potem krawędzie przy podstawach walca złóż tak aby otrzymać prostokąt. Zwiń krokieta wzdłuż tego prostokąta. Powtarzaj aż zawiniesz wszystkie. Ta metoda jest dobra do małych krokietów, do dużych nie polecam.

Osobiście wolę krokiety bez panierki, ale ze względu na mojego męża zrobiłam delikatną. Na tyle naleśników usmażonych bez tłuszczu łyżka mąki do panierowania to aż nadto, należy je tylko lekko oprószyć, potem zanurzyć w jajku i ściągnąć większość jajka a na końcu delikatnie otoczyć w bułce. Na patelnię należy wlać tyle tłuszczu aby sięgał połowy wysokości krokieta - smażymy z dwóch stron i smażą się w międzyczasie też boki. Po usmażeniu odsączamy na ręczniku papierowym.

 

 

 

krokiety&barszcz

 

 

 

No a do krokietów obowiązkowy jest barszcz! Ten ugotowany jest na wywarze z żeberek, ale to już kiedy indziej.



niedziela, 13 marca 2011

 

 

 

placek po węgiersku z sosem z polędwiczki i pieczonych papryk

 

 

 

To wręcz skandal, że jedno z moich ulubionych dań ukazało się na moim własnym blogu tylko raz do tej pory i to w dodatku w wersji wegetariańskiej. Nie przepadam natomiast za samymi plackami ziemniaczanymi. Jako dziecko lubiłam je bardzo, bo moja mama robiła pyszne -  chrupiące, z koronką od gorącego oleju w okół, podawane od razu po usmażeniu - cudowne były z kwaśną śmietaną. Ale w późnej podstawówce miałam epizod stołówkowy - placki ziemniaczane serwowane były na tej stołówce regularnie, ale to nie były placki jakie ja znałam - to były wielkie ciemne nasączone tłuszczem kłapcie, podawane, ku mojemu zgorszeniu z cukrem. Człowiek głodny był więc jadł, ale potem bardzo długo placków ziemniaczanych nie jadłam, z jednym jedynym wyjątkiem - placka po węgiersku. Z tym też miałam przygody - kilka zbyt tłustych i ciężkich nawet dla mojego młodego wówczas organizmu. Wynik jest taki, że abym mogła zjeść placka po węgiersku i nie być po nim chorą muszę zrezygnować z tej koronki wokół, którą tak lubię, mój placek musi być usmażony prawie bez tłuszczu.

Zdjęcie robiłam w wielkim pośpiechu i niestety nie widać na nim papryki, ale to właśnie ona jest główną atrakcją dania, bez niej nie wyobrażam sobie placka po węgiersku. Lubię połączenie smażonych ziemniaków ze słodką papryką i kwaśną śmietaną. Tym razem zanim zaczęłam robić sos papryki upiekłam, bo pieczenie maksymalnie wydobywa z nich słodycz, w dodatku lubię ten 'przypieczony' posmak. Do samego sosu dodałam jeszcze paprykę w proszku: słodką i wędzoną, które fantastycznie podkręciły smak. Można oczywiście jeszcze dodać chili, ale ja tym razem ominęłam szerokim łukiem, żeby dzieci zjadły. Zjadły.

 

 

Placek po węgiersku z sosem z polędwiczki i pieczonych papryk

(na 6 placków średniej wielkości)

 


na placki:

kilogram obranych ziemniaków

1 mała cebula

2 jajka

sól i pieprz

2 łyżki mąki (ja nie dałam, bo irlandzkie ziemniaki są bardzo mączne)

tłuszcz do smażenia

 

na gulasz:

polędwiczka wieprzowa (około 1/2 kg)

1/2 kg czerwonej i żółtej papryki

1 mała cebula lub szalotka

2 łyżki oleju

sól i pieprz

po łyżeczce papryki słodkiej i wędzonej

czubata łyżeczka mąki (opcjonalnie)

łyżka śmietanki (opcjonalnie)

kwaśna śmietana do podania

 

 

Paprykę przekrawamy na pół, smarujemy lekko oliwą i pieczemy w mocno nagrzanym piekarniku lub pod grillem aż ukażą się na niej czarne pęcherze. Po upieczeniu przekładamy do płytkiej miski i przykrywamy folią spożywczą na kilka minut. Tworząca się para sprawi, że łatwo będzie papryki obrać ze skóry. Po obraniu absolutnie nie myjemy, cały ten przypieczony smaczek ma zostać na papryce. Zachowujemy wszystkie soki z pieczenia. Szalotkę siekamy w drobną kostkę, rozgrzewamy tłuszcz, wrzucamy na niego cebulę, smażymy na niewielkim ogniu aż zmięknie, podkręcamy palnik, dodajemy mięso pokrojone w drobną kostkę, sól i pieprz, smażymy aż się zarumieni. Dodajemy pokrojone w kostkę pieczone papryki, sok z pieczenia, paprykę w proszku, podlewamy odrobiną gorącej wody, przykrywamy i dusimy. Ja lubię gulasz lekko zagęszczony i zabielony, dlatego duszę do momentu aż się cały płyn wygotuję, oprószam mąką, chwilę mieszam i smażę, dodaję tyle gorącej wody ile trzeba żeby gęstość była odpowiednia, dolewam śmietankę. Można oczywiście tej mąki i śmietanki dodać więcej/mniej w zależności od upodobań, ważne jednak, żeby nie rozcieńczyć za bardzo smaku sosu.

Placki zaczynam smażyć dopiero kiedy sos jest prawie gotowy. Oznacza to, że nie zasiadamy do zastawionego stołu i każdy dostaje swoją porcję niezupełnie w tej samej chwili, bo dalej uważam, że najlepsze placki są prosto z patelni. Tylko ja jem takiego bladego prawie bez tłuszczu, inni dostają normalnie usmażonego.

Ziemniaki trę na tarce o drobnych oczkach (właściwie to mąż trze), odciskam, żeby pozbyć się nadmiaru płynu, przyprawiam, dodaję jajka (i ewentualnie mąkę), mieszam. Smażę placki na niewielkiej patelni. Każdy placek po nałożeniu na talerz dostaje porcję gulaszu do środka i zostaje złożony na pól. Na wierz polewam jeszcze odrobiną sosu i nakładam łyżkę kwaśnej śmietany.


czwartek, 03 lutego 2011

 

 

 

crepes with kasha and cheese

 

 

 

Nie robiłam tych naleśników ani razu w całym okresie mojego blogowania, a przecież był to dla mnie kiedyś stały punkt w przed blogowym, wtedy jeszcze dość wąskim, kulinarnym repertuarze. Sam farsz robiłam od czasu do czasu do pierogów, jako alternatywę dla Madzi, która nie je ruskich, ale z naleśnikami się nie zdarzył. A to przecież takie dobre i takie proste do zrobienia danie.

Nie wiem czy to sam fakt, że dawno nie jadłam tego dania, czy jakość składników to sprawiła, ale nigdy mi te naleśniki nie smakowały tak jak dzisiaj. Zrobiłam ciasto według innych niż zwykle proporcji (zważyłam i odmierzyłam to co do miski wrzuciłam, więc się podzielę), wyszło cudownie miękkie, co jest ogromną zaletą przy podwójnym smażeniu naleśników. Ser był świeży i dość mokry, leciutko kwaskowaty i ... ja wiem, że to zabrzmi niepoważnie, ale cudownie smakowała w nich sól, dobra morska sól w płatkach - tego temu nadzieniu potrzeba. Po raz pierwszy jadłam te naleśniki nie z kwaśną, ale ze słodką śmietaną, cudownie podkreślała smak farszu, tak już zostanie.

 

 

 

Naleśniki z kaszą gryczaną i twarogiem

 

 

Ciasto na naleśniki:


500 ml mleka

2 jajka

200 g mąki

szczypta soli

tłuszcz do smażenia*

 

Farsz:

250 g twarogu

woreczek kaszy gryczanej**

1 szalotka lub mała cebulka

olej roślinny

sól morska w płatkach

świeżo zmielony pieprz

śmietana do podania

 

*pierwsze smażenie raczej nazwałabym lekkim ścinaniem ciasta, a nie smażeniem, ale czegoś trzeba użyć przynajmniej do pierwszych naleśników. Ja używam sprayu 1 kcal, ale można użyć oleju w sprayu, słoniny lub czegokolwiek w tym rodzaju, co sprawi, że naleśniki nie będą naprawdę 'usmażone' tylko blade. Do drugiego smażenia używam już zwykłego oleju roślinnego.

**chodzi mi o jedną z czterech torebek, które znajdziecie w pudełku kaszy, a nie pół kilowy worek :)

 

Składniki na ciasto miksujemy i odstawiamy do odpoczęcia na czas robienia farszu. Szalotkę podsmażamy na miękko w niewielkiej ilości oleju (około1 łyżki), kaszę gotujemy, po ugotowaniu odcedzamy, odparowujemy i dodajemy do niej szalotkę razem z tłuszczem. W misce rozgniatamy twaróg widelcem, do dajemy do niego przestudzoną kaszę z szalotką, sól, pieprz i mieszamy. Smażymy naleśniki na teflonowej patelni z minimalną ilością tłuszczu, smażąc je tylko tyle, żeby były ścięte i dały się odwrócić. Drugą stronę smażymy tylko kilka sekund. Na gotowe naleśniki nakładamy farsz, kładąc go tylko na połowę, składamy w pół i jeszcze raz w pół tak aby utworzyły trójkąciki. Rozgrzewamy trochę oleju na patelni i smażymy naleśniki z farszem z obu stron, tym razem jest to smażenie na poważnie tak aby skórka była chrupiąca a środek mięciutki i pyszny. Polecam!

Farszu powinno wystarczyc na 10-12 naleśników, w zależności od wielkości, ciasta jest odrobinę więcej, ale celowo, bo zawsze parę znika zanim zacznie się je nadziewać :)


sobota, 06 listopada 2010

Gotujemy po polsku!

 

Zapraszam na kolejny wpis z serii Gotujemy po polsku!, do tej zabawy zaprosili blogerów Irena i Andrzej, a serwis Z pierwszego Tłoczenia akcji patronuje.

 

 

Moje dzieci w sobotę rano edukują się muzycznie, czekając na nich dzisiaj w samochodzie przeglądałam Kuchnię Polską (PWG, 1957) z zamiarem znalezienia czegoś łatwego, przyjemnego i czego żadne z nas wcześniej nie jadło. Otworzyłam książkę na jednej z zaznaczonych stron i już nie musiałam książki wertować, bo znalazłam to czego szukałam, choć wcale nie był to przepis, z którego powodu zakładka była akurat na tej stronie.

 

 

 

racuszki z kaszy manny

 

 

Racuszki z kaszy manny

 

100 g kaszy manny

250 ml mleka

3 jajka

30 g cukru

szczypta soli

30 g masła

tłuszcz do smażenia

 

 

Kaszkę gotujemy  do miękkości na mleku, po przestygnięciu dodajemy żółtka, masło, cukier i sól, ucieramy na gładką masę, dodajemy ubite białka, lekko mieszamy, smażymy z obu stron na złoto.

 

 


racuszki z kaszy manny

 

 

Racuszki są lekko biszkoptowe w smaku i bardzo delikatne, same, te, które podjadłam podczas smażenia, nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia, ale potem, kiedy je jadłam z dżemem śliwkowym stwierdziłam, że są niesamowite. Dżem smakował na nich bardziej intensywnie, a one same były genialne, super delikatne w środku i chrupiące na zewnątrz. Mniam.


 
1 , 2 , 3 , 4