Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl

makarony

czwartek, 07 sierpnia 2014

 

 

 

cytrynowe linguine ze szczypiorkiem

 

 

I po urlopie. Właściwie to z urlopu wróciłam już tydzień temu, ale do tej pory nie mogę się pozbierać. Nie potrafię wpiąć się z powrotem w swoje różnorodne (a mam ich dużo) rutyny. Codzienne gotowanie obiadu idzie mi najgorzej. Robię to, ale bez pomysłu i przyjemności. Czasu wciąż mam dużo, bo do pracy jeszcze wracać nie muszę, ale ten czas przebębniam bezproduktywnie, co mnie ogromnie frustruje. Powinnam zapakować dzieciaki do samochodu, zabrać je gdzieś. Powinnam pomyśleć trochę o domu, o uporządkowaniu, dekorowaniu i dokończeniu. Ale nic. Szczytem podjętej inicjatywy z mojej strony jest gra w Monopoly. Mało ekscytujące, ale przynajmniej odciąga dzieci od wszelakiej maści urządzeń elektronicznych.


Wczoraj miałam przebłysk, bo przyszło mi do głowy danie. Bardzo proste i bardzo smaczne.

Makrony w sosie śmietanowym robię dosyć często, częściej niż w jakimkolwiek innym. Najczęściej sos nie jest po prostu śmietanowy - zwykle dodaję jakieś mięsne proteiny: kurczak lub bekon, ale nie tym razem. Natchnieniem do tego sosu była doniczka szczypiorku stojąca na kuchennym oknie. Reszta się już potoczyła. Skoro sos ma być śmietanowy, to oczywistym makaronem dla mnie jest linguine. Śmietana pociąga za sobą użycie gałki muszkatołowej (tak mam), a gałka i szczypiorek razem proszą się o cytrynę. Gotowe. Parmezan jest oczywistością.

 

 

500 g linguine

500 ml najtłustszej możliwie śmietanki do sosów

solidny pęczek szczypiorku (ze szczypiorku, nie cebuli)

skórka otarta z cytryny (u mnie z dwóch maleńkich)

trzy łyżki świeżo startego parmezanu

szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej

sól i pieprz

 

Ugotuj makaron al dente, pod koniec gotowania odbierz trochę wody z gotującego się makaronu. W czasie kiedy makaron się gotuje podgrzej śmietankę w szerokiej, wysokiej patelni. Kiedy będzie prawie wrzała dodaj drobno posiekany szczypiorek, skórkę z cytryny i parmezan. Zamieszaj, gdy ser się rozpuści spróbuj i dopraw gałką, solą i pieprzem. Jeśli makaron się jeszcze nie ugotował to wyłącz sos nie doprowadzając do wrzenia. Włącz palnik pod sosem kiedy makaron będzie już ugotowany i odcedzony. Przełóż makaron na patelnię z sosem i dobrze wymieszaj, jeśli sos zrobił się za gęsty to dodaj trochę wody zachowanej z gotowania, jeśli jest za rzadki dodaj trochę więcej parmezanu, bądź trzymaj dłużej na patelni, aż sos odparuje. Danie jest gotowe kiedy sos i makaron są dobrze wymieszane.

Smacznego!

 



czwartek, 05 stycznia 2012

Dziękuję wszystkim, którzy po moim ostatnim wpisie zabrali głos w komentarzach i na żywo. Wciąż intensywnie myślę o moim blogowaniu, ale na razie nie będę robiła żadnych gwałtownych ruchów. Na razie będzie mnie tu mniej, przynajmniej dopóki czegoś nie wymyślę, czegoś sensownego.

Skoro już tu teraz jestem to się przy okazji podzielę moimi noworocznymi inspiracjami. Krótko po Świętach przechodziliśmy koło jednego ze sklepów z przecenionymi książkami, weszliśmy żeby dzieciaki sobie coś wybrały ... wyszłam z książką Denisa Cottera 'Wild garlic, gooseberries ... and me' (Czosnek niedźwiedzi, agrest ... i ja). To książka wegetariańska, najlepsza wegetariańska jaką miałam w ręku. Lubię książki kucharskie w których tekstu do poczytania jest dużo (w tej to połowa książki) i lubię kiedy przepisy wynikają z tego tekstu. Lubię takie, które mogę poczytać przed snem, ale które sprawiają, że chcę wyskoczyć z łóżka i pobiec do kuchni (rzadko jednak mam odpowiednie składniki w lodówce by to zrobić). Najbardziej lubię takie, które sprawiają, że chcę ogród zamienić w szklarnię a garaż w kurnik, że chcę założyć kalosze i iść do lasu i nad morze zbierać jadalne listki i mięczaki.

Ta jest taka. Ta książka uzmysłowiła mi, że całe swoje życie, nawet będąc wegetarianką (ponad pół życia temu), warzywa traktowałam trochę jako dodatek (za wyjątkiem zapiekanek ziemniaczanych), a nie jako coś wokół czegoś można zbudować danie i że pomimo tego, że je lubię, to ich nie doceniam. To moje spóźnione noworoczne postanowienie: docenić starą dobrą zieleninę. Wegetariańskie obiady to jest coś czego mi po Świętach bardzo potrzeba!

To danie gotowałam już dwa razy, pierwszy raz tylko sugerując się przepisem, drugi dokładnie go śledząc. Obie wersje są warte wypróbowania, przedstawię Wam pełną książkową najpierw a później napiszę o mojej.

 


 

Makaron z brukselką i szałwią

 

 

 

Makaron z siekaną brukselką i szałwią

 

 

250 g brukselek

2 łyżki oliwy z oliwek

150 g szalotek

12 świeżych liści szałwii

4 ząbki czosnku

4 pomidory z puszki

skórka otarta z 1 pomarańczy

1 łyżka orzeszków piniowych lekko podprażonych (jestem na nie uczulona, u mnie pistacje)

sól i pieprz

450 g świeżego makaronu tagliolini (u mnie tagliatelle)

50 g masła

50 g Parmezanu lub innego startego twardego sera

 

 

Brukselki przekrój na cztery, wytnij głąbeczek, rozdziel liście. W patelni (dużej, jeszcze lepiej w woku) rozgrzej oliwę, dodaj brukselki, szalotki pokrojone w cienkie plasterki, posiekaną szałwię i czosnek, smaż 2 minuty. Po tym czasie dodaj posiekane pomidory, skórkę pomarańczy i orzeszki, przypraw i gotuj przez kolejne 2 minuty. W międzyczasie ugotuj makaron (suszony lepiej wstawić zanim zacznie się smażyć), odcedź. Do brukselki dodaj masło i ser, wymieszaj z makaronem, podawaj natychmiast.

 

Kiedy gotowałam to danie po raz pierwszy nie miałam w domu ani szałwii, ani pomarańczy ani pomidorów, ale i tak zdecydowałam się spróbować. Brukselkę usmażyłam z jedną małą szalotką (pokrojoną w drobną kostkę a nie plasterki); dodałam do niej oliwę, czosnek, pieprz i sól, łyżeczkę koncentratu pomidorowego, masło (mniej) i ser (Grana Padano); posypałam pistacjami. Moja wersja o wiele bardziej podkreślała smak brukselki, co do tego nie mam wątpliwości; co więcej, zaraz po spróbowaniu Cotterowej wersji miałam wrażenie, że ta pomarańcza (w książce używana często!) wprost zabija jej smak. Pomyślałam, że szałwia (którą bardzo lubię) i pomarańcza (od niej też nie stronię) nijak mi się razem nie jedzą ... ale to było zaraz po ściągnięciu woka z palnika. Zjadłam tylko trochę, odstawiłam i pojechałam po dzieci, po powrocie to było już zupełnie inne danie, przeżarło się, pomarańcza trochę straciła na intensywności, wydobyło się więcej szałwii i brukselki. Danie jest pyszne i bardzo zachęcam do wypróbowania, ale jednak przed dodaniem pomarańczy się zastanówcie, radziłabym użyć też o wiele mniej szalotki niż w oryginalnym przepisie. Dajcie brukselce szansę!



wtorek, 27 września 2011

 

 

 

mushroom lasagne

 

 

 

Mam chwilową niechęć do mięsa, dużo ciemnych pieczarek (chestnut) i makaron do lasagne. Oto efekt.

 

 

Lasagne z pieczarkami

 

 

 

porcja sosu bechamel według tego przepisu

500 g pieczarek

1 cebula

makaron lasagne (u mnie świeży)

oliwa z oliwek

S&P

gałka muszkatułowa

parmezan lub inny ser

 

 

Przygotuj sos bechamel. Pieczarki pokrój w plasterki lub połówki plasterków, posiekaj cebulę. Przysmaż cebulę na oliwie z oliwek, dodaj pieczarki, podsmaż chwilę, przypraw solą, pieprzem i gałką, przykryj i duś aż będą miękkie, odkryj i pogotuj chwilę aby odparowały, ale nie wysmażaj ich za bardzo, niech będą wilgotne. Jeśli używasz suszonego makaronu podgotuj go. Przekładaj płaty makaronu z sosem i pieczarkami (makaron, pieczarki, bechamel, makaron, powtórz) na wierzch wylej resztę sosu, posyp parmezanem, zapiekaj w temperaturze 180° około 20 min.

sobota, 27 sierpnia 2011

 

 

 

farfalle pod bechamelem

 

 

 

Przez pewien czas namiętnie serwowałam rodzinie makarony z sosem śmietanowym, na zmianę z różnymi wersjami sosu pomidorowego, teraz przyszła pora na różne wersje makaronów zapiekanych z bechamelem. Smacznie w tej wersji wypada każdy makaron, ale wczoraj jedliśmy z farfalle i smakowało wyjątkowo. Są makarony i sosy, które stanowią super dobrane pary, kokardki i bechamel to właśnie jedna z nich. Chociaż robiłam to danie kilka razy od powrotu z wakacji, to właśnie wczoraj, wsuwając swoją porcję, mój synek wydał tytułowy okrzyk.

Bechamel jest sosem wprost doskonałym do zapiekanek i wie to chyba każdy fan i każda fanka lasagne, nic się złego nie ma prawa z nim zrobić w piekarniku, nie zmieni konsystencji, nie rozwarstwi się, ale za to ładnie się przypiecze z wierzchu.

Dla mnie osobiście, bechamel ma jeszcze jedną, bardzo ważną zaletę. Widzicie, ja lubię zioła, dużo ziół, ale na moją rodzinę zielone kawałeczki w jedzeniu nie zawsze dobrze działają. Zawsze padnie pytanie: "co to jest?" Zapiekanka z bechamelem jest pod tym względem absolutnie bezpieczna, aromatyzuję mleko ziołami, odcedzam przed dodaniem do sosu i jest on absolutnie gładki, bez żadnych zielonych i innych kawałków, będąc jednocześnie bardzo przyzwoicie przyprawionym i aromatyzowanym. Swoją porcję i tak posypuję zieleniną.

 

 

 

Farfalle zapiekane z bekonem i bechamelem

 

 

na bechamel:


500 ml mleka

40 g masła

40 g mąki

liść laurowy

plaster cebuli

2 ząbki czosnku

S&P

dwie gałązki bazylii

(mogą być  oczywiście inne świeże zioła, albo gałka muszkatołowa, można też użyć ziół suszonych, ale trzeba będzie wtedy mleko odcedzić  przez muślin lub płótno, żeby mleko było "czyste")

 

na zapiekankę:

cała porcja bechamelu

500 g farfalle

plaster bekonu na osobę (u mnie z przerostem tłuszczu)

ser do posypania (u mnie grana padano, starłam pół trójkącika)

 

 

 

Do mleka dodaj cebulę, ząbki czosnku lekko zmiażdżone płaską stroną noża, liść laurowy i zioła; doprowadź do prawie wrzenia i odstaw na pół godziny aby mleko naciągnęło smakiem i ostygło. W międzyczasie ugotuj makaron al dente i przygotuj bekon. Grilluj go powoli z obu stron lub, jeśli nie masz grilla w piekarniku, po prostu przysmaż, potem pokrój na mniejsze kawałki. Odcedź mleko. W wysokim rondlu rozpuść masło, dodaj mąkę, trzymając na niewielkim ogniu mieszaj drewnianą łyżką aż masło i mąka dobrze się połączą i ta ostatnia straci swój surowy smak, to zajmuje około dwóch minut. Zacznij stopniowo dodawać mleko, cały czas mieszając drewnianą łyżką, kiedy wmieszasz około połowy mleka i sos przestanie być bardzo gęsty zmień łyżkę na trzepaczkę balonówkę i zacznij dodawać mleko większymi partiami, cały czas mieszając. Po dodaniu ostatniej partii gotuj i mieszaj tak długo aż sos zgęstnieje. Przypraw solą i pieprzem. Wymieszaj sos dokładnie z makaronem, dodaj bekon, przełóż do naczynia w którym będziesz zapiekać, posyp serem, zapiekaj około 20 minut pod grillem lub w piekarniku nastawionym na górne grzanie (160°).

 

Więcej o sosie bechamel i oryginalnym przepisie na którym się opieram pisałam już przy okazji lasagne (idź do wpisu).

piątek, 04 marca 2011

 

 

 

spaghetti z chorizo i czerwoną cebulką

 

 

 

Chorizo. Jeśli nigdy nie mieliście okazji jeść tej hiszpańskiej kiełbaski to wyobraźcie sobie smak dość tłustej zwartej kiełbasy, która zamiast być napakowana pieprzem i czosnkiem jest napakowana czerwoną wędzoną papryką (pieprz i czosnek nie są wykluczone w posmaku). Nie da się jej zastąpić polską kiełbasą, ale najbliższym odpowiednikiem byłby boczek w połączeniu z upieczoną papryką, przyprawiony wędzoną czerwoną papryką w proszku. Jeśli nie macie więc dostępu do chorizo nic straconego.

Pokroiłam połowę kiełbaski (około 120 g) i połówkę czerwonej cebuli w drobną kostkę. Kiełbaskę wrzuciłam na suchą patelnię i jak tylko zaczął się z niej wytapiać tłuszcz dorzuciłam cebulę. Cebula od razu zmieniła kolor na pomarańczowy. Smażyłam do momentu aż cebulka zmiękła i była słodka, chorizo było chrupiące z wierzchu, ale nie wysuszone w środku. Dodałam około 200 g gęstego przecieru pomidorowego (passata z kartonika). Na koniec doprawiłam pieprzem i wędzoną solą. Dodałam ugotowane spaghetti, wymieszałam i posypałam tartym parmezanem.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7