Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl

zapiekanki

czwartek, 02 lutego 2012

 

 

 

bruschetta z porem i niebieskim serem

 

 

 

 

W komentarzach do poprzedniego wpisu (pizza z porem), Saratelka napisała o tym, że jada grzanki z porem. Postanowiłam i ja spróbować. Miałam ochotę dokładnie na taką wersję jaką ona opisała, bo mam ogromną słabość do grzanek z patelni, ale ... taki głód mnie dopadł po powrocie z pracy, że zjadłam kilka kawałków ciabatty z pobekonowym smalcem i musiałam przystopować trochę z tą smażeliną. Nie potrafiłam sobie jednak zupełnie tych dobroci odmówić, więc zrobiłam sobie kilka bruschettek. Podpiekłam kromeczki ciabatty pod grillem tak aż będą lekko przypieczone, posmarowałam przekrojonym ząbkiem czosnku, położyłam na to por podduszony z masłem (patrz poprzedni wpis), solą, pieprzem i limonką, oraz trochę okruchów niebieskiego sera. Zapiekłam pod grillem. Pycha były te kromeczki, bardzo godne polecenia połączenie. Tym, którzy nie lubią niebieskich serów, podpowiem, że do pora świetnie pasuje Gruyere.

piątek, 14 października 2011

 

 

 

zapiekanka z ziemniaków i buraków

 

 

O tej zapiekance już kiedyś pisałam, jej pierwszą, bogatszą wersję znajdziecie klikając tutaj. Dzisiaj przedstawiam Wam jej uproszczone, chociaż niemniej smaczne, wydanie. Ta zapiekanka bije o głowę wszystkie inne, które jadłam, jest też przy tym moim ulubionym daniem z buraków. Ziemniaki są takie jak trzeba mięciutkie, buraki słodkie i aksamitne, to wszystko przesiąknięte zabarwioną na różowo śmietanką, która dodatkowo wygładza smak. Cudo.

Zapiekanka jest dodatkowo bardzo łatwa do przyrządzenia, wystarczy cienko pokrojone buraki (u mnie trzy dość duże) i ziemniaki (też duże, ale cztery) przełożyć warstwami w naczyniu żaroodpornym, przyprawiając każdą warstwę solą i pieprzem, a na końcu wlać 150 ml tłustej śmietanki. Warzywa  przykrywamy i pieczemy w temp 180° przez około godzinę.

Powtórka z zapiekanki w ramach Różowego Tygodnia Szarlotka oczywiście (to co badacie się?).


 

środa, 17 sierpnia 2011

 

 

Galangal obchodził wczoraj drugie urodziny. To dla czytelników pewnie nic wielkiego; prawie codziennie jakiś tam blog ma urodziny i chyba tylko ja sama jestem tym faktem lekko zaskoczona. To, że przetrwał rok, to jeszcze było w miarę w normie jeśli chodzi o długość fascynacji nowym hobby, ale dwa to już co innego. Dwa to już świadczy o tym, że albo podchodzę do tego poważnie, albo się uzależniłam. To drugie odpada, ponieważ zauważyłam u siebie stopniowe narastanie dystansu do sprawy, potrafię się wyluzować, odpuścić sobie, na troszkę zniknąć. Nie oznacza to, że jest to powolny początek końca, bo mimo tego wszystkiego coraz większą przyjemność sprawia mi kulinarne blogowanie. Niech więc będzie, że to wszystko traktuję bardziej poważnie.


Urodziny nie były huczne, świętowane były garem pyz, które musiałam zapiec, bo wcześniej je rozgotowałam (czy to nie śmieszne, być kulinarnym blogerem z dwuletnim stażem i zrobić taki szkolny błąd!). Był też deser, który niedługo zobaczycie, a od którego wszystko się zaczęło.
Parę dni temu, kiedy zdałam sobie sprawę, że zbliża się ta druga rocznica, przejrzałam swój blog od początku do końca. Oj, dużo się nauczyłam, dużo. Zważywszy na to, że aparat mam wciąż ten sam, wciąż tą samą kompaktową pstrykaczkę, to muszę sama przyznać, że coraz więcej z niej wyciągam. Znalazłam wiele dań, które dzisiaj zrobiłabym zupełnie inaczej, ale też wiele takich, które zjadłabym dzisiaj z największą przyjemnością nie zmieniając w nich nic.


To przeglądanie starych wpisów następstwo ma takie, że będę Was teraz co chwilę częstowała daniami z odzysku tak jak to czynię dzisiaj.

 

 

 

 zapiekanka z gnocchi, kiełbasek i mozzarelli

 

 

 

Oryginalny przepis pochodził z magazynu Delicious i pamiętam, że danie bardzo mi smakowało. Najlepsza była w nim ta różnorodność tekstur: tu chrupiące, tu miękkie, tu coś pomiędzy. Zrobiłam je więc jeszcze raz, ale dopasowałam je bardziej pod gust moich dzieci, który staje się coraz bardziej określony.  Kiełbaski wołowe zamieniłam na ulubione kiełbaski moich dzieci, a fetę, którą lubią świeżą ale zapiekanej już nie bardzo, na mozzarellę i cheddar. Dorzuciłam też zioła, których braku w oryginalnym przepisie dzisiaj nie rozumiem. Sposób przygotowania też ciut się różni. Same ochy i achy dobiegały z drugiej strony stołu, co oznacza, że zmiany dobre. Podaję nową wersję dania, a po oryginał odsyłam do starego przepisu.
.
.
.
Zapiekanka z gnocchi, kiełbasek i mozzarelli

ulubione surowe kiełbaski, ilośc według uznania

1 czerwona cebula

2 papryki (żółte lub czerwone)

2 ząbki czosnku

2 puszki pomidorów (lub dużo świeżych)

gnocchi albo kopytka (u mnie kilogram suszonych gnocchi)

125 g mozzarelli

125 g tartego cheddara lub innego sera

łyżka świeżych liści oregano 

S&P


Wybierz duże prostokątne naczynie żaroodporne lub głęboką blaszkę, wrzuć do niej kiełbaski i wstaw do piekarnika rozgrzanego do 200°. Kiedy zacznie się wytapiać z  kiełbasek tłuszcz dodaj do nich cebulę i paprykę pokrojone w większe kwadraty i posiekany czosnek, zamieszaj. Piecz około pięciu minut. Podgrzej pomidory w osobnym garnku (łatwiej będzie przyprawić, no i naczynie nie pęknie kiedy będziemy wlewać pomidory), przypraw, dodaj liście oregano. Dodaj gnocchi do warzyw, zalej pomidorami, posyp serami, zapiekaj do momentu aż gnocchi będą gorące a ser lekko (lub bardziej, jeśli lubisz) przypieczony.

 

 

 

zapiekanka z gnocchi, kiełbasek i mozzarelli

 

 

 

Przy okazji chcę podziękować publicznie Gosi za:


 

one lovely blog award



środa, 05 stycznia 2011

 

 

 

toad in the hole

 

 

 

Danie na specjalne zamówienie synka. Domagał się go od dawna, ale jakoś nie było okazji. Nie wiem czy on dokładnie wiedział co to jest, czy po prostu podobała mu się nazwa. Dlaczego nie uległam prośbie wcześniej?! Jeśli się tylko lubi kiełbaski to to danie jest wprost genialne. Przygotowanie trwa tylko tyle co wrzucenie kiełbasek do piekarnika i wymieszanie kilku składników na ciasto w misce. Ciach prach i jest pyszne danie. Pyszne i genialne w swej prostocie.

Danie ze zdjęcia robiłam przedwczoraj, w momencie kiedy robię ten wpis w piekarniku piecze się kolejna porcja, tym razem podwójna. Tak nam smakowało!

To danie jest oczywiście wyspiarskim daniem, idealnym do wyspiarskich kiełbasek, co nie oznacza, że nie da się go zrobić z kiełbaskami dostępnymi w Polsce, na pewno da się. Najlepiej z tymi, które się najbardziej lubi. Powinny to być tłuste kiełbaski, jeśli nie są to trzeba im tego tłuszczu (np. smalcu) dodać.

Ogólnie rzecz ujmując toad in the hole to pieczone kiełbaski zalane ciastem na Yorkshire Pudding. Ciasto jest w sumie ciastem naleśnikowym (2 jajka, 110g mąki, 300 ml mleka, szczypta soli), nie zawiera żadnych środków wznoszącym. Tym co wznosi ciasto i powoduje, że jest ono delikatne i puszyste w środku i przemile chrupiące z zewnątrz jest bardzo mocno rozgrzany tłuszcz. Same Yorki robi się tak, że w foremkach (podobna do babeczkowej, tylko, że kubeczki są szerokie i płaskie - choć można właśnie w takiej zrobić mini) rozgrzewa się tłuszcz zwierzęcy (smalec, tłuszcz z pieczonej wołowiny) i do tak przygotowanej formy wlewa się ciasto i się je zapieka. Wychodzą chrupiące poduszeczki.

Toad in the hole to dokładnie to samo danie, różniące się tym, że robi się je w większym naczyniu, a tłuszcz pochodzi z podpieczonych kiełbasek. Ciastem zalewa się prawie upieczone kiełbaski i piecze się danie w piekarniku do momentu aż ciasto ładnie się podniesie i zarumieni.

Nie wiem czy jest jakaś przepisowa ilość kiełbasek na porcję. Nie może ich być za dużo, nie mogą do siebie przylegać, bo ciasto musi wejść między nie. Naczynie nie powinno być zbyt małe ani płytkie, tak żeby ciasto się nie wylało podczas wznoszenia. Moja pierwsza porcja miała szesnaście małych kiełbasek i piekłam ją w kwadratowej formie 24x24 cm.

Przepis na ciasto pożyczyłam od Dariny Allen.

Jeszcze jedno: najpyszniejsze są rogi, szkoda, że nie mam naczynia gwiazdy :)

czwartek, 30 września 2010

 

 

 

pieczony ziemniak z serem cheshire i chorizo

 

 

 

Ze wszystkich form ziemniaczanych najbardziej lubię ziemniaki w mundurkach, czy to z pieca, czy gotowane, czy z ogniska, czy z grilla. Ziemniak gotowany/pieczony w swej skórce ma w sobie coś co mojemu podniebieniu bardzo odpowiada. Wystarczy mi do niego sól, najlepiej gruboziarnista i jestem szczęśliwa. W dzieciństwie uwielbiałam kiedy moja Mama robiła sałatkę jarzynową, nie dlatego, że lubiłam sałatkę, tylko dlatego, że mogłam sobie podkraść ziemniaczka, albo dwa. Zawsze były jakieś dodatkowe dla fanki ziemniaków w mundurkach.

Na ziemniakojada jednak nie wyrosłam i choć lubię to jednak lubię inne rzeczy też i skromny ziemniaczek nie często u mnie się pojawia. Ale jak już się pojawia to raczej nie jako puree.

Dziś przepis na ziemniaki pieczone w mundurkach, ale przepis na skróty, dla tych, którzy, tak jak ja, obiad muszą sklecić w pół godziny po całym dniu w pracy. Normalnie, żeby ziemniak się upiekł w piekarniku potrzeba mu godzinę lub półtora, w zależności od wielkości. Tym, którzy nie mają tyle czasu polecam podgotowanie ziemniaków w mikrofalówce i dopieczenie w piekarniku. Tak jest o wiele szybciej, choć może ciut mniej smacznie.

Dodać do pieczonych ziemniaków można wszystko, albo nic. Smaczne będą same z solą, z jakimś sosem twarożkowym lub z czymś zapieczone. Ja zapiekłam z serem Cheshire i chorizo, ten ser pojawił się już kiedyś na moim blogu, pisałam o nim przy okazji pewnej smacznej zupy (tu-klik). To pyszny zestaw i ładny też, wytapiający się z kiełbaski tłuszcz zafarbowany papryką pięknie barwi ziemniaka i ser i sprzedaje im swój smak. W razie braku tych zacnych składników można zawsze je zastąpić innym serem i wędliną, np. boczkiem lub kiełbaską pepperoni.

 

 

 

Ziemniaki pieczone w mundurkach z serem cheshire i chorizo

 

 

po jednym ziemniaku na osobę

oliwa

ser cheshire, lub inny twardy

kilka plasterków chorizo (może być boczek lub pepperoni)

listki tymianku

 


Wybieramy dość duże ziemniaki, tak aby jeden ziemniak stanowił jedną porcję, nakłuwamy widelcem, zawijamy każdego ziemniaka w ręcznik papierowy, układamy na talerzu i gotujemy na największej mocy przez kilkanaście minut (jeden ziemniak robi się około 8 min, ale wsadzone razem będą się gotowały dłużej). Po ugotowaniu w mikrofalówce ziemniaki smarujemy oliwą, delikatnie nacinamy w krzyż, lekko rozchylamy, tak aby zrobić kieszeń w środku ziemniaka, wsadzamy do środka pokruszony ser, pokrojoną w drobniutką kosteczkę kiełbasę i odrobinę ziół. Wsadzamy do maksymalnie nagrzanego piekarnika i trzymamy w nim aż skórka ziemniaka i nadzienie ładnie się przypieką.

 

PS. Biorę udział w konkursie Jestem Miłością, będę wdzięczna za każdy głos oddany na danie nr 19.

 
1 , 2