Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl
czwartek, 22 maja 2014

 

 

warzywne curry

 

 

 

 Kiedy nie mam pomysłu na obiad idę na stoisko z czasopismami o gotowaniu. Rzadko je kupuję bo też rzadko mnie coś w nich ostatnio inspiruje. Wydaje mi się, że wszystko już było. Ale dzisiaj spodobało mi się zdjęcie curry z ziemniaków i groszku na okładce jednego z pism. Zachciało mi się podobnego - z ziemniakami i z nieco innymi zielonymi warzywami.

Zrobiłam je podobnie jak się robi każde curry: przysmażyłam posiekaną cebulę z przyprawami, obsmażyłam surowe warzywa, dodałam płyny i dusiłam aż do miękkości warzyw. Teraz jednak myślę sobie, że byłoby lepiej użyc warzyw ugotowanych - ziemniakom nie bardzo służy gotowanie w kwaśnym odczynie, twardnieją - nie ma to znaczenia jeśli curry jest na bazie mleka kokosowego, ale ma jeśli, tak jak moje, na bazie jogurtu naturalnego.

 

 

Curry z ziemniakami

 

 

1 cebula

4 ząbki czosnku

3 cm korzenia imbiru

1 świeża papryczka czili

2-3 łyżeczki przyprawy curry*

400 g młodych ziemniaków

200 g fasolki szparagowej

połówka małego brokułu

200 g bobu (bez łupin)

500 g jogurtu naturalnego

szklanka bulionu/rosołu/wywaru

sól

łyżeczka brązowego cukru

sok z połowy limonki

klarowane masło do smażenia (lub inny tłuszcz)

świeża kolendra do przybrania

 

*użyłam 1 łyżeczkę mojej domowej mieszanki + po pół łyżeczki: kurkumy, galangalu, kolendry, anyżu, czerwonej papryki, garam masala i szczyptę pieprzu)

 

Jeśli chcesz uniknąc długotrwałego duszenia podgotuj warzywa al dente. Na klarowanym maśle podsmaż cebulę do miękkości. Dodaj do niej pastę z czili, czosnku i imbiru (utartą w moździerzu lub posiekaną) oraz przyprawy. Posmaż chwilę i dodaj wszystkie warzywa oprócz bobu. Pozwól im się trochę posmażyc z cebulą i przyprawami. Posól. Dodaj gorący wywar i jogurt. Wymieszaj i gotuj aż sos trochę zgęstnieje. Próbuj od czasu do czasu i ewentualnie dodaj trochę przypraw. Na końcu dodaj bób, dopraw cukrem i sokiem z limonki. Posyp świeżą kolendrą.

 

 


niedziela, 11 maja 2014

 

Jestem z powrotem. Po prawie dwuletniej przerwie. Nie sądziłam, że wrócę. Myślałam, że ten blog umrze śmiercią naturalną, pewnego dnia zajrzę w statystyki i stwierdzę, że już czas odłączyc mu tlen. Ale tak się jakoś nie stało. Przez ten czas popularnośc bloga niewiele osłabła i w sumie jest to miłe. Wciąż tu zaglądacie. Dziękuję.

Nie obiecuję regularnych publikacji, bo wciąż chcę się skupic na moich niszowych Aylesbury Days, ale pomyślałam, że wpisy kulinarne mogę publikowac tu, a nie tam. Tu potrzebny jest powiew świeżego powietrza ... a może raczej woń crumble z ... galangalem.

 

 

 

crumble z galangalem

 

 

Crumble zrobiłam z tego co było pod ręką: ze słodkich gruszek i kwaśnego rabarbaru. Zarówno gruszki jak i rabarbar bardzo dobrze smakują z imbirem więc dodałam trochę świeżego do owoców, a do kruszonki, dla pogłębienia smaku dosypałam galangalu w proszku - galangal ma łagodniejszy, cieplejszy od imbiru smak, w tym crumble jest jak drugie dno, jak cień.

Do crumble użyłam 2 laski rabarbaru i 4 gruszki, posiekałam owoce w dośc drobne plasterki, dodałam do nich łyżkę jasnego muscovado i łyżeczkę startego korzenia imbiru. Kruszonkę zrobiłam ze 150 g mąki, 80 g jasnego muscovado i 80 g masła i czubatej łyżeczki galangala w proszku, masło roztarłam z suchymi składnikami, zagniotłam i pokruszyłam na owoce czekające w naczyniu. Piekłam w 200 °C do momentu aż kruszonka była przypieczona a z boków naczynia tworzyły się bąbelki gotującego się soku z owoców.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

 

Nie chcę już dłużej pisac tylko o kuchni.

Pakuję manatki i przenoszę się z blogowaniem w nowe miejsce.

Galangal zostaje, nie będę go kasowała, może czasem wrzucę tu link do przepisów na nowym blogu jeśli mi się jakiś tam przydarzy.

Dziękuję Wam za trzy lata czytania, komentowania i sympatię.

Wiecie gdzie mnie szukac, trzymajcie się!

Ewa

 


Zapraszam na Aylesbury Days.

19:53, nobleva
Link Komentarze (3) »
niedziela, 08 lipca 2012

 

Witajcie drodzy stali bywalcy i wy surfujący internetowe fale przypadkowo odbijające się o moje brzegi.

Galangal to od prawie trzech miesięcy taki opustoszały domek; lodówka wprawdzie pełna i drzwi otwarte, goście wchodzą, niektórzy grzecznie liściki na stole zostawiają, ale właścicielki nie ma. To znaczy w tej chwili właśnie jest i ściera kurze i zastanawia się kiedy wróci na stałe...

Blog na razie musi sobie postać na bocznym torze: przeprowadziliśmy się w maju do nowego domu i teraz organizacja przestrzeni życiowej pochłania mnie niemal zupełnie. Gotuję oczywiście, ale bardziej interesuje mnie to jak w nowych warunkach sprawdzają się stare przepisy niż poszukiwanie nowych. Nawet gdybym chciała się Wam czymś pochwalić, tak jak na przykład wczorajszą drożdżówką, to nie mogę bo mój aparat zbzikował i tym samym rzucił Galangalowi kolejną kłodę pod nogi. Myślę jednak o moim blogowym życiu i kołaczą mi się w głowie pewne pomysły. W międzyczasie postanowiłam właśnie ciut tu poodkurzać.

Zniknęło kilka rzeczy z bocznej szpalty, przede wszystkim mój adres mailowy. Wy zawsze możecie zostawić komentarz (wprowadziłam moderację więc nic nie przeoczę), a wszystkie firemki ze swoimi pseudo ofertami w końcu przestaną mi zaśmiecać pocztę. Podczas sprzątania przypadkowo skasowałam zakładkę z linkami do innych blogów i teraz powoli ją odbudowuję. Może i dobrze się stało, bo przy okazji odtwarzania odkrywam bardzo fajne blogi, których wcześniej nie znałam. Powolutku więc lista będzie się wydłużała.

Z tytułu blogu, jak widać, został tylko pierwszy człon: Galangal. Życie ze smakiem na zawsze sobie poszło, dawno chciałam się z nim rozstać - żyjąc na emigracji i nie będąc częstym gościem w polskich sklepach człowiek zapominał, że to hasło reklamowe pewnej firmy; adres url jest cały czas ten sam.

Mam jeszcze w planie posprzątanie w kategoriach i tagach, ale też niespiesznie, tak w ramach porannej sesji kawowej.

Zaglądajcie czasem i się częstujcie.

Tymczasem,

Ewa

sobota, 14 kwietnia 2012

 

 

 

sos do pizzy z anchois

 

 

Ten blog wcale a wcale nie odzwierciedla tego co jemy. Gdyby tak było, to siódma część wpisów byłaby poświęcona pizzy. Pizza jest w piątki, późno, robiona w weekendowym nastroju, również w takim konsumowana ... o robieniu zdjęć nawet nie myślę. Ale przy okazji ferii świątecznych, czyli w przypływie czasu i energii, udało mi się sfotografować wczorajszy sos.

Tydzień temu zrobiłam pizzę z najzwyklejszym sosem pomidorowym (zmiksowane pomidory z puszki z solą, pieprzem, oliwą, czosnkiem i oregano), na swoją wrzuciłam filety anchois i kapary - bardzo smaczne połączenie, ale wiem, że nie każdy lubi anchois prosto ze słoika. Anchois to jednak znakomita przyprawa, fileciki dają się z łatwością rozetrzeć i dodane w takiej postaci do sosu (czy innych dań) nadadzą mu głębi, bez odrobiny rybiego smaku. Zrobienie sosu do pizzy z tymi rybkami to najprostszy sposób żeby się o tym przekonać.

Nakarmiłam wczoraj pizzą z tym sosem swoją rodzinę i dwójkę lokalnych dzieciaków, usłyszałam, że świetny sos, ale nie przyznałam się nikomu dlaczego był taki dobry ...

 

 

Sos do pizzy z anchois

 

(wystarcza na 6 spodów)

 

2 puszki pomidorów

2 ząbki czosnku

4 fileciki anchois z oliwy

szczypta soli (gruboziarnistej jeśli używacie moździerza)

czarny pieprz (w ziarnach do moździerza)

łyżka octu balsamicznego (może być mniej, jeśli nie przepadacie)

łyżka brązowego cukru

łyżka oliwy

oregano

 

Rozetrzyj fileciki i czosnek w moździerzu ze szczyptą gruboziarnistej soli i pieprzem. Jeśli nie masz moździerza możesz to zrobić szerokim nożem na desce a sól i pieprz dodać później. W garnku rozgrzej oliwę, dodaj zawartość moździerza, smaż chwilę mieszając, dodaj zmiksowane pomidory, ocet i cukier (nie dodawaj wszystkiego od razu jeśli nie jesteś pewien/pewna, że to twoje smaki). Gotuj kilkanaście minut aż sos zgęstnieje. Kilka minut przed końcem gotowania dodaj oregano.

 

 

P.S. Tydzień później zrobiłam podobny sos ale na bazie passaty. Konsystencja była dobra więc nie gotowałam sosu, nie miał aż tak głębokiego smaku, ale też był bardzo dobry i zdecydowanie godny polecenia.