Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl
niedziela, 31 stycznia 2016

burger

 

 Wczorajsze męskie gotowanie wymagało bardzo mało gotowania, ale to dobrze, bo okazuje się, że można sklecić bardzo przyzwoitego burgera minimalnym wysiłkiem. Przyzwoity burger nie musi być koniecznie tradycyjnym burgerem z sałatą, cebulą i pomidorem. Czasem można od tej klasyki odejść, czasem jest to konieczne. O takich koniecznościach Marcin może jeszcze nie wiedzieć, dlatego w kompozycję smakową bardzo zaingerowałam ja. Dosłownie położyłam przed nim składniki, których powinien użyć. 

Mieliśmy w zamrażarce gotowe burgery z papryczką habanero - pikantne, lekko słodkie od papryki. Nie jadłyby się dobrze z pomidorem i sałatą. Wymagały większej wyrazistości, dopełnienia i podbicia smaku na każdym poziomie. Dlatego w skład hamburgera wchodzą:

 

1. bajgle z czerwoną cebulą i szczypiorkiem (ze sklepu)

2. burgery z habanero (ze sklepu, lub domowe zrobione z około 125 g wołowiny na 1 burgera z dodatkiem ostrej papryki: świeżej, w proszku, lub w płatkach)

3. plastry sera cheddar (u nas średni)

4. mieszanka rukoli, młodych liści buraków i szpinaku (kupione jako mieszanka), lub sama rukola

5. drobno siekana "sałatka" z czarnych oliwek, suszonych pomidorów w oliwie, marynowanego czosnku, pikantnych marynowanych papryczek i bazylii (ilość dowolna, wszystkiego mniej więcej po tyle samo - na dwie osoby +/- łyżka każdego składnika)

6. ogórki konserwowe pokrojone wzdłuż

7. opcjonalnie (nie ma na zdjęciu, bo to mój burger, a ja jadłam bez) dżem z chilli do posmarowania bajgli

 

Umyj i osusz liście, posiekaj składniki na sałatkę i dobrze wymieszaj w miseczce. Grilluj burgery wg upodobania. Marcin grillował je najpierw około 4,5 min w grillu elektrycznym, potem jeszcze przez chwilę z plasterkiem sera na wierzchu pod grillem w piekarniku. Utostuj lub ugrilluj bajgle. Posmaruj spód bajgla dżemem z chilli (lub nie), połóż dwa plasterki ogórka, na to burger z roztopionym serem na wierzch liście i sałatkę z marynowanych warzyw i na to wierzch bajgla. SMACZNEGO!

Marcin twierdził, że to najlepsze burgery, jakie jadł. Zastanawiam się, czy to dlatego, że on je gotował? Może.

Zdecydowanie były to jedne z najlepszych, jakie ja jadłam ...

wtorek, 26 stycznia 2016

Marcin dzielnie gotuje. Nie pokazywałam tu jego kotletów drobiowych nadziewanych bazylią, mozzarellą i suszonymi pomidorami, ani naleśników z pieczonymi jabłkami lub/i bananami z sosem czekoladowym - a to z braku i dziennego światła do fotografii i czasu. Wszystko jednak wyszło dobrze i proces tworzenia nie był ani dla gotującego ani dla jedzących traumatyczny. Powiedziałabym nawet, że wygląda na to, że gotujący połknął bakcyla i zaczyna się w kuchni coraz bardziej odnajdywać.

Ale wracam do świderkowego dania. Po raz pierwszy zdarzyło się tak, że Marcin nie wyszukał sobie przepisu i nie miał pojęcia co ugotować w niedzielę. Podpowiedziałam mu więc to danie. Jest bardzo proste do zrobienia i bardzo smaczne. Sukces gwarantowany, a to właśnie sukcesu za sukcesem potrzeba początkującemu.

To danie, w lekko innej wersji, ugotował u nas kiedyś dla tumu ludzi nasz przyjaciel Max, zawodowy kucharz. Od tamtego czasu robię je dosyć często - jak na mnie, bo w mojej kuchni rzadko zdarza się to samo. Wersja Maxa jest z kurczakiem, Marcina z bekonem - z racji braku kurczaka i obecności bekonu w lodówce. Obie bardzo smaczne. Pewnie myślicie, że można by i z kurczakiem i z bakonem, ale według mnie cały urok dania polega na tym, że jest w miarę lekkie i obecność obu byłaby za bardzo obciążająca. No ale nie o lekkość bytu przecież każdemu chodzi ...

Na zdjęciu brakuje bekonu ... kiedy chwytałam ostatki dziennego światła bekon jeszcze się opiekał pod grillem.

 

swiderki

 

Świderki

500g makaronu (najlepiej świderki o mocnym skręcie)

pierś z kurczaka lub 150 g bekonu (więcej lub mniej według uznania)

150 g świeżego szpinaku

1 duża czerwona papryka (u nas podłużna)

200 g pieczarek (u nas brązowe)

sos sojowy (do smaku, według uznania)

świeżo mielony pieprz

łyżka masła (lub czegokolwiek innego używasz do smażenia)

Ugotuj makaron. W międzyczasie pokrój pieczarki na plasterki, paprykę (i kurczaka jeśli używasz) w cieńkie paski. Umyj szpinak i dobrze osącz na durszlaku. Plasterki bekonu (jeśli używasz) daj pod grilla i pilnuj żeby się nie przypalił.  Na patelnię wrzuć masło, kiedy się rozpuści dodaj najpierw kurczaka (jeśli używasz), kiedy się lekko obsmaży dodaj pieczarki, a kiedy one lekko zmiękną dodaj paprykę. Wyłącz kiedy papryka zmięknie. ***tak robił danie Marcin. Ja smażę każdy element osobno, po kolei na tej samej patelni zostawiając tłuszcz i soki po poprzednim elemencie na patelni. Kurczaka przyprawiam lekko sosem sojowym - tylko lekko, bo i tak całe danie trzeba potem doprawić. Robiąc każdy element osobno mam pewność, że nic nie jest przegotowane albo niedogotowane.*** Odcedź makaron i od razu wrzuć go z powrotem do garnka, dodaj szpinak oraz zawartość patelni i wymieszaj. Dopraw sosem sojowym i pieprzem i jeszcze raz wymieszaj. Szpinak spokojnie zwiędnie w gorącym makaronie - taki właśnie ledwo uwiędnięty lubimy najbardziej. Połóż plasterki bekonu na wierzch i podawaj.

 

niedziela, 17 stycznia 2016

Jeszcze parę dni temu zastanawiałam się nad tym czy nie skasować całkowicie tego bloga. Trzy i pół roku temu postanowiłam go zamknąć, a potem dwa razy próbowałam reaktywować, bezskutecznie. Brak mi motywacji - nie do gotowania, bo to co gotuję i jak gotuję jest dla mnie wciąż bardzo ważne i jest częścią tego kim jestem, ale do tego by się tym dzielić. Ważne stało się tylko to, czy smakuje tym którzy jedzą. Moje blogowanie było chyba próbą odnalezienia się w świecie smaków, dokumentacją jakiejś kulinarnej przygody, motywacją do uczenia się czegoś nowego, próbowania nowych smaków i technik. Po tym kiedy przestałam regularnie blogować, bo blogowanie kolidowało z moim życiem, okazało się, że podróż się nie skończyła, że uczę się dalej, wciąż poszukuję i znajduję, ale nie odczuwam potrzeby pokazywania tego światu. Świadomość tego, że ten blog, tak oddalony od tego czym dzisiaj jest moja kuchnia, wciąż istnieje, zaczęła mnie trochę uwierać. Dlatego pojawiła się myśl by jednym kliknięciem tej niewygody się pozbyć. Ale tak się nie stało.

Nie stało się, bo nagle, zupełnie niespodziewanie, pojawiło się zupełnie nowe źródło motywacji. Tydzień temu wydarzyła się mała rewolucja w naszej kuchni, której skutkiem jest to, że w weekendy gotuje mój mąż. Może pamiętacie, że kiedyś pojawiła się na tym blogu seria wpisów pt. Męska Szkoła Gotowania, a może zwróciliście uwagę na taką zakładkę u góry? To było cztery lata temu i trwało bardzo krótko. Teraz okoliczności są inne i powodów do tego żeby mężczyzna trochę się nauczył gotować jest znacznie więcej. Tym razem ja się wycofuję. Służę radą i coś podpowiem, ale generalnie ... zmywam się z kuchni.

 

Tydzień temu w weekend jedliśmy hamburgery i spaghetti w sosie śmietanowym  a dzisiaj bekonem i makaronową fritattę. To właśnie dzisiaj gdy fritatta była już prawie gotowa mój mąż stwierdził, że zrobi zdjęcie i zapisze przepis, żeby zapamiętać. Tak tylko zapytałam czy może bloga będzie zakładał. "Kolejnego?" zapytał. No kolejnego nie trzeba skoro jest Galangal. Galangal jest i dzięki mojemu mężowi jeszcze będzie. Będzie jednak dokumentacją jego ścieżki kulinarnej, nie mojej, chociaż przeze mnie opisaną. Galangal ponownie staje się kulinarnym pamiętnikiem ... tylko, że już nie Ewy.

 

frittata

 

Marcin wyszukał przepis na fritattę w starym Delicious, ale nie będę cytowała tu przepisu, bo nieco go trzeba było zmodyfikować. Fritattę najczęściej robi się z resztek, bo jest to świetny sposób na wykorzystanie tego co zostało z poprzedniego obiadu, ale u nas resztek nie było więc wszystko było gotowane specjalnie do tego dania.

 

Fritatta ze spaghetti

pół paczki spaghetti

8 suszonych pomidorów

2 papryki (u nas żółta i czerwona)

150 g mrożonego groszku

60 g cheddara

6 dużych jajek

300ml pełnotłustego mleka

łyżeczka pełnoziarnistej musztardy

sól i pieprz

świeży tymianek (lub inne świeże zioło)

łyżka masła

(do zrobienia fritatty potrzebujesz patelnię którą możesz wsadzić do piekarnika)

 

Ugotuj makaron. Papryki przekrój, wyciągnij nasiona, piecz pod grillem w piekarniku do momentu aż na skórce pojawią się czarne pęcherzyki. Przełóż do miski, przykryj folią spożywczą, odstaw na około 10 min. W tym samym czasie zalej suszone pomidory wrzątkiem. Po dziesięciu minutach skórka z papryk powinna dać się ściągnąć bardzo łatwo a pomidory powinny zmięknąć. Oczywiście można użyć suszone pomidory i pieczone papryki ze słoika, ale są one najczęściej zalewane olejem, a nie oliwą. Oleje mi szkodzą więc Marcin nie miał możliwości pójścia na skróty. Paprykę i suszone pomidory pokrój w paski. Rozmróź groszek w ciepłej wodzie, odcedź. Jajka roztrzep z mlekiem, dodaj do nich musztardę, pieprz i sól. Warzywa wymieszaj z ugotowanym makaronem. Na patelni rozpuść masło, dodaj połowę makaronu, zalej połową jajek z mlekiem, posyp połową sera, potem dodaj resztę makaronu, jajek i sera. Smaż na wolnym ogniu przez około 10 min, aż boki zaczną brązowieć i fritatta będzie prawie ścięta od góry, potem przełóż pod grill na kolejne 8 min aż się zetnie i zarumieni z wierzchu. Wyciągnij z piekarnika, pozwól fritacie odpocząć kilka minut, przykryj talerzem, odwróć, poczekaj aż się odklei od patelni i opadnie na talerz. My jako dodatek jedliśmy szpinak z masłem i cytryną. To świetny dodatek.

Danie było pyszne. Najlepsze były te kawałki w których skupiło się dużo warzyw. Co  oznacza, że może powinno być ich więcej i że trzeba się postarać żeby makaron w warzywami były równomiernie wymieszane. Taka mała uwaga na przyszłość. 

 

 

niedziela, 26 kwietnia 2015

 

Eh. Właśnie opublikowałam przepis na Aylesbury Days. Zapomniałam, że obiecałam sobie przepisy wrzucać tu. Zajął mi ten wpis kawałek dzisiejszedo poranka i nie mam już blogowej energii na przerabianie zdjęć na pasujące do mojego tutejszego szablonu. Jeśli interesuje was przepis na pełnoziarnisty irlandzki chleb na sodzie to zapraszam TU.

Więcej ostatnio szyję niż eksperymentuję w kuchni dlatego pomimo obiecanego powrotu tak mnie tu mało, ale to się jeszcze wszystko może odwrócić.

Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję, że wciąż tu zaglądacie. Buźka!

Tagi: chleb
11:31, nobleva , chleb
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 września 2014

 

jogurt naturalny

 

 

Jemy dużo jogurtu naturalnego. Na tyle dużo, że pewnego dnia przyszła pora na zastanowienie się nad uruchomieniem własnej produkcji. Czysta ekonomia takie refleksje narzuciła. Litr przyzwoitego jogurtu kosztuje około dwóch funtów, produkcja litra w domu kosztuje pięcdziediąt pensów. Nie jest to kosztowny eksperyment nawet jeśli miałby się nie udac!

Zanim wystartowałam z jogurtem odwiedziłam mnóstwo stron internetowych o jego produkcji. Nie czułam się jednak po ich lekturze zachęcona, komplikowały tak przecież prostą sprawę. Na szczęście mam dobrą pamięc (wybiórczo dobrą) i przypomniałam sobie prościutki przepis Jamiego O. Nie pamiętałam gdzie go widziałam,* ale zapamiętałam proces. Zapytacie dlaczego w takim razie nie zaczęłam od niego? Ano dltego, że wydał mi się zbyt prosty. Bo przecież to nie może byc aż tak?! Tylko, że to właśnie jest takie proste!

Według Jamiego wystarczy doprowadzic litr mleka do prawie wrzenia, odstawic, poczekac aż będzie letnie (tj będziesz w stanie trzymac w nim palec przez 10 sekund bez uczucia dyskomfortu), wmieszac cztery (chyba!) łyżki jogurtu naturalnego (żywego, z bakteriami!), przykryc i odstawic na noc. Rano powinien byc gotowy.

Zrobiłam tak, ale mi nie wyszedł. Mógł mi nie wyjśc z kilku powodów: mogłam przegotowac mleko, moje tytanowe paluchy mogły źle ocenic temperaturę i mogły mi bakterie z jogurtu zdechnąc w zbyt ciepłum mleku, jogurt mógł byc mało świeży, bakterie moigły byc za słabe, mogło ich w jogurcie już nie byc. Mogło byc za zimno w domu.

Przyjęłam, że jogurt, który użyłam jako starter, był za słaby i że najprawdopodobniej było za zimno. Z jednej z przeczytanych stron zapamiętałam, ze kluczowe jest utrzymanie w miarę stałej temperatury otoczenia, u mnie tak pewnie nie było. Bakterie potrzebują trochę ciepła do rozwoju (około 40 stopni) jakby nie było.

Kupiłam inny jogurt, po ostygnięciu mleka i dodaniu jogurtu wsadziłam słoik z jogurtem do piekarnika z zapalonym światłem. Tak sobie tam stał całą noc i się zrobił. Żarówka wytworzyła właśnie koło 40 stopni w zamkniętym piekarniku.

Pierwszy domowy smakował dziwnie sam. Był lekko gorzkawy i miał dziwny posmak. Był absolutnie jadalny i lepszy od niektórych kupowanych, ale wciąż. Zjadło się jednak. Końcówkę zostawiłam do następnej produkcji, końcówkę następnego do kolejnej i tak się to już toczy od kilku tygodni. Jogurt jest w miarę gęsty i ma coraz lepszy smak, z tamtego posmaku nic nie zostało i jogurt jest teraz taki jak lubię najbardziej: lekko słodki i lekko kwaśny, kremowy, pyszny!

Używam najbardziej tłustego, świeżego mleka dostępnego tu gdzie mieszkam, ale podobno z chudszego mleka też da się jogurt zrobic.

Kto rusza z produkcją?