Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl
czwartek, 30 września 2010

 

 

 

pieczony ziemniak z serem cheshire i chorizo

 

 

 

Ze wszystkich form ziemniaczanych najbardziej lubię ziemniaki w mundurkach, czy to z pieca, czy gotowane, czy z ogniska, czy z grilla. Ziemniak gotowany/pieczony w swej skórce ma w sobie coś co mojemu podniebieniu bardzo odpowiada. Wystarczy mi do niego sól, najlepiej gruboziarnista i jestem szczęśliwa. W dzieciństwie uwielbiałam kiedy moja Mama robiła sałatkę jarzynową, nie dlatego, że lubiłam sałatkę, tylko dlatego, że mogłam sobie podkraść ziemniaczka, albo dwa. Zawsze były jakieś dodatkowe dla fanki ziemniaków w mundurkach.

Na ziemniakojada jednak nie wyrosłam i choć lubię to jednak lubię inne rzeczy też i skromny ziemniaczek nie często u mnie się pojawia. Ale jak już się pojawia to raczej nie jako puree.

Dziś przepis na ziemniaki pieczone w mundurkach, ale przepis na skróty, dla tych, którzy, tak jak ja, obiad muszą sklecić w pół godziny po całym dniu w pracy. Normalnie, żeby ziemniak się upiekł w piekarniku potrzeba mu godzinę lub półtora, w zależności od wielkości. Tym, którzy nie mają tyle czasu polecam podgotowanie ziemniaków w mikrofalówce i dopieczenie w piekarniku. Tak jest o wiele szybciej, choć może ciut mniej smacznie.

Dodać do pieczonych ziemniaków można wszystko, albo nic. Smaczne będą same z solą, z jakimś sosem twarożkowym lub z czymś zapieczone. Ja zapiekłam z serem Cheshire i chorizo, ten ser pojawił się już kiedyś na moim blogu, pisałam o nim przy okazji pewnej smacznej zupy (tu-klik). To pyszny zestaw i ładny też, wytapiający się z kiełbaski tłuszcz zafarbowany papryką pięknie barwi ziemniaka i ser i sprzedaje im swój smak. W razie braku tych zacnych składników można zawsze je zastąpić innym serem i wędliną, np. boczkiem lub kiełbaską pepperoni.

 

 

 

Ziemniaki pieczone w mundurkach z serem cheshire i chorizo

 

 

po jednym ziemniaku na osobę

oliwa

ser cheshire, lub inny twardy

kilka plasterków chorizo (może być boczek lub pepperoni)

listki tymianku

 


Wybieramy dość duże ziemniaki, tak aby jeden ziemniak stanowił jedną porcję, nakłuwamy widelcem, zawijamy każdego ziemniaka w ręcznik papierowy, układamy na talerzu i gotujemy na największej mocy przez kilkanaście minut (jeden ziemniak robi się około 8 min, ale wsadzone razem będą się gotowały dłużej). Po ugotowaniu w mikrofalówce ziemniaki smarujemy oliwą, delikatnie nacinamy w krzyż, lekko rozchylamy, tak aby zrobić kieszeń w środku ziemniaka, wsadzamy do środka pokruszony ser, pokrojoną w drobniutką kosteczkę kiełbasę i odrobinę ziół. Wsadzamy do maksymalnie nagrzanego piekarnika i trzymamy w nim aż skórka ziemniaka i nadzienie ładnie się przypieką.

 

PS. Biorę udział w konkursie Jestem Miłością, będę wdzięczna za każdy głos oddany na danie nr 19.

wtorek, 28 września 2010

 

 

 

Pie d'Angloys z dżemem śliwkowo-czekoladowym

 

 

 

Moje ostatnie wpisy to taki śliwkowy łańcuszek: śliwki kupione do pierogów wystarczyły na ciasto, a te, już pokrojone na ciasto, które się na nim nie zmieściły, skończyły jako dżem.  Dżemik ze śliwek i czekolady pojawiał się często na różnych blogach, ale jakoś zawsze coś innego śliwkowego mnie bardziej kusiło. Teraz kiedy dżemik zrobiłam, sama będę wołać: zróbcie, zróbcie, bo warto. W dodatku żadnej filozofii w nim nie ma. Wystarczy wrzucić kilka pokrojonych śliwek do garnka, poczekać aż się zaczną rozgotowywać, dodać trochę (albo więcej niż trochę) gorzkiej czekolady, troszkę pomieszać, troszkę pogotować i jest. Nie pamiętam jak długo gotowałam swój, ale pewnie nie dłużej niż 20 min (to będzie zależało od soczystości śliwek oczywiście).

Dżemik pojawił się jeszcze ciepły do naszego niedzielnego baaardzo późnego śniadania, brunchu jeśli kto woli, stał sobie pomiędzy gorącymi irlandzkimi kiełbaskami a serem Pié d'Angloys. Dzieci ze zgorszeniem patrzyły jak ich mama dodaje dżem i do jednego i do drugiego. Kiełbasek irlandzkich pewnie u siebie nie kupicie (z kilkoma zacnymi wyjątkami), ale polecam wszystkim spróbowanie tego dżemu jako dodatku do sera. Pié d'Angloys jest bardzo aromatyczny, muszę go trzymać w szczelnym pojemniku, bo całą lodówkę wypełnia swoim zapaszkiem, ale mniej pachnące sery typu brie lub camembert na pewno też się nadadzą.

poniedziałek, 27 września 2010

 

bawarski placek ze śliwkami

 


Po pierogach, które pokazywałam wczoraj zostało całe mnóstwo płatków migdałowych i całe mnóstwo śliwek, choć nie węgierek. Czy było inne wyjście niż zapisanie się w końcu do Weekendowej Cukierni i upieczenie tego bawarskiego placka, który to co chwilę pachnie z innego bloga? Nie było, więc upiekłam. To połączenie śliwek, migdałów i cynamonu rodzinie smakowało o wiele bardziej (bardziej niż owe pierogi), pewnie za sprawą wyraźniejszej słodyczy, podpieczonych, wprost fantastycznych migdałów no i oczywiście soczystych śliwek. To kwestia konsystencji, a nie połączenia była, chyba ...

Za przepis dziękuję Carmellinie i odsyłam wszystkich chętnych po recepturkę do Siódmego Nieba (tu-klik).

Po pieczeniu placka zostało mi kilka śliwek, zrobiłam z niego mały dodatek do niedzielnego brunchu... ale to jutro, mam nadzieję, że mnie jutro znów odwiedzicie. Bywajcie zdrowi :)

niedziela, 26 września 2010

 

 

 

pierogi ze śliwkami i migdałami

 

 

 

Na te pierogi miałam ochotę odkąd je zobaczyłam we wrześniowym wyzwaniu Pierogarni (tu wrześniowe wyzwanie i przepis). Wchodzący tu wiedzą, że niedawno był u mnie wysyp śliwek ... był to jest dobrze powiedziane, bo śliwki zostały wszystkie skonsumowane i trafiły do potraw różnistych, do pierogów niestety nie. Cały czas zapominałam kupić migdały, nawet podczas wczorajszych zakupów, kiedy kupowałam śliwki do pierogów. No cóż, na szczęście były płatki migdałów w domu, pomyślałam, że po prostu powsadzam kilka płatków razem z kawałkiem śliwki. Śliwki jak widzicie na zdjęciu to nie węgierki i troszkę mi się nie podobało to klejenie z takimi kawałkami, musiałam coś wykombinować i wykombinowałam: zagniotłam ciasto ponownie i wykroiłam mniejsze krążki - takiej wielkości jak na uszka - śliwki zmiksowałam razem z płatkami migdałów, cynamonem i dodatkiem syropu z róży zamiast cukru. Śliwki były dość twarde, więc to zniosły i farsz nie płynął. Dlaczego syrop z róży akurat? Róża i migdały to częste połączenie w marokańskich deserach, robiłam kiedyś keneffę i połączenie to przypadło mi niezwykle do gustu.

Podawałam ze śmietaną, płatkami migdałów i odrobiną właśnie syropu z róży.

Moim zdaniem pierogi były pyszne, ale nikt w moim domu zdania nie podziela ... czyli muszę sama zjeść. Mi to nie przeszkadza!

 


sobota, 25 września 2010

 

 

Wallace i Gromit to niewątpliwie najbardziej znani koneserzy sera na Wyspach, jeśli nie poza nimi też. Powiedziałabym, że obaj są pełni anglosaskiego wdzięku, któremu mi jest się trudno oprzeć. Jeśli ich nie znacie, obejrzyjcie sobie ten trailer. Jest po angielsku, ale do obejrzenia wystarczy znać tylko jedno słowo w tym języku: cheese.

 


 

 

 

 

W filmach kilka razy jest wymieniony ser Wensleydale, produkowany na północy hrabstwa Yorkshire, jako ulubiony ser Wallace i Gromita. Moment w Curse of the Were-Rabbit, kiedy okazuje się, że potencjalna narzeczona Walace'a nie lubi sera, a on się pyta z nadzieją i przerażeniem w oczach: Not even Wensleydale? jest moim ulubionym momentem we wszystkich filmach o nich.

W&G mogą się poszczycić ocaleniem małej lokalnej fabryczki produkującej ten ser. Fabryczka upadała na początku lat 90tych, właśnie wtedy kiedy na ekrany wchodziły pierwsze filmy z Wallacem i Gromitem. Producenci filmu dogadali się z producentami sera ... wystarczyło tylko opakowanie z bohaterami, żeby ser zaczął się sprzedawać. Potęga popkultury!

Ciekawe jest to, że to wcale nie smak sera sprawił, że twórcy filmu wybrali go jako ulubiony - tylko jego świetnie brzmiąca nazwa!

Jak smakuje? Wiecie ja się na serach nie znam, ja je bardzo lubię. Ale w najprostszych słowach to twardy ser, dojrzewający, bardzo kruszący się, wilgotny i lekko kwaskowaty. Super się rozpuszcza: tak jak większość angielskich serów. Co oznacza, że jest super dodatkiem do zup, sosów no i pizzy! Nie trzeba go nawet do niej trzeć, wystarczy rozkruszyć palcami.

 

 

pizza z wensleydale

 

 

Wensleydale świetnie smakował z paprykowo-pomidorowym sosem, który pokazywałam wczoraj (tu-klik) i z bekonem. Pizza na pierwszym planie została skomponowana przez Madzię. Wyciągnęła z lodówki kapary i oliwki i powiedziała, że ona sama jedną pizzę zrobi (tzn. nałoży tylko to co wyciągnęła z lodówki na już rozciągniętą, posmarowaną i obsypaną serem pizzę) a ja jej mogę ewentualnie poprzekrawać oliwki. Z takim zapałem się do tego zabrała, że aż mnie zadziwiła. Jednak gdy pizza wyszła z piekarnika, okazało się, że to ja mam ją zjeść bo ona ani kaparów ani zielonych oliwek przecież nie je. Pizze były bardzo różne: z bekonem, z pepperoni, chorizo (wciąż mam), cebulą. Nie zmieniały się tylko dwa składniki: sos i ser.

 

 

Ciasto na pizzę


(na 4-5 osób)

 

1 kg mąki chlebowej (może być też zwykła pszenna)

2 łyżeczki suszonych drożdży

1 i 1/2 łyżeczki soli

mniej więcej 2 kubki wody

2 łyżki oliwy

łyżka masła**

 

*drożdże instant można po prostu wmieszać bezpośrednio do mąki, suszone trzeba najpierw rozpuścić w wodzie

 

** Kiedyś jadłam wyjątkowo dobre ciasto na pizzę, zapytałam autora o przepis, ale tylko się uśmiechnął i zasłonił tajemnicą zawodową, ale tak mi się wtedy wydawało, że wyczuwam w tej pizzy coś właśnie lekko maślanego, przysłoniętego smakiem oliwy. Dodaję więc czasem masło do pizzy i gdy ją jem przypomina mi się tamta pizza, może więc dobrze wyczułam.

 

Mieszam mąkę, sól, drożdże, oliwę i wodę drewnianą łyżką w dużej misce, tak żeby się w miarę połączyły, przykrywam miskę ściereczką i odstawiam na 10-15 minut. Nie zaoszczędza to czasu, ale pracy tak, po rym czasie ciasto jest już zupełnie inne w dotyku (gluten!), dodaję masło i wyrabiam tylko tyle, żeby masło zniknęło w cieście. Przykrywam i odstawiam, wracam do niego dopiero pół godziny przed rozpoczęciem pieczenia. Zazwyczaj ciasto robię rano i piekę pizzę po powrocie z pracy, takie wyleżane ciasto lubię najbardziej, ale zdarza mi się robić je po południu, wtedy czekam minimum 1 godzinę. Ciasto wyrabiam jeszcze raz, ale krótko, tak żeby wybić bąble powietrza z niego, przekładam na omączony blat i dzielę na porcje, które formuję w kulki i zostawiam, aż przyjdzie ich kolej.

Włączam piekarnik na maksymalną temperaturę, tak aby już hulał gdy wjedzie do niego pierwsza pizza. Nie posiadam kamienia, pizzę piekę na okrągłej blaszce do pizzy (z dziurkami). Blaszkę spryskuję olejem w sprayu, rozciągam w rękach kulkę ciasta, przekładam na blachę, trochę ją jeszcze rozciągam na blaszce, lekko przyciskając i rozciągając ku brzegowi, nakładam sos, ser i pozostałe składniki i piekę około 7-8 minut.

 


Tagi: ser
14:55, nobleva , pizza
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5