Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl
wtorek, 31 sierpnia 2010

Ledwie opublikowałam wpis z moją wspaniałą południowoamerykańską zupą (zobaczcie koniecznie, tu -klik) kiedy zobaczyłam komentarz Pinkcake zapraszającej mnie do zabawy z okazji Dnia Blogera. Nie uchylam się jak mnie ktoś wyróżnia tylko ciągnę zabawę dalej, dumna z wyróżnienia.

Zasady są takie:

- piszemy, kto nam przyznał nagrodę - już napisałam, kłaniam się w pas

- wymieniamy 10 rzeczy, które lubimy

-nagradzamy kolejnych 10 blogerów i informujemy ich o tym komentarzami

 

A co ja lubię?

 

1. Moją rodzinkę: uwielbiam przytulaczki i wspólnie spędzany czas.

2. Jane Austen - jestem poważnie uzależniona od książek i filmów.

3. Kawę rano gdy wszyscy jeszcze śpią i jest ciiiicho, takie poranne medytacje przy niej uprawiam.

4. Dać sobie w kość w górach, ale powyżej 2000m się nie wybieram.

5. Jazz - całościowo.

6. Moją pracę - uczę angielskiego dzieci immigrantów w Belfaście - ale zajmuję się też sprawami socjalnymi rodzin uczniów w których nikt nie mówi po angielsku - bywa trudno, bo nie wszystkie dzieci mają szczęście ... ale mam nadzieję, że coś w życie tych rodzin wnoszę.

7. Wszystkiego rodzaju kluchy!

8. Rośliny, ale nie lubię roślin w domu (chyba, że zioła w kuchni), wszystkie dwa kwiatki doniczkowe u mnie w domu to zasługa Martiniego, męża mego.

9. Kiedy kobiety śpiewają a faceci tańczą, z paroma męskimi głosami jako wyjątki

10. Wodę: pić, pływać, stać pół godziny pod prysznicem, słuchać jej szumu, rzucać w nią kamienie, jej kolor.

 

A teraz najtrudniejsza część programu: 10 zaproszeń - wyróżnień. Tylko 10?

 

Postanowiłam nie zważać na to, czy te osoby już do zabawy zostały wciągnięte czy nie, tylko wyróżnić te do których włażę najczęściej, bo mnie niezmiernie korci wiedzieć co tam upichciły. Są to, kolejność bez znaczenia:

1. Czy to niespodzianka, że Pinkcake? Kto mi palcem pokazał kwiatki i powiedział: zjedz to? Dziękuję:)

2. Tu też bez niespodzianek: Szarlotek oczywiście, za kreacje na widok których gały mi na wierzch wyłażą :)

3. Monikucha - ta dziewczyna na serio potrafi gotować!

4. Polka - za cudne oko i podniebienie.

5. Arek - no cóż, facet się zna na rzeczy i ma gadane.

6. Wiosenka - Jakby przymowała zapisy na obiady to bym się zapisała.

7. Asiejka - za magię.

8.  Kasia - jej pysznościom bym się nie oparła.

9. Viridianka - za bycie czekoladowym blogowym kociakiem.

10. Usagi - za to samo co Wiosenkę

 

Uff, nie no, muszę jeszcze wymienić Gosię, za całokształt, niech będzie 11!

 

Teraz mi zostały te komentarze do dodania i ....I'm done, jak to tutaj powiadają :)

 

P.S. Muszę tylko dopisać, po przeczytaniu komentarzy, że punkt 6 (co lubię) wykonuję w ramach dwóch szkół, a nie żadnej organizacj rządowej.


 


 

 

zupa z kukurydzą i słodkimi ziemniakami

 

 

Mam słabość do kolorów, głębokich, wyrazistych, ze wzburzoną krwią, chmurnych, burzowych, charakternych i ta zupa mnie uwiodła kompletnie, nie tylko kolorem lecz także swoją słodyczą, głębią i pikantnością. Przepis znalazłam w książce "The Complete Mexican, South American & Caribbean Cookbook" wydawnictwa Hermes House, ale zmieniłam przepis nieznacznie, tak pod swój gust. Podaję obie wersje, moje zmiany na czerwono.

 

 

Zupa z kukurydzą i słodkimi ziemniakami

 

15 ml oliwy z oliwek

1 cebula posiekana

2 zmiażdżone ząbki czosnku

3 zmiażdżone ząbki czosnku

1 małe chili drobno posiekane

połówka małego chili plus chili w proszku do posypania

1.75 l wywaru z jarzyn

2 l rosołu

2 łyżeczki mielonego kminu

2 łyżeczki mielonej kolendry

1 średni słodki ziemniak pokrojony w kostkę

2 średnie ziemniaki pokrojone w kostkę

1/2 czerwonej papryki pokrojonej w kostkę

1 czerwona papryka pokrojona w kostkę

450 g ziaren kukurydzy

2 kolby kukurydzy

sól i pieprz

limonka do podania

dodatkowo posiekana kolendra do przybrania

 

Na oliwie dusimy cebulę, czosnek i oliwę, zalewamy rosołem i gotujemy około 10 minut. Wrzucamy ziemniaki, kmin lub kolendrę mieszamy z małą ilością płynu i wlewamy do zupy, doprawiamy, gotujemy kolejne 10 minut. Dodajemy paprykę oraz kukurydzę ściągniętą z kolby* i gotujemy kolejne 10 minut. Połowę zupy miksujemy i dodajemy do niezmiksowanej części. W książkowej wersji zupę podaje się z limonką, którą każdy sobie wciska do swojej zupy, a ja dodałam jeszcze posiekaną kolendrę i chili w proszku, tak aby każdy sobie pikanność dopasował według własnego gustu.

* żeby ściągnąć ziarna z kolby kukurydzy należy kolbę postawić pionowo i ostrym, szerokim nożem ścinać paski kukurydzy u nasady

Zupa jest przepyszna i bardzo goroąco ją polecam!



poniedziałek, 30 sierpnia 2010

 

 

tajska sałatka z makaronem ryżowym

 

 

Wszystkie programy podróżnicze, przyrodnicze czy kulinarne o Tajlandii, które zdarzyło mi się kiedykolwiek widzieć, zawsze miały podobny podkład muzyczny: tradycyjne plumkanie na jakimś instrumencie strunowym połączone z pobrzękiwaniem instrumentów perkusyjnych i krętym zawodzeniem głosów nieokreślonej płci. Na pewno to słyszeliście. Takie muzyczne skojarzenie nasunęło mi się właśnie kiedy jadłam tą sałatkę. Zawiłości makaronu, pojedyncze ostre wysokie nuty chili i imbiru, oraz niższe łagodniejsze bazylii i kolendry. Tajska muzyka na talerzu tylko w o wiele bardziej strawialnej formie. Tu przynajmniej jest balans: jest słodko, słono, kwaśno, pikantnie, w muzyce tego nie znajduję (w tradycyjnej - innej nie słyszałam).

 

 

Tajska sałatka z ziołami i makaronem ryżowym

(na 2 osoby)

 

2 porcje makaronu ryżowego

1 chili drobno posiekane

4 plasterki imbiru drobno posiekanego lub startego

1 łyżka sosu rybnego*

1 łyżka soku z limonki

1 łyżka brązowego cukru (idealnie palmowego)

1 łyżka posiekanej kolendry

1 łyżka posiekanej bazylii**

opcjonalnie: oliwa aromatyzowana bazylią***

 

* jeśli nie ma do niego dostępu można użyć kostki rybnej rozpuszczając ją w bardzo małej ilości wody: roztwór powinien być bardzo słony

** użyłam greckiej drobnolistnej, więc nie siekałam, podobno jest w smaku zbliżona do tajskiej

*** mam własnego wyrobu, ale można użyć też zwykłej oliwy z oliwek, kilka kropli tłuszczu dobrze zrobi tej sałatce

 

W miseczce łączymy sos rybny z sokiem z limonki i cukrem, wrzucamy do płynu chili i imbir i odstawiamy sos do naciągnięcia na parę minut. Możemy w tym czasie przygotować makaron: rozkładamy go w szerokim naczyniu i zalewamy wrzątkiem, po około pięciu minutach powinien już być miękki, odcedzamy i przelewamy zimną wodą. Wrzucamy makaron do miski, posypujemy ziołami, wlewamy sos, wsadzamy w to ręce i mieszamy. Przekładamy na talerz, posypujemy dodatkowo ziołami i chili i polewamy oliwą aromatyzowaną bazylią.

Moja wersja tajskiej noodlowej sałatki, jak widzicie, uboga w składniki, można dodać dużo więcej rzeczy: kurczaka, warzyw, etc., ale myślę, że taki właśnie prosty przepis ilustruje najlepiej istotę dalekowschodniej kuchni: to nie ilość składników decyduje w niej o sukcesie lecz prosty balans smaków, stałe składniki, które decydują o tworzeniu wspaniałych dań dzień po dniu, czy to sałatka, czy curry, czy ryba, czy wołowina. O tajskich składnikach pisałam już kiedyś, jeśli ktoś chce wrócić do tamtego wpisu, wystarczy kliknąć tu.

sobota, 28 sierpnia 2010

 

 

chili con carne con chorizo

 

 

Co Wy na chili con carne z lekko przesuniętym geograficznie środkiem ciężkości? Oprócz typowych dla dania składników jest i chorizo i bazylia, no i pita, co przesuwa danie daleko na wschód w królestwie smaku. Jest oczywiście odpowiednio pikantne, bo co by to było za chili con carne bez chili, przyjemnie pikantne, balansujące na granicy mmmm i uuuuu, bardzo przyjemne.

To dodanie chorizo było świetnym pomysłem, kiełbaska dodała głębi smaku i koloru. Oprócz papryczki chili nie ma tym razem żadnej innej papryki i ten brak chorizo wypełnia również znakomicie. Są i suszone pomidory, które, jak mi się teraz wydaje, zostały stworzone po to żeby do chili je wrzucać, są i ziółka: bazylia i tymianek, czyli coś dla nosa. Wiecie co, po prostu dobra kompozycja wyszła!

 

 

Chili con carne z chorizo

 

1 szalotka

4 ząbki czosnku

1 papryczka chili*

1 kg mielonej wołowiny

2 kiełbaski chorizo

sól i pieprz

3 łyżeczki mielonej papryki**

1-2 puszki pomidorów

1 puszka czerwonej fasoli

garść suszonych pomidorów

szklanka bulionu wołowego

dwie łyżki siekanego świeżego tymianku

dwie łyżki świeżej bazylii***

oliwa****


do podania:

chlebki pita

tarty parmezan

 

*ilość zależy od pikantności papryczki, moja okazała się bardzo pikantna więc użyłam dwóch puszek pomidorów, ale można jednej

** lubię wędzoną

*** ziółko na zdjęciu to bazylia grecka o drobnych liściach, normalną też można posiekać

**** użyłam aromatyzowanej tymiankiem

 

 

Na oliwie podsmażamy posiekaną szalotkę, gdy się zeszkli dodajemy zmiażdżony czosnek i posiekane chili, po chwili dodajemy mięso, a gdy się zetnie i zacznie smażyć dodajemy pokrojoną w drobne kawałki (plasterek na cztery) kiełbaskę chorizo. Smażymy wszystko przez parę minut, lekko doprawiamy, pamiętając, że dojdzie jeszcze bulion więc trzeba mieć jego słoność na uwadze. Dodajemy posiekane suszone pomidory, mieloną paprykę, pomidory z puszki i bulion i dusimy pod przykryciem około 10 minut. Następnie dodajemy opłukaną fasolkę z puszki i posiekane zioła, gdy fasola będzie gorąca danie jest gotowe. Podajemy z gorącymi chlebkami pita, tartym parmezanem i jakimś ziółkiem.


czwartek, 26 sierpnia 2010

 

 

muffinki z orzechami i czekoladą

 

 

Zacznę z innej beczki. Gościmy u siebie Teściową i jej siostrę, dlatego mało mnie tu ostatnio i jeszcze mało będzie do końca tygodnia. Żadnych eksperymentów, do tej pory same sprawdzone pewniki, które już tu kiedyś występowały no i jedzenie w terenie. Wczoraj jedynie miałam szansę czegoś nowego spróbować. Miałam w szkole szkolenie, którego nie mogłam opuścić, tak więc nie wzięłam udziału w wyprawie w góry Mourne, z której rodzinka wróciła dość późno, było wystarczająco czasu, żeby upiec moje pierwsze w życiu muffinki i zatrzeć po nich ślady, gdyby okazały się katastrofą. Źle nie wyszły więc na kompoście nie skończyły, tylko na paterce.

Muffinkowe papilotki miałam już od ło ho ho, ale formy mi brakowało, bo okazało się, że babeczkowa tacka dużo za mała. Nie miałam aż takiego zapału do muffinek, żeby lecieć i kupować, czekałam aż mi wleci coś fajnego i niedrogiego w ręce. No i wleciało ostatnio więc są muffiny. Ja do końca nie byłam do muffinek przekonana, bo to babka nr 1 w tutejszych kawiarniach, a i dzieciom kupuję gdzieś na mieście na nagły głód. Są przeważnie wielkimi, wilgotnymi, gąbczastymi tworami, których się po prostu nie da się zjeść w całości. Nie miałam pewności, czy chcę takie w domu piec. Ale jak już forma była, to zaczęłam szukać przepisu. O jej. Czy ktoś mi może wyjaśnić na czym polega chemia (dosłownie) muffinek. Każdy przepis inny, tu olej, tam masło, tu śmietana, tam mleko ... odniosłam wrażenie, że muffinka to ciasto wszelkiego gatunku podzielone na mniejsze porcje. No cóż, trzeba zacząć próbować te wszelkiej maści baby. Na pierwszy ogień poszły Muffinki z czekoladą i bananami z bloga Dorotki (tu kliku klik), bo się okazało, że na nie mam akurat wszystkie składniki. Cytuję za Dorotką. Ale ośmielam sobie zmienić nazwę, bo dla mnie inne składniki te muffinki wyróżniają

 

 

Owsiane muffinki czekoladowo - orzechowe

 

po szklance mąki pszennej i płatków owsianych

3 średnie dojrzałe banany, rozgniecione

2/3 szklanki cukru

40 ml oleju

1 szklanka mleka

1 duże jajko

2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 łyżka kakao

100 g gorzkiej czekolady, posiekanej

120 g posiekanych orzechów

(pekan lub włoskich - ja dałam 80 g włoskich- bo tyle miałam)

 

Łączymy suche składniki w jednym naczyniu (mąkę, płatki, cukier, proszek, kakao), w drugim naczyniu mokre (banany, olej, mleko, jajko), następnie łączymy składniki suche z mokrymi i na końcu dodajemy orzechy i czekoladę. Wylewamy do papilotek na wysokość 3/4 foremki i pieczemy 25 min w 190°. Czekamy chwilę, żeby ostygły i dopiero wyciągamy z formy, studzimy na kratce.

Zmiana ilości orzechów, wynikająca z konieczności, to moja jedyna zmiana, trzymanie się przepisów nie musi być trudne!

Te muffinki bardzo odbiegają od tego co ja pod nazwą muffinki znam, ale to dobrze. Kawałeczki czekolady i orzechów i kawalątki banana to tu to tam sprawiają, że to dość atrakcyjne babki, pełne niespodzianek. Będą następne.

 


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6