Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl
środa, 27 kwietnia 2011

 

Tak bardzo mi się nie chciało, pewnego popołudnia, iść na spacer. Najchętniej zakopałabym się w koc z książką i wielkim kubkiem herbaty, ale zostałam bezlitośnie z mych pieleszy wyciągnięta. Poszliśmy do pobliskiego Belfast Castle. Sam zamek nie jest bardzo atrakcyjny, to raczej fajne miejsce na wesele niż perła architektury, ale jest wspaniale położony i otoczony jest pięknym parkiem. Od zamku rozchodzą się także szlaki turystyczne na okoliczne wzgórza. Wystarczy wspiąć się na mały pagórek zaraz za parkingiem i już jest się w lesie. Czy Wy znacie to uczucie? Ciężko, ospale i nic się nie chce? Trochę jak niedźwiedź po zimowej hibernacji? Jednak jak już się wczołgałam na ten pagórek to mi się od razu poczułam się lepiej, poczułam, że żyję - tak mnie pośladki bolały. A że zaraz za górką było w dół, to na następną wpadłam już z rozbiegu i pewnie trybem rozpędu pokonałabym resztę spacerowego szlaku, gdyby mnie zmysły wzroku i powonienia nie wbiły w ścieżkę. Bowiem na prawo i na lewo od ścieżki rosło sobie absolutnie cudowne stworzenie boże: czosnek niedźwiedzi.


Tak to kosztem kilku spalonych kalorii trafiłam na znakomity sposób wzbogacenia naszej wiosennej diety. O dobrodziejstwach czosnku niedźwiedziego można by nie pisać wcale, gdyby nie to, że lista jest tak długa: obniża ciśnienie i cholesterol, wspomaga trawienie i łagodzi bóle żołądka, leczy biegunki, niestrawność i kolki. Stosuje się go w leczeniu reumatyzmu, astmy i zapaleniu oskrzeli i rozedmy płuc. Oprócz witamin zawiera bardzo duże ilości siarki i magnezu, wielokrotnie większe niż zwykły czosnek. Samo zdrowie! Swoją nazwę zawdzięczają niedźwiedziom, które (pewnie w czasach kiedy było ich ciut więcej w Europie) budząc się z zimowego snu powracały do sił zajadając się właśnie allium ursinum. Nic tylko jeść. Tak ... tylko trzeba go najpierw znaleźć.

 

 

 

czosnek niedźwiedzi

 

 


Czosnek niedźwiedzi przypomina trochę konwalię (która jest trująca), ale łatwo go rozpoznać, wystarczy tylko wiedzieć jak pachnie czosnek. Jeśli zapach łanu czosnku Was nie przekona, najlepiej rozetrzeć w palcach liść - to powinno uwolnić zapach. Czosnek jest jadalny całkowicie od cebulki do kwiatka w całym okresie wegetacji, chociaż oczywiście najlepszy jest młodziutki, przed zakwitnięciem. Stali czytelnicy mojego bloga wiedzą, że od jedzenia kwiatków nie stronię, ale od tych akurat lekko tak od momentu, kiedy przeczytałam, że owadami zapylającymi tę roślinkę są bąki i ... muchy. Żałuję ogromnie, że ta wiedza mnie dosięgnęła!

 

Czosnek niedźwiedzi rośnie na teranie całej Polski, ale nie z każdym lasem i glebą się lubi, więc nie każdy znajdzie go w okolicznym lasku. Można sobie w przypływie determinacji posiać w doniczkach. Niestety oprócz tego, że nie wszędzie występuje, to w dodatku jest częściowo chroniony. Z kosą więc do lasu po czosnek nie chodźcie! W Irlandii Północnej na szczęście żadnych ograniczeń odchwaszczania lasów z owego zielska nie ma, z czego korzystam.


Liście smaczne są surowe i są niewątpliwie świetnym dodatkiem do kanapek i sałatek, ale mi osobiście niezwykle smakuje pesto z nich zrobione i mam dla Was dzisiaj kilka propozycji na jego wykorzystanie.

 

 


Pesto wersja 1

 

 

pęczek liści czosnku niedźwiedziego

50 ml oliwy (ja użyłam z pestek winogron)

20 g tartego parmezanu

łyżka soku z cytryny

sól i pieprz

 

 


Pesto wersja 2

 

 

te same składniki co powyżej plus trzy łyżki ziaren słonecznika i kapkę więcej oliwy

 

 

 

krem z ziemniaków i cebuli z pesto z czosnku niedźwiedziego

 

 

 

Pierwsze pesto nawet nie zobaczyło się z makaronem, wykorzystałam je jako dodatek do kremu z ziemniaków i cebuli. Kapitalna zupa, którą bardzo gorąco polecam, wcale nie smakuje jak kartoflanka z czosnkiem. Jest pyszna, w dodatku jedząc ją miałam wrażenie, że już gdzieś taką jadłam i nie mogłam sobie za żadne skarby przypomnieć gdzie i kiedy. Olśniło mnie dopiero teraz, kiedy piszę ten wpis. Ta zupa po prostu smakowała łąką, co dla mnie oznacza: szczawiem. Czy to dla Was dobre skojarzenie? Dla mnie pyszne i bardzo dziecięce, sentymentalne.

Cztery ziemniaki i 2 cebule pokroiłam, podsmażyłam na łyżce masła, zalałam około 800 ml rosołu, gotowałam aż do miękkości ziemniaków, zmiksowałam, doprawiłam solą i pieprzem. Pesto 1 dodałam już po nalaniu zupy na talerz.

 

 

 

pizza z czosnkiem niedźwiedzim

 

 

 

Pesto 1 pyszne jest także jako dressing do sałatek i dodatek do kanapek, genialnie smakuje z serkami twarożkowymi: z fetą, lub twarożkiem kozim. Kanapka z fetą i tym właśnie pesto poddała mi pomysł użycia pesto jako sos do pizzy. Na zdjęciu nasza wielkopiątkowa wegetariańska pizza z pesto 1 jako sosem, fetą, czerwoną cebulą i rukolą (ta dodana po upieczeniu pizzy). Był to absolutny strzał w dziesiątkę. Lubimy pizzę, piekę ją w każdy piątek, to taka nasza mała rodzinna tradycja, ale z pesto zamiast sosu nigdy nie robiłam, nie wiem, czy wyjątkowo to właśnie pesto z czosnku niedźwiedziego tak świetnie sobie w tej roli daje radę, czy każde, ale mam zamiar to sprawdzić. Mój mąż, który jest bardzo ... wybredny, albo po prostu za bardzo przeze mnie rozpieszczony, obwołał tą pizzę absolutną rewelacją. To się często nie zdarza ... Przepis na ciasto do pizzy znajdziecie tu.

 

 

 

linguine z pesto z czosnku niedźwiedziego i pierwiosnkami

 

 

 

Pesto 2 powstało specjalnie do makaronu. Jedliśmy z linguine, moim ulubionym makaronem. Posypałam makaron wymieszany z pesto tartym parmezanem i pierwiosnkami. Smak pesto jest być może zbyt intensywny dla tych delikatnych aromatycznych kwiatków, ale te kwiatuszki na talerzu niezwykle cieszyły oko i zachęcały do jedzenia. Dlaczego na talerzu nie ma kwiatków czosnku to już wiecie ...

 

 

 

jajka nadziewane pesto z czosnku niedźwiedziego

 

 

 

Czosnek niedźwiedzi oczywiście gościł też na naszym świątecznym stole. Posiekane liście wspaniale pasowały do żurku, ale to nie żurek chcę Wam pokazać lecz te niepozorne jajeczka w tle. Po linguine zostało mi odrobinę pesto i wykorzystałam je do faszerowania jajek, to był pomysł na ostatnią chwilę, wcale nawet nie myślałam o umieszczaniu ich tutaj (tak, tak miał być żurkowy wpis), ale okazały się być pyszne.

Po ugotowaniu jaj na twardo roztarłam żółtka 2 jaj z łyżeczką majonezu i łyżeczką pesto 2, napełniłam masą jajka.

 

 

Czosnek niedźwiedzi obumiera po wytworzeniu nasion, dopiero zaczyna kwitnąc jest więc szansa na dużo smacznych czosnkowych dań.  Do lasu moi drodzy, do lasu! Nie wiem czy to za sprawą niedźwiedziej diety, ale całe zimowe zmęczenie i ospałość jakoś mi przeszła ...

 

 

 

kwiat czosnku niedźwiedziego

 

 


niedziela, 17 kwietnia 2011

 

 

 

 

 

 

 

risotto z trawą cytrynową, krabem i pierwiosnkami

 

 

 

Całkiem spora kępka pierwiosnków rośnie sobie przed domem, o ich konsumpcyjnym potencjale całkiem bym zapomniała gdyby nie Gosia i jej pierwiosnkowy wpis. Pierwiosnki mają bardzo delikatny, lekko cytrynowy i niezwykle przyjemny aromat, ale trzeba ich dość sporo, żeby poza walorami estetycznymi wniosły trochę smaku do potrawy. Nie planowałam wytrawnej potrawy (czy to antonim słodkiej?) z pierwiosnkami, ale tak jakoś wyszło, a było to tak ... W przedostatnim programie Saturday Kitchen pojawiło się właśnie risotto z krabem przyprawione na sposób tajski (z trawą cytrynową, chili, szalotkami, liśćmi limonki kaffir, wywarem rybnym, zieloną pastą curry, etc.) - spodobało mi się przeogromnie, bo jak pewnie wiecie uwielbiam i kuchnię tajską i risotto. Taki właśnie lunch (pardon: wczesne pierwsze danie) zaplanowałam na dzisiaj dla siebie i małżonka mego. Zdążyłam pokroić chili i trawę cytrynową, kiedy dotarło do mnie, że pierwiosnki pachną właśnie jak trawa cytrynowa, tylko, że mniej intensywnie ... wyszłam przed dom, zerwałam parę, powąchałam i już wiedziałam, że małe żółte kwiatki w risotto muszą się znaleźć, co oznaczało zrezygnowanie z całej reszty intensywnych tajskich smaków: nie chciałam przecież zamordować tego delikatnego aromatu.

 

 

Risotto z krabem, trawą cytrynową i pierwiosnkami

 

 

250 g ryżu do risotto (użyłam carnaroli*)

2 trawy cytrynowe

1 papryczka chili

połówka czerwonej cebuli lub szalotki

120 g białego mięsa kraba**

około 1 l rosołu, lub wywaru warzywnego

łyżka oliwy

150 ml białego wina (u mnie Pinot Grigio)

50 g tartego parmezanu

po dwa kwiatostany pierwiosnków na osobę

pieprz


 

*do tej pory używałam arborio, ale wydaje mi się, że carnaroli daje lepszą, bardziej kremową konsystencję

** użyłam z puszki, bo choć świeży tu dostępny łatwo, to ja nie jestem wciąż w stanie uśmiercić delikwenta, nie polecam surimi - może być za słone i najczęściej nie jest krabem

 


Siekamy cebulkę, jasną część trawy cytrynowej i chili. W garnku rozgrzewamy oliwę, wrzucamy posiekane warzywa, chwilkę smażymy, dodajemy ryż, mieszamy, kiedy będzie dokładnie otoczony oliwą i lśniący dodajemy wino, mieszamy, kiedy ryż go wypije zaczynamy dodawać po chochelce rosołu, dodając następną po wchłonięciu się poprzedniej, ciągle mieszamy. Pod koniec gotowania, kiedy ryż już jest ugotowany, ale wciąż ma widoczne białe ziarenko w środku dodajemy mięso z kraba, delikatnie mieszamy, żeby się nie rozpadło całkowicie i dodajemy parmezan i pieprz, mieszamy. Nakładamy na talerze, posypujemy kwiatkami.


niedziela, 10 kwietnia 2011

 

 

 

pieczona łopatka z kapustą

 

 

 

Kiedyś myślałam, że smak pieczeni zależy od tego jak dobrze przyprawię mięso, że jeśli nie jest smaczna to popełniłam jakiś błąd przy nacieraniu lub marynowaniu mięsa, lub po prostu mięso nie było dobrej jakości. Oczywiście jakość mięsa ma duże znaczenie, ale ja w ogóle pomijałam zasadniczy czynnik smakotwórczy: czas pieczenia. Mięso miało być w piekarniku tak długo i w takiej temperaturze, żeby było w środku upieczone, koniec kropka. No, ale człowiek to istota ucząca się, na szczęście. Wołowinka pyszna jest przecież pieczona krócej, różowa w środku, a świninka pyszna jest pieczona długo, w niższych temperaturach aż do momentu gdy się rozpada.Na taką zupełnie rozpadającą się nie ma w tygodniu aż tyle czasu (świninka była w czwartek), ale na taką na granicy się znajdzie.

 

 

Pieczona łopatka z kapustą

 

 

1 i 1/2 kg łopatki ze skórą

sól, pieprz

dwie łyżki siekanych ziół (u mnie pietruszka, tymianek, rozmaryn)

czosnek mielony (oczywiście może być świeży, zmiażdżony)

łyżeczka skrobi kukurydzianej

główka kapusty włoskiej

1 papryczka chili

1 ząbek czosnku, posiekany w cienkie plasterki

łyżeczka cukru


 

Półtorakilogramowy kawałek łopatki ze skórą natarłam solą, pieprzem, mielonym czosnkiem, ziołami i włożyłam do naczynia do pieczenia z pokrywką na trzy i pół godziny w temperaturze 150 stopni. Po tym czasie wyciągnęłam z piekarnika, zmieniłam jego ustawienia na funkcję grilla, przełożyłam mięso, skórą do góry, do innego naczynia i wstawiłam pod grill, żeby przypiekła się skórka (kupiłam kawałek już z ponacinaną skórą w wąskie paski). W międzyczasie przestawiłam naczynie w którym piekło się mięso na palnik, wlałam wodę (tyle ile chcecie sosu, ale nie rozrzedźcie za bardo smaku!) , zagotowałam wszystko razem wyskrobując łyżką całą karmelizację z dna naczynia, zagęściłam sos czubatą łyżeczką skrobi kukurydzianej rozprowadzoną z niewielką ilością zimnej wody, doprawiłam. Sos przecedziłam przez sito (no, bo nie daj boże latały w nim listki tymianku! Znacie to: mamo, a co tu pływa?) i podzieliłam na pół. Dla dzieci został w wersji podstawowej, a cześć dla mnie i dla męża zagotowałam ponownie z posiekaną papryczką chili i czosnkiem. Po około dziesięciu minutach pod grillem mięso wyciągnęłam z piekarnika i odstawiłam do odpoczęcia. Kapustę posiekałam i ugotowałam z dodatkiem soli i cukru, odcedziłam, nałożyłam na talerze, na wierzch położyłam kawałek pieczeni i polałam sowicie sosem. Mąż i dzieci dostały jeszcze ziemniaki, ale dla mnie są one tu zbędne. Do mięsa nie potrzeba było noża, a skórka robiła przemiłe chrup gdy się ją ugryzło. Pikantny sos i łagodna kapusta też były wspaniałe. Mniam, mniam, mniam.

czwartek, 07 kwietnia 2011

 

 

 

pudding ryżowy z rabarbarem

 

 

 

Wczoraj przyszło lato - zapowiedziane krótką eksplodującą kwiatami wiosną. Jeśli dopisze nam szczęście będzie trwało do czerwca, potem przyjdzie pora deszczowa trwająca aż do marca, no chyba, że znów zdarzy się zima ... Po tych kilku latach na północy Irlandii zdążyłam się przyzwyczaić do tego, że kiedy świeci słońce to to jest lato bez względu na to czy to czerwiec czy styczeń.

Z okazji lata po powrocie ze szkoły dzieci dostały najpierw zamiast obiadu deser.

200 g ryżu drobnoziarnistego zalałam 700 ml pełnego mleka, dorzuciłam połówkę laski cynamonu, łyżeczkę cukru i gotowałam na wolnym ogniu aż do zgęstnięcia puddingu. Kilka lasek rabarbaru podgotowałam z niewielką ilością wody i cukru, kiedy rabarbar był miękki wyciągnęłam go łyżką cedzakową, do pozostałego soku dolałam trochę wody i syropu z hibiskusa (dla słodyczy i koloru), trochę skrobi kukurydzianej rozrobionej w małej ilości zimnej wody, poczekałam aż kisiel się zagotuje i zgęstnieje. Do miseczek nałożyłam pudding ryżowy i rabarbar i polałam kisielem rabarbarowym.

 

 

środa, 06 kwietnia 2011

 

 

 

śledź z burakiem

 

 

 

Śledź i burak to popularne w krajach Skandynawskich połączenie, które zawsze mnie dziwiło. Dziwiło do takiego stopnia, że w końcu postanowiłam spróbować przy okazji otwarcia nowego słoika marynowanych przeze mnie śledzi. Pokrojonego śledzia i ugotowanego, poplasterkowanego buraka ułożyłam na poszatkowanej sałacie lodowej i polałam sosem. Sos był też niczego sobie, składał się z łychy kwaśnej śmietany, łychy majonezu, łyżeczki kaparów, 2 filecików anchois (i fileciki i kapary drobno posiekałam) i łyżeczki siekanego kopru. Teraz już wiem o co chodzi, to połączenie jest niesamowite: śledzie podkreślają słodycz buraka, a burak korzenny smak śledzi, sos też pasuje doskonale. Polecam sałatkę! Polecam ją też moim czytelnikom będącym na diecie - wystarczy majonez i śmietanę zastąpić serkiem light i dietetyczne danie jak marzenie gotowe!

Poprzedni przepis na śledzie, który pokazywałam na blogu był stworzony z myślą o marynowaniu filetów ze śledzi. Od jakiegoś czasu robiąc śledzie tylko je patroszę a nie filetuję. Wyjęcie kręgosłupa jest niezwykle proste po zamarynowaniu, nie ma sensu więc się w filetowanie bawić. Zmieniłam więc proporcji wody i octu, tak aby marynata była mocniejsza w związku z tym, że śledzie są w całości. Odcinanie głów i patroszenie nie powinno nikomu sprawić problemu, jedyne na co radzę zwrócić uwagę to usunięcie naczynia krwionośnego biegnącego wzdłuż kręgosłupa. Po wypatroszeniu, umyciu i osuszeniu śledzie układamy w słoiku. Ilość marynaty zależy od wielkości słoika i ilości ryb, muszą one być zupełnie nią przykryte. Wodę i biały ocet winny w proporcji 1:1 doprowadzamy do wrzenia dodając do płynu po łyżeczce soli i cukru (na około 350 - 400 ml).Kiedy się zagotuje dodajemy do niej pokrojoną w plasterki marchewkę i cebulę oraz łyżeczkę gorczycy. Gotujemy tylko chwilkę i studzimy. Śledzie zalewamy po zupełnym ostudzeniu marynaty, odstawiamy w chłodne miejsce, śledzie powinny być gotowe po tygodniu.

 
1 , 2