Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl
sobota, 19 marca 2011

 

 

 

curry z orzechami nerkowca

 

 

 

Dzisiaj mój dom pachniał jak orientalny sklep z przyprawami. Solidnie dziś też naruszyłam swoje zapasy poupychane w słoiczkach, puszeczkach i torebkach. Najpierw prażyłam i mieliłam lankijską przyprawę curry do dzisiejszego dania, później od razu machnęłam chińską przyprawę pięć smaków, a potem przerobiłam składniki świeże na tajską zieloną pastę curry w celu zamrożenia. Jednym słowem: wena!

Przepis na curry pochodzi, jak na każde tu ostatnio, z programu Far Eastern Oddysey Ricka Steina. Chyba przypadła mi do gustu Sri Lanka, bo nie mogłam się powstrzymać przed zrobieniem kolejnego lankijskiego curry. Nie z programu, ale z sieci dowiedziałam się, że na Sri Lance używane są dwa rodzaje proszku curry: surowy i prażony. Ten pierwszy jest podobny w składnie do mieszanek z południowych Indii, drugi oprócz braku kurkumy charakteryzuje się tym, że praży się go przed zmieleniem - ten właśnie proszek robił Rick w programie. Spisywałam składniki oglądając- niestety ilości nie były podane, możecie mi zaufać albo kupić książkę i sprawdzić.

 

 

 

Lankijskie curry z orzechami nerkowca

 

 

na proszek curry:

(łyżka to 15 ml, łyżeczka 5 ml)

 

2 łyżki ziaren kolendry

łyżka kminu

łyżka nasion fenkułu

6 zielonych kardamonów

łyżeczka ziaren kozieradki

łyżka czarnego pieprzu w ziarnach

łyżka czarnej gorczycy

laska cynamonu

suszone chili*

łyżeczka ryżu

 

 

na curry:

2 łyżki cynamonu**

6 ząbków czosnku

3 cm kawałek korzenia imbiru

zielone chili*

1 trawa cytrynowa

łyżeczka kurkumy

1 liść pandamu/ u mnie pół łyżeczki ekstraktu

puszka mleka kokosowego

garść świeżych liści curry

200 g fasolki szparagowej

300 g orzechów nerkowca

łyżka brązowego cukru (idealnie palmowego)

sok z połowy limonki

sól

2 łyżki oleju roślinnego (idealnie palmowego)

 

 

 

* Kuchnia lankijska jest jedną z najbardziej pikantnych na świecie, ale nie oznacza to, że potrawy z tamtego regionu są mniej smaczne łagodne. Dajcie tyle chili ile lubicie. W programie Rick wrzucił kilka suszonych kaszmirskich chili do proszku, a do samego curry 1 zielone. Ja ograniczyłam się do jednego w przyprawie: birds eye i do 1 zielonego w samym curry, lubię pikantniejsze, ale chciałam, żeby dzieci zjadły - żadne z nich nie narzekało, że za pikantne, więc dobrze. Posypałam sobie dodatkowo na talerzu płatkami chili i byłam zadowolona.

**Rick połamał 2 laski cynamonu, ale ja chyba wolę nie nadziewać się na korę i dałam proszek

 

Wszystkie przyprawy na proszek prażymy na suchej patelni przez kilka minut: będzie dymiła i pachniała nieziemsko. Po lekkim ostudzeniu mielimy. Rozgrzewamy tłuszcz w woku, dodajemy cynamon, zmiażdżony czosnek, posiekane chili i imbir, zmiażdżoną i posiekaną trawę cytrynową, kurkumę, dwie łyżki naszego proszku curry, liście pandamu (lub ekstrakt), chwilę smażymy aż aromat się rozwinie, dolewamy mleko kokosowe, wrzucamy liście curry, fasolkę pokrojoną na kawałki i orzechy. Doprowadzamy do wrzenia, doprawiamy solą, cukrem i sokiem z limonki. Potrawa jest gotowa kiedy fasolka jest miękka. Podajemy z ryżem.

 

 

Przysiadam się z moim curry do zielonego stołu Pinkcake i azjatyckiego Ireny i Andrzeja.

 

 

Zielono mi... Znów.
Z Widelcem po Azji
czwartek, 17 marca 2011

 

 

 

zielono mi, gotujemy na zielono, zielona kuchnia, pinkcake.blox.pl, trochę inna cukiernia

 

 

 

 

Dzisiaj dzień Świętego Patryka. Macham Wam więc wszystkim z Irlandii i ślę irlandzkie błogosławieństwo:

 

 


 

 

Gram w zielone razem z Pinkcake.

 

 

 

Colcannon i mostek jagnięcy w ziołowej skorupce

 

 

 

Irlandii Północnej Dzień Świętego Patryka jest świętem katolickiej mniejszości. Dzisiaj zielono-biało-pomarańczowe flagi powiewają dumnie tam, gdzie zazwyczaj ich nie widać: w samym centrum Belfastu. W ten dzień to do rdzennie irlandzkiej ludności Irlandia należy w pełni. Ja, z racji tego, że pracuję w szkole zintegrowanej (dla Katolików i Protestantów) mam dzisiaj wolne i to nie tylko dzisiaj, jutro też. Mój mąż, który pracuje w firmie, której właścicielem jest Protestant musiał iść do pracy. Funkcjonują dzisiaj też wszystkie centra handlowe. Dzień jak co dzień dla większości, dla mniejszości czas, żeby dać o sobie znać, żeby się pokazać, żeby się bawić. Na paradę w samym Belfaście wybrałam się tylko raz w życiu - nie jest to impreza na którą chciałabym pójść jeszcze raz z dziećmi. Pooglądać sobie jest przyjemnie, ale trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Dzisiaj świętuję w domu typowo irlandzkim jedzeniem w dodatku na zielono. Skoro typowo to nie może się obyć bez spuds czyli ziemniaków. Jedną z najbardziej znanych irlandzkich potraw jest champ, czyli pure z ziemniaków z dodatkiem szczypiorku. Colcannon to bardzo podobne danie, tylko, że do pure dodaje się blanszowany jarmuż i masło. Szczypiorek też w tej potrawie może się znaleźć, można dodać też mleka lub śmietany. Colcannon jest idealnym dodatkiem do niezwykle popularnej w Irlandii jagnięciny. Owce stanowią nieodzowny element irlandzkiego krajobrazu: poletka poprzedzielane kamiennymi murkami, najzieleńsza na świecie trawa, ołowiane niebo i białe punkciki owiec jak tylko okiem sięgnąć.

Z takiej owieczki najbardziej lubię jeść i przyrządzać mostek. Kupuję mostki w całości (cały ma osiem żeberek, trzy- cztery to jedna porcja), już przygotowane do pieczenia, ale jeśli zdarzyłoby Wam się kupić nieprzygotowane, porośnięte tłuszczem, to polecam ten filmik, na którym obróbka wygląda bardzo prosto.

 

 


 

 

 

Ziołową skorupkę i sposób przygotowania podpatrzyłam u niezawodnego Gordona (tylko link, dość tych filmików).

 

Ugotowałam ziemniaki w lekko osolonej wodzie, jarmuż (100 g jarmużu na pół kilograma ziemniaków) zalałam wrzątkiem i gotowałam przez minutę, odcedziłam, zmiksowałam krótko (można rozdrobnić nożem) razem ze szczypiorem (z jednej cebuli). Kiedy ziemniaki się ugotowały odcedziłam, dodałam solidną łychę masła, ugniotłam, dodałam jarmuż, przyprawiłam solą i pieprzem, wymieszałam.

Na ziołową skorupkę (na jeden cały mostek) zmiksowałam kromkę chleba bez skórki razem z czterema łyżkami ziół (rozmaryn, pietruszka, kolendra), łyżką parmezanu i kilkoma kroplami oliwy. Mostek przyprawiłam solą morską i świeżo mielonym pieprzem, obsmażyłam na złoto na oliwie z oliwek, wstawiłam do gorącego piekarnika (200°) na osiem minut, wyciągnęłam, obtoczyłam w ziołach (w filmiku jest musztarda, nie dałam) i wsadziłam do piekarnika na kolejne cztery minuty, z czego połowę czasu mostek leżał pod grillem. Wyciągnęłam z piekarnika i odstawiłam do odpoczęcia na dziesięć minut. Pokroiłam na kotlety, podawałam na colcannon.

środa, 16 marca 2011

 

 

Z Widelcem po Azji

 

 

 

Dhal ze Sri Lanki

 

 

 

Kolejne danie wypatrzone w programie Ricka Steina Far Eastern Oddysey: dhal ze Sri Lanki. Dhal to nic innego jak ugotowana na wodzie łuskana soczewica z różnymi dodatkami. Ten dhal doprawiona jest tarką czyli usmażonymi na oleju przyprawami.

Miał być dhal kokosowy z liśćmi pandamu, ale miałam lekki problem z dostaniem tych liści. Z zamiarem ugotowania tego dania nosiłam się już dwa tygodnie i dwie niedziele z rzędu odwiedziłam mój ulubiony market azjatycki. Za pierwszym razem były liście, ale lekko podpleśniałe i zrezygnowałam, za drugim też były, ale pewnie jeszcze z poprzedniej partii, bo jeszcze bardziej zapleśniałe. Może to nie powinno było mi przeszkadzać, innym najwyraźniej nie przeszkadzało skoro od poprzedniego tygodnia tyle zniknęło. Przemiła pani powiedziała, że będzie dostawa w tym tygodniu, ale potem odnalazła mojego męża wśród półek i wręczyła mu ekstrakt z liści. Stwierdziłam, że skoro nic w liście nie mam zawijać, tylko je pokroić i wrzucić do tego dhala, to może ekstrakt nie będzie złym pomysłem, bo cierpliwości żeby czekać kolejny tydzień mi zabrakło. Następnym razem może się uda.

Spisałam z programu co do potrawy zostało dodane, ilości nie były podane, ale wydaje mi się, że w miarę poprawnie je oszacowałam.

 

 

 

Kokosowy dhal ze Sri Lanki

 

 

500 g czerwonej soczewicy łuskanej

900 ml wody

puszka mleka kokosowego

liście pandamu (a ze dwa) lub pół łyżeczki ekstraktu

czubata łyżeczka kurkumy

1 świeże zielone chili (u mnie wyszły, dałam 2 czerwone birdseye)

50 ml oleju roślinnego

łyżka ziaren gorczycy

łyżka ziaren kuminu (kmin rzymski)

łyżka mielonej kolendry

2 szalotki

pół główki czosnku

suszone czerwone chili (według upodobania, dałam dwie suszone birdseye), mogą być płatki

1 laska cynamonu

świeże liście curry (duże z 1 gałązki, ja miałam malutkie dałam z trzech)

sól

cukier palmowy lub trzcinowy (mój dodatek: do smaku)

sok z 1 limonki (mój dodatek)

4 pomidory

 

 

Soczewicę zalewamy wodą, dodajemy kurkumę i gotujemy na średnim ogniu do momentu aż soczewica wchłonie prawie całą wodę - to zajmuje tylko kilka minut. Lepiej wybrać do tego duży garnek, soczewica zwiększy swoją objętość, a poza tym lepiej się będzie w większym mieszało. Dodajemy mleko kokosowe, ekstrakt z pandamu i zielone chili, pokrojone w plasterki, zmniejszamy ogień. Na patelni rozgrzewamy olej, dodajemy zmiażdżony czosnek, posiekaną szalotkę, gorczycę, kumin, połamany cynamon, kolendrę, rozkruszone chili, liście curry. Smażymy parę minut aż zapach zrobi się naprawdę intensywny. Dodajemy tarkę do soczewicy, która powinna już być do tego momentu ugotowana (właściwie rozgotowana), dodajemy drobno pokrojone pomidory, mieszamy, doprawiamy solą, cukrem i sokiem z limonki, gotujemy tylko przez chwilę. Dhal smakuje fantastycznie nabierany na chlebek naan lub pitę.

Przepis dołączam do widelcowych podróży po Azji Ireny i Andrzeja.


wtorek, 15 marca 2011

 

 

 

wędzona ryba z ziemniakami pod bechamelem

 

 

 

Nie liczyłam, zresztą słusznie, na to, że dzieci zjedzą chowder. Z ryby, która mi została (około 250 g) i z dwóch niedużych ziemniaków zrobiłam zapiekankę. Można ją zrobić w dowolnych proporcjach, dać o wiele więcej ziemniaków i przełożyć rybą, tak jak w zwyczajnej zapiekance z ziemniaków. Ryba taka jak dorsz wędzona na zimno ma taką zaletę, że zachowuje strukturę i sprężystość świeżej ryby - wykorzystałam to i pokroiłam rybę cienko pod skosem - uzyskując plasterki mniej więcej tej samej wielkości co plasterki ziemniaków. Mogłam więc ułożyć ziemniaki (najpierw pokrojone w plasterki potem podgotowane) i rybę na przemian w płaskim naczyniu pod skosem. Zalałam sosem bechamel zrobionym z połowy ilości według tego przepisu. Posypałam tartym parmezanem i zapiekałam w piekarniku do momentu aż ser i bechamel ładnie się przypiekły.

To moja propozycja nr 2 do rybnej akcji Kingi.

poniedziałek, 14 marca 2011

 

 

 

chowder z wędzonego dorsza

 

 

 

Staram się co najmniej raz w tygodniu jeść rybę, od czasu do czasu mi wychodzi, od co najmniej miesiąca jestem bardzo grzeczna. Staram się też poszerzać repertuar rybnych dań, a były takie czasy kiedy ryba oznaczała dla mnie tylko rybę po grecku lub panierowaną - wiem, że dla wielu ryba po grecku też jest panierowana, ale nie dla mnie. Kiedyś pokażę Wam wersję mojej Babci Zosi. Wczoraj zrobiłam mój pierwszy w życiu chowder - z wędzonym dorszem i słodką kukurydzą. Absolutnie fantastyczna zupa, smakowałaby nawet tym, którzy wzdrygają się na dźwięk słów "zupa rybna".

Kupiłam pół kilograma wędzonego na zimno dorsza  i zrobiłam go na dwa sposoby, drugi pokażę Wam jutro. Przepis na chowder znalazłam na stronie BBC Good Food, zmieniłam proporcje i ciut zmodyfikowałam, podaję moją wersję, oryginał znajdziecie tu (klik).

 

 

Chowder z wędzonego dorsza

 

 

250 g fileta z wędzonego dorsza

1 por

4 średnie ziemniaki

mała puszka kukurydzy

liść laurowy

łyżka masła

2 ząbki czosnku

300 ml wody

300 ml mleka

gałązka tymianku

sól morska

pieprz

zielenina do posypania (u mnie szczypiorek)

 

 

Wodę doprowadzamy do wrzenia, wrzucamy do niej liść laurowy i rybę. Gotujemy przez dwie minuty, ściągamy z ognia i odstawiamy na pięć minut, wyciągamy rybę, zachowujemy płyn. Ziemniaki kroimy w drobną kostkę, por w plasterki, w garnku rozgrzewamy masło, dodajemy pokrojone warzywa razem z czosnkiem roztartym z łyżeczką soli morskiej. Obsmażamy, dodajemy wodę z ryby i tymianek. Kiedy warzywa są miękkie rozgniatamy je tłuczkiem, dolewamy mleko, dodajemy kukurydzę. Kiedy zupa znowu się zagotuje dodajemy rybę podzieloną na cząstki, gotujemy około dwóch minut doprawiamy do smaku.

 

Ten smaczny sposób na rybkę dołączam do rybnej akcji Kingi.


 
1 , 2 , 3