Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl
środa, 31 marca 2010

marynowana cytryna

 

 

Nie, to nie jest przejęzyczenie, nie będę pisała o kadrze narodowej marynowanych cytryn. Kdra to rodzaj tażina: bladego, delikatnie duszonego z dużą ilością słodkiej cebuli i z szafranem. Przepis na tą konkretną kdrę (dobrze, że to piszę a nie mówię) pchodzi z książki Clare Ferguson "A Taste of Morocco", książka ta zabiła mi przysłowiowego ćwieka, bo gdy ją dostałam, stwierdziłam, że wszystko z niej jest do zrobienia, po czym się okazało, że nie bardzo, gdyż do prawie wszystkich przepisów potrzebny jest sekretny składnik pod tytułem "marynowane cytryny." Możnaby oczywiście zrobić i bez, ale skoro użyte są w prawie każdym przepisie sugerowałoby to, że to jakiś ważny skretny składnik, bez którego odtworzenie oryginalnego smaku potrawy nie jest możliwe. Ale bądź tu człeku mądry jeśli nie wiesz jak smakują marynowane cytryny.

Książka odczekała więc parę miesięcy na półce, a cytrynki wpadły mi w ręce w supermarkecie podczas ostatnich zakupów. Stały sobie bidne, zakurzone słoiczki cytrynek (z dobrą datą :)) na dolnej półce wciśnięte między słoikami z sosami. Musiałam kupić.

Jak może smakować cytryna nafaszerowana solą i pieprzem i zamarynowana? Jeśli myślicie, że nieciekawie, to powiem, że się być może z prawdą szerokim łukiem nie mijacie. Nie pachnie zachęcająco, a surowej nie próbowałam. Ma podobną wartość smakową co szafran. Nie jestem w stanie wąchać szafranu w torebce, bo w ogóle dla mnie ładnie nie pachnie, nie żułabym sobie go suchego dla przyjemności, ale smakuje mi w potrawach. Tak samo jest właśnie z marynowanym cytrynami: dodają ciekawego smaku gotowej potrawie. Mają nawet dość do szafranu podobną nutę smakową i te dwa składniki w mojej kdrze szybko się odnalazły i połączyły.

Danie wyszło bardzo dobre i bardzo smakowało dorosłej części rodziny. Dzieci zjadły mięso ze smakiem, ale części sosowej nie bardzo chciały spróbować, jedzenie cieciorki chyba je przerosło. W sieci nie udało mi się odnaleźć wielu przepisów na kdrę, ale te które są, często zawierają migdały zamiast albo obok cieciorki i moja następna kdra na pewno będzie migdałowa.

 

 

kdra

 

 

Kdra z kurczaka z cieciorką

 

puszka cieciorki

1 marynowana cytryna

4 szczypty szafranu

1 łyżeczka soli morskiej

1.5 kg kurczaka

1 łyżeczka mielonego imbiru

1/2 łyżeczki kurkumy

2 łyżki klarowanego masła

2 garści zielonej pietruszki i kolendry

2 cebule

25 g ryżu

2 cytryny

 

Cieciorkę przesypujemy na sito, oblewamy wrzącą wodą i ściągamy skórki (tyle ile się da według autorki, według mnie wszystkie). Wydrążamy marynowaną cytrynę zachowując i pulpę i skórki. W moździerzu rozcieramy sól z szafranem. Nacieramy kurczaka połową szafranowej soli, imbirem, kurkumą, masłem i posiekanymi ziołami. Kurczaka, cebulę i pulpę z cytryn przekładamy do garnka, smażymy pod przykryciem przez 10 minut aż do zbrązowienia. Przewracamy kurczaka i dodajemy pokrojoną skórkę marynowanej cytryny i 350 ml wody. Dodajemy cieciorkę, przykrywamy, gotujemy 20 minut. Dodajemy ryż i gotujemy kolejne 20 min. Na koniec polewamy sokiem z dwóch niemarynowanych cytryn. Posypujemy pozostałą solą szafranową i odstawiamy na 5 min. Podajemy z kuskusem, ryżem lub chlebem.


 

wtorek, 30 marca 2010

 

 

torcik z mashmellows

 

 

Taki śmieszny torcik Synek miał na siódme urodziny. Zapomniał o tym, że zażyczył sobie zamek no i muszę powiedzieć, że odetchnęłam z ulgą, bo do takich przedsięwzięć to ja nie mam cierpliwości. Zapytałam jaki ma być i usłyszałam: taki z czekoladą na wierzchu i mashmellows i takim o czerwonym posypane i z bitą śmietaną w środku. Takie o czerwone miało być czekoladą. Stwierdziłam, że pierwsza część życzenia jest wykonalna, druga trochę mniej. Czerwona czekolada? Żeby biała czekolada zabarwiła się na czerwono trzeba w nią wlać tyle czerwonego barwnika, że robi się niesmaczna. A to chłopiec, żadnego odcieniu różu na wierzchu nie można ryzykować. No i co sama bita śmietana do środka?

Obyło się więc bez tego o czerwonego na wierzchu, a do środka powędrowały mashmellows z malinami. To wypełnienie okazało się być pysznym. Nie jestem fanką mashmellows, są za suche i za gumowate, ale w połączeniu z lekko zżelowanym syropem malinowym zrobiły się bardzo przyjemne i puchate, pyszne.


Biszkopt

 

(wg. Jamesa Martina)

200 g mąki

200 g miałkiego cukru

200 g miękkiego masła

4 jajka

2 płakie łyżeczki proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki esencji waniliowej

(w oryginale mąka samowznosząca się bez proszku)

 

Ucieramy masło z cukrem, dodajemy jajka, esencję, ucieramy, dodajemy mąkę i proszek (przesiane oczywiście). Pieczemy w temperaturze 180° przez 20 min (według przepisu, według mnie, a raczej mojego piekarnika: 160° i 35 min).

 

 

Mashmellow'owa masa

 

spora paczka średnich mashmellows

300 g mrożonych malin

2 łyżki brązowego cukru

2 płatki żelatyny

 

zostawiamy trochę pianek do dekoracji tortu

przyda się też trochę czekolady (300 g)


Maliny gotujemy z cukrem, przecieramy przez sito, podgrzewamy i dodajemy do nich namoczone uprzednio w zimnej wodzie płatki żelatyny. Studzimy, dodajemy mashmellows. Żelatyna pomaga malinom trzymać się mashmellows a nie wsiąkać w tort więc nie czekamy aż do zastygnięcia z nałożeniem, można to zrobić od razu.

 

Tort przekładamy mashmellow'ową masą, oblewamy czekoladą, posypujemy tym co zostało.

 


poniedziałek, 29 marca 2010

 

 

kulebiak z łososia

 

 

No i dzień nam się wydłużył i szanse na zdjęcia w świetle dziennym, nie tylko w niedzielę, się zwiększyły. Bardzo lubię wiosenne przesunięcie czasu, zawsze zmienia ono naszą rutynę tygodniową. Po powrocie mojego męża z pracy będzie jeszcze długo jasno, co znaczy powrót do prawie codziennych wspólnych wypadów nad morze. Wszyscy potrzebujemy więcej świeżego powietrza i ruchu ... a w dodatku idą Święta.

Jeszcze nie zastanawiałam się nad tym co będzie na stole, mam tylko mgliste wyobrażenia odnośnie słodkości. Dziś przydarzył mi się jednak świetny obiad, który okazuje się być fantastyczną propozycją świąteczną.

A przydarzył ten obiad się tak: Chora jestem znowu i z odczuwaniem intensywności smaków troszkę u mnie kiepsko. Rano zamieniałam serek twarożkowy homogenizowany śmietankowy na czosnkowy dosypując do niego soli, pieprzu i o dużo za dużo mielonego czosnku, nawet ja nie dałam rady go zjeść. Szkoda było jednak wyrzucić więc trafił do lodówki. Na łososia nie miałam konkretnego pomysłu, ale ten serek mi go podsunął. Czy znacie przepis Neli Rubinstein na kulebiaka? Nie jest to kulebiak w cieście drożdżowym tylko właśnie serowym. U mnie w domu kulebiak Neli to była potrawa właśnie Wielkanocna i w okolicy tych Świąt zawsze mi krąży po głowie, i chyba właśnie dlatego przyszło mi do głowy to danie. Łososia miałam już poporcjowanego dlatego zrobiłam cztery mini kulebiaczki, ale równie dobrze można zrobić jednego dużego z całego płata ryby (i to nie musi być łosoś). Oryginalny przepis na ciasto znajdziecie w książce "Kuchnia Neli" lub w necie, ja robiłam z pamięci i pewnie moje proporcje nie są dokładne, ponadto do ciasta nie dodawałam cukru i oczywiście czosnku i pieprzu w oryginale też nie znajdziecie.

 

 

Kulebiaczki z łososia w czosnkowym cieście


łosoś lub inna ryba

165 dkg mąki

125 g serka twarożkowego homogenizowanego

125 g masła

1 jajko

sól

pieprz

czosnek mielony

 

Jak już wiecie sól, pieprz i czosnek dodałam do serka. Nie wiem ile było tego czosnku, ale za dużo jak na serek, w cieście potem się zgubiła ta ilość i ciasto było delikatnie czosnkowe. Mąkę wymieszałam z grubsza z serkiem i drobno pokrojonym masłem, dodałam żółtko i szybko zagniotłam gładkie ciasto, zawinęłam je w folię i włożyłam na jakiś czas do lodówki. Rybę przyprawiłam solą i pieprzem, rozwałkowałam ciasto, zawinęłam w nie rybki, ozdobiłam, posmarowałam białkiem, ponakłuwałam (niepotrzebnie) i piekłam w 190° przez 25 min.

 

 

kulebiak z łososia

 

 

To było pyszne, naprawdę. Podawałam z cytryną i roszponką i muszę powiedzieć, że ta niepozorna sałata pasowała idealnie. Nic więcej tej potrawie nie potrzeba. Jakby ktoś się martwił, że tak słabo karmię rodzinę w niedzielę, to tylko dodam, że chwilę przed jedliśmy rosół, a chwilkę później tort urodzinowy Synka.

 

 

kulebiak z łososia

 

 

piątek, 26 marca 2010

Sama nie mogę w to uwierzyć, że jestem już od sześciu tygodni na diecie! To może brzmi przydługo, ale dodam, że osiągnięcie założonej wagi zajęło mi 3 tygodnie. Przy wzroście 168 cm ważyłam 65 kg, gruba może nie byłam, ale przeszkadzały mi fałdy, których nigdy wcześniej nie miałam i źle się czułam w swojej skórze. Przytyłam sześć kilogramów od czasu przyjazdu do Irlandii Północnej cztery lata temu (o przyczynach tycia pofilozofuję na końcu). Zgubienie właśnie tych sześciu północnoirlandzkich kilogramów było moim celem. Pierwszą fazę, fazę uderzeniową robiłam przez pięć dni, później przez 16 dni byłam w drugiej fazie (model 1/1), a dzisiaj mija 21 dzień trzeciej fazy. W pierwszym tygodniu schudłam 4 kg, w kolejnych dwóch po kilogramie. Jak wiecie trzecia faza ma za zadanie utrzymanie wagi i zapobieżenie efektowi jo-jo i ma trwać dziesięć dni na każdy utracony kilogram, hmm, ten trzeci etap okazał się dla mnie najbardziej kontrowersyjny.

Powrót do w miarę normalnego jedzenia był niejakim szokiem dla systemu, nagle zaczęło mi się wszystkiego chcieć. Nie brakowało mi chleba kiedy go nie mogłam jeść, ale gdy ugryzłam pierwszą kromkę to się nie potrafiłam opanować. Miałam wrażenie, że się niesamowicie napycham i że będzie katastrofa i na pewno duużo przytyję. Nie żałowałam sobie, ułożyłam sobie plan, ale dopiero pod koniec tygodnia i miałam poważne opory przed stanięciem na wadze. Bardzo się zdziwiłam gdy się okazało, że schudłam następny kilogram, siódmy. A potem wszystko się sypnęło. Z planu zostały nici bo się pochorowałam i nie mogłam jeść tego na co dieta pozwalała, tylko to co mogłam przełknąć. Mało to było dietetyczne, ale też i nie zawiele mogłam jeść. Byłam zbyt osłabiona, żeby zrobić proteinowy czwartek i go nie zrobiłam. Jednym słowem, drugi tydzień trzeciej fazy okazał się katastrofą, która na wadze nie odbiła się w najmniejszym stopniu. Skoro w sumie nie przestrzegałam diety przez prawie tydzień i nie przytyłam postanowiłam zaeksperymentować przez trzeci tydzień, który właśnie się kończy.

Muszę powiedzieć, że dość mi pasuje dieta trzeciej fazy, przynajmniej pewne jej wytyczne: dwie kromki chleba, plasterek sera, jedna porcja owoców, otręby. Tego się trzymam i nie wykraczam poza, ale codziennie jem posiłki skrobiowe i dwa razy w tygodniu jem posiłek 'ucztę'. Wczoraj, tak jak należy, zrobiłam sobie proteinowy czwartek. Efekt: waga stoi. Uff, ulga bo mogę robić jeden obiad dla wszystkich.

Ten mój nowy układ bardzo mi pasuje i w sumie myślę, że mogłabym go przyjąć jako styl odżywiania na zawsze. Rano przed wyjściem do pracy jem jogurt naturalny z otrębami, na drugie śniadanie kromkę z szynką i serem, na lunch sałatkę z dodatkiem jakichś protein, pomiędzy lunchem a obiadem jem owoc, na obiad coś skrobiowego (protein, jeśli są, więcej niż skrobii), na kolację druga kromka chleba. Zrobiło się więcej miejsca w moim jadłospisie na warzywa, co mnie cieszy. Staram się myśleć o tym co jem, ile tego jem i kiedy to jem. Ta dieta zmieniła moje myślenie. Wiem, że potrafię schudnąć, wiem dlaczego schudłam i mam nadzieję, że wiem jak tą nową wagę utrzymać.

Tylko czy wiem dlaczego przytyłam? Chyba tak. Kiedy tu przyjechałam odżywiałam się mniej więcej tak samo jak w Polsce, moje upodobania nie zmieniły się aż tak bardzo, ale zmienił się produkt. Podam wam tylko jeden przykład: zawsze myślałam, że zdrowo jest jeść jogurty owocowe i zawsze je uwielbiałam, dzień bez jogurtu był dniem straconym. Przeżyłam kiedyś mały szok kulturowy. Kupiłam sobie lokalnie produkowanego loda w kubku i jadłam go podczas lunchu, koleżanka z pracy jadła jogurt owocowy tej samej firmy w takim samym kubeczku. Porównałyśmy zawartość kaloryczną. Mój lód miał mniej kalorii niż jej jogurt! Tak samo jest tu z chlebem i innymi produktami, chleb pełnoziarnisty potrafi mieć więcej kalorii niż biały chleb. Jeśli produkt jest light to zdarza się, że mając mniej tłuszczu niż normalny ma więcej cukru. Bardzo uważnie czytam teraz wszystkie etykiety. No i już teraz wiem, że owoce tuczą.

Merci beaucoup Monsieur Dukan.

środa, 24 marca 2010

Lubię świeże zioła, lubię je jeść, lubię na nie patrzeć, lubię je mieć na parapecie. Nie wszystkie jednak lubią moją kuchnię i raczej nie zdarza się im urosnąć zanim zostaną zjedzone. Jednak to ziółko uczyniło dla mnie wyjątek i bardzo dobrze się ma pomimo, że podskubuję je niemiłosiernie. Kupuję je jako aromatyzowany tymianek, ale roślinka bardziej przypomina oregano niż tymianek. Różnica właściwie żadna, bo oregano to podobno dziki tymianek. Ziółko uratowało mój dzisiejszy obiad. W szawce tylko pełnoziarniste spaghetti, w lodówce tylko mielona wieprzowina ... a to nie jest mięso, które wybrałabym do makaronu. Popatrzyłam na parapet: kolendra, pietruszka, bazylia, szałwia, tymianek. Tymianek sprostałby zadaniu połączenia wieprzowiny z makaronem gdyby był czosnek, dużo czosnku. Czy połowa główki to dużo?

 

tymianek

 

 

Pełnoziarniste spaghetti z wieprzowiną i tymiankiem

 

Opakowanie brązowego, pełnoziarnistego makaronu

1/2 kg mielonej, chudej wieprzowiny

pół główki czosnku

kilka gałązek świeżego tymianku

puszka pomidorów

sok z połowy cytryny

sól, pieprz

parmezan do posypania

 

 

pełnoziarniste spaghetti z wieprzowiną i tymiankiem

 

 

Podsmażyłam mięso na patelni teflonowej bez oleju i bez cebulki, w końcu wciąż jestem na diecie. Dodałam zmiażdżony czosnek i kilka gałązek niby to tymianku, około sześciu, przyprawiłam solą i grubo mielonym pieprzem. Gdy mięso było gotowe dodałam pomidory, pogotowałam 2 minutki i jeszcze raz doprawiłam. Na koniec wcisnęłam sok z cytryny, bo nie ma to jak lekkość dodana cytryną. Podawałam z pełnoziarnistym spaghetti (taki krok w stronę zdrowszego odżywiania) i tartym na grubych oczkach parmezanem.

 

 

pełnoziarniste spaghetti z wieprzowiną i tymiankiem

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6