Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl
sobota, 31 grudnia 2011

 

 

 

Po raz pierwszy w mojej karierze blogowiczki zdobywam się na blogowe podsumowanie roku. Szczerze mówiąc to zanim odpaliłam komputer myślałam, że spojrzę jeszcze raz na to co tu namodziłam i z czystym sumieniem pożegnam się z Wami krótką i łzawą notatką w stylu: miło było ale na mnie już czas, idę łapać motyle gdzie indziej. Od dłuższego czasu myślę o tym żeby blogować tylko w jednym miejscu a tym miejscem z wielu przyczyn nie może być Galangal. Jednak dzisiaj kiedy przeglądałam wpisy z mijającego roku zdałam sobie sprawę, że wbrew temu co mi się wydaje to był dobry rok w moim blogowaniu. Może nie przybyło czytelników, może jest mniej komentarzy, ale to nie znaczy, że dla mnie ten rok nie był korzystny i niczego się tu nie nauczyłam. Owszem, nauczyłam się i co najważniejsze sama z tego bloga korzystałam.


Patrzę na wpisy z 2011 r. i widzę, że robię lepsze zdjęcia, że poszerzam zakres kulinarnych poszukiwań, nie uciekając od rodzimych smaków. Było smacznie w tym roku. Lubię próbować nowych rzeczy w kuchni, próbować nowych połączeń smaków i nowych technik, robię to na co dzień, nawet jeśli to nie jest widoczne na blogu, moja kuchnia dobrze odzwierciedla heraklitowe panta rei ... ale w tym roku pojawiło się na blogu trochę dań/smaków do których lubię wracać i wracam często, dań/smaków, które były w tym roku dla mnie nowością, a które weszły do mojego codziennego repertuaru. Blox nie dostarcza statystyk najczęściej wyświetlanych wpisów i nie wiem, czy te potrawy, które Wam dzisiaj chcę przypomnieć były wśród Was popularne. To są moje typy. Jest ich dziesięć, przedstawiam je w kolejności chronologicznej, trudno byłoby mi je uszeregować według tego jak bardzo je lubię lub ile razy je gotowałam. Kliknij na miniaturkę żeby przejśc do przepisu.

 

 





Toad in the hole (Ropucha w dziurze) to wyspiarski klasyk, połączenie Yorkshire pudding (pieczone, wyrośnięte ciasto naleśnikowe) i wyspiarskich kiełbasek. Moje dzieci uwielbiają irlandzkie kiełbaski i to jedna z ich ulubionych potraw z kiełbaskami w roli głównej. Tani, szybki obiad.

 

 

 

 

Kokosowy lankijski dhal to jedno z moich ulubionych egzotycznych dań, bardo aromatyczne, pyszne, sycące. Będzie smakowało nawet tym, którzy się zarzekają, że nie znoszą curry.

 

 



 

Niedźwiedzi czosnek i to co można z niego zrobic to absolutne odkrycie roku. Liście zmiksowane z solą i zatopione w oliwie to dopiero rarytas. Nie tylko mi posmakował, mój mąż mówi, że w następnym sezonie wytnie cały czosnek na Cave Hill!

 

 

 

 

Może to nie musi byc dokładnie taka sama sałatka, bardziej chodzi mi o to czym jest posypana: prażone ziarna słonecznika i dyni i grzanki na wierzchu - to od minionej wiosny sałatkowy mus.

 

 

 

 

Domowa wędzarnia zrobiona z puszki to absolutny hit roku. Wędziłam mięso, ryby, ale najbardziej smakują mi świeże wędzone krewetki. Przekonałabym nimi każdego, kto od nich do tej pory stronił.

 

 

 

 

Lemon drizzle cake nauczyła się piec moja córeczka Madzia i piecze go dośc często. Pyszne ciasto, dla mnie podwójnie w jej wykonaniu. Polecam tym, którzy normalnie od ucieranych ciast stronią, cytrynowa, chrupiąca skórka na wierzchu jest doskonała!

 

 


 

 

Może danie nie wygląda tak kolorowo jak lubię, ale smak jest niesamowity: połączenie cieciorki z cytryną, ziołami i kurczakiem to połączenie, że ho ho. Bardzo aromatyczne i soczyste danie. Moje obecnie ulubione kurczakowe danie.

 

 

 

 

Tabbouleh. W tym roku zjadłam więcej kaszy kuskus i bulgur niż w całym swoim życiu. Obie w połączeniu z dużą ilością cytryny, ziół i oliwy z oliwek są już dla mnie doskonałymi sałatkami, ale inne dodatki też są mile widziane.

 

 

 

 

Jajecznica z kwiatem muszkatołowca i szczypiorkiem. Od momentu kiedy ją opublikowałam nie zrobiłam sobie innej! Uwielbiam tą wersję.

 

 

 

Tak, wiem że to mój ostatni wpis, ale zważywszy na to ile litrów tego grzańca z soku jabłkowego ostatnio wypiliśmy - musiał się tu znaleźc!

 

Było jeszcze dużo innych pyszności, ale to właśnie te biły rekordy powtarzalności w moim domu. Ciekawe czy ugotowaliście którekolwiek z nich? Ciekawe jak bardzo różni się gust autorki tego bloga od jego czytelników?

 

Moi drodzy życzę Wam wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku! Bądźcie zdrowi i niech Wam Bóg błogosławi! Bawcie się dobrze dziś wieczorem ale obudźcie się jutro z jasnym umysłem i nadzieją na dużo dobrych zmian w Nowym Roku.

Zaglądajcie też na Galangal póki jest, zmiany się szykują, ale mam nadzieję, że będą one na lepsze. Na razie troszkę sobie odpoczywamy od siebie, ja i Galangal. Nowe wpisy wciąż pojawiają się na Nobleva's Table, czytających po angielsku zapraszam do lektury, nieczytających do pooglądania. Bywajcie! 


18:56, nobleva
Link Komentarze (17) »
piątek, 23 grudnia 2011

 

 

 

grzaniec z soku jabłkowego

 

 

Podobny jabłkowy grzaniec piliśmy parę tygodni temu u nowo poznanych znajomych. Prostota i smak po prostu mnie zachwyciły. Zrobienie takiego grzańca nie kosztuje wiele zachodu a efekt jest doskonały. Tamten, który piliśmy był po prostu podgrzanym sokiem jabłkowym z dodatkiem cynamonu i kawałkami jabłek - ale i tak już bardzo świątecznie smakował, ale i tak do swojego dorzuciłam kilka jeszcze bardziej świątecznych przypraw. Oprócz cynamonu (laska plus łyżeczka mielonego) dodałam gwiazdkę anyżową, kilka goździków, odrobinkę gałki muszkatołowej, plasterki jabłek i pomarańczy. Sok trochę rozrzedziłam, bo był za kwaśny (do litra soku dodałam pół litra wody), dosłodziłam miodem do smaku. Sok z przyprawami należy doprowadzić do prawie wrzenia i odstawić na chwilę do naciągnięcia smakiem przypraw.

Jeśli nie lubicie kompotu z suszu to może jest to dla Was alternatywa? U mnie kompot będzie jutro tak czy inaczej, a tego grzańca popijam w międzyczasie - powoli zaczynając się krzątać po domu. Odpowiednia muzyczka i kieliszek takiego aromatu i niestraszne godziny prac domowych, które mam przed sobą.

 

Wesołych Świąt drodzy czytelnicy!

środa, 21 grudnia 2011

 

 

 

bigos

 

 

 

Rok temu pisałam o moim ulubionym przepisie na bigos (link do wpisu), takim w śliwkowo-winno-grzybowej tonacji. W tym roku smażę inny, bardziej w guście mojego męża: lżejszy, łagodniejszy, z niewielkim dodatkiem pomidorów. Musicie mi wybaczyć brak zdjęcia, ale bigos jeszcze nie jest gotowy. W tamtym roku zamieściłam zdjęcie niedokończonego bigosu i nie wyglądał nawet w połowie tak apetycznie jak gotowy. Tym razem chciałabym tego uniknąć, więc jest bez zdjęcia bigosu, bo przecież nie będę w Święta biegała z aparatem i szukała światła; no a poza tym komu potrzebna musztarda po obiedzie. Proszę żebyście zadowolili się zdjęciem surowej kapusty i listków laurowych prosto z drzewka ... lekko pomidorowy bigos chyba nie jest wyzwaniem dla wyobraźni?

Proporcje jak w poprzednim przepisie dwuosobowe, ale kto wie, może któreś z dzieci w tym roku się przełamie?

 

 

Bigos II

 

słoik kapusty kiszonej

niewielka główka słodkiej kapusty

około 60 ml przecieru pomidorowego (passaty)

2 listki laurowe (świeże)

2 cebule

150 g wędzonego bekonu (lub boczku)

upieczona polędwica wieprzowa (niezbyt duża)

sól i pieprz

po kilka ziarenek ziela angielskiego i jałowca, mielony kminek

kapka oleju

 

 

Jak widzicie bigos w dość okrojonej, w porównaniu do poprzedniego przepisu, wersji, bez wina, bez grzybów, a to dlatego, że chcę żeby był trochę lżejszy - o ile to może być odpowiedni epitet pod adresem bigosu. Tym o wrażliwym układzie trawiennym polecam aby pokierowali się radą mojego Taty i nie dodawali do bigosu ani wywaru z mięsa, ani mięsa nie smażyli, lecz go wcześniej upiekli i dodali już upieczone do kapusty. To szczegół, ale może wyeliminować konieczność łykania różnorakich pastylek. Wieprzowina to mało politycznie poprawne mięso jako dodatek do potrawy myśliwych, ale dla wielu najbardziej oczywisty. Kiełbasa jest zawsze opcją, ale ja jej w bigosie nie toleruję, zamiast tego wrzucam wędzony bekon.

W tym roku obróbka wstępna, czyli ugotowanie kapusty odbyło się w ekspresowym tempie, wszystko dzięki szybkowarowi, który dostałam od Oleju Kujawskiego za udział w zabawie Gotujemy Po Polsku. Wow. Kapusta słodka gotowała się trzy minuty (ale pewnie po dwóch była gotowa!) a kiszona (lekko miękka ze słoika) w minutę. Ledwo poszatkowałam kapustę a już mogłam zacząć smażyć bigos!

Kapustę ugotowałam (kiszoną i słodką osobno) razem z listkami laurowymi i zielem angielskim, zachowałam wodę z gotowania kapusty kiszonej, aby później podlewać bigos. Mięso upiekłam przyprawione solą i pieprzem. W dużym garnku rozgrzałam trochę oleju, dodałam grubo posiekaną cebulę, zeszkliłam, dodałam odcedzoną kapustę, przyprawy, przecier, posiekany bekon, pokrojoną w kostkę polędwicę. Smażył się wczoraj dwie godziny, już jest smaczny, ale będzie się jeszcze smażył przez dwa dni po dwie godziny, później idzie do lodówki, a przed pierwszym podaniem jeszcze się godzinkę pogrzeje. W międzyczasie będę podlewała sokiem, ewentualnie przecierem no i oczywiście skoryguję doprawienie.

wtorek, 13 grudnia 2011

 

 

 

brama paczkowska

 

 

Oryginalna Brama Paczkowska stoi w Ziębicach na Dolnym Śląsku, gdzie przez kilkanaście lat mieszkałam i skąd pochodzi rodzina mojego męża. Brama powstała jeszcze w czternastym wieku, staruszka więc z niej szacowna. Ostatnio bardzo podupadła na zdrowiu; nie służy jej ruch uliczny i potrzebna jest szybka interwencja chirurgiczna, żeby ją ocalić. Mam nadzieję, że będzie jeszcze stała kiedy następnym razem tam będę!

Muzeum Sprzętu Gospodarstwa Domowego to jedyne tego typu muzeum w Polsce, niejeden kulinarny blogowicz byłby zachwycony salą poświęconą kuchni. Ktoś w tym muzeum wpadł na znakomity pomysł wypuszczenia serii wyciskanych foremek do pierników: repliki oryginalnych foremek znajdujących się w Muzeum, a także takie z Bramą Paczkowską. Foremki wraz z cenami można obejrzeć na stronie muzeum (www.muzeumziebice.pl).

Brama Paczkowska od razu przypadła mi do gustu i mam zarówno ją jak i choineczkę dzięki mojej teściowej, która mi je przysłała. Do foremek dołączony był przepis na pierniczki.

Dwa razy robiłam podejście do nich. Oj nie jest to łatwa sztuka! Nie dziwię się, że takie foremki zostały wyparte przez foremki wycinające! Trzeba się nawałkować i nagimnastykować, ale jest też przy tym kupę zabawy. Moje pierwsze podejście zakończyło się fiaskiem: wykorzystałam załączony przepis zmieniając proporcje wszystkiego o połowę, ale nie wiedzieć czemu sypnęłam sody jak do całości. Nie były złe w smaku, ale urosły i przez to bramy i choinki straciły wzorek; poza tym dzieci uznały, że te co piekłam w poprzednich latach były smaczniejsze. Upiekłam więc jeszcze raz tym razem tak jak już od kilku lat z przepisu koleżanki Ptasi. To świetny przepis, pierniczki nie dość, że pyszne to jeszcze znakomicie zachowują kształt. Polecam!

 

 

 

brama paczkowska

 

 

Zarówno bramy jak i wszystkie inne wykrawane cuda będziemy dzisiaj dekorować no i może jeszcze dziś powędrują na choinkę, której jeszcze nie ma. No a jakbyście przejeżdżali przez Dolny Śląsk to już wiecie gdzie się udać ;)

 

 

sobota, 10 grudnia 2011

 

 

 

Spaghetti z owocami morza

 

 

 

Nie gotowałam nigdy nic z langustynkami (w Irlandii nikt ich tak nie nazywa, to po prostu Dublin Bay Prawns), to moje pierwsze podejście do nich i nie będę się tutaj picowała, że jestem mistrzynią w ich przygotowaniu; pozwolę sobie jednak kilka słów o tym daniu napisać.

Dostałam dzisiaj od pana na targu rybnym cztery langustynki, za darmo, wręczone z uśmiechem i życzeniem Wesołych Świąt. Ruszały jeszcze wąsami w białej siateczce. Cztery langustynki  - to wystarczy żeby poczuć smak.

Obrałam ogonki, skorupki, głowy i kleszcze zalałam 200 ml białego wina, dodałam młody listek laurowy, pogotowałam chwilę, odstawiłam do naciągnięcia smakiem, odcedziłam. Do płynu dodałam pokrojony w kostkę pomidor bez skóry i pestek, podgotowałam, potem na tym wywarze ugotowałam mule (o gotowaniu muli tutaj). Całość przyprawiłam solą, pieprzem i sokiem z cytryny, dodałam trochę masła. Ogonki langustynek usmażyłam osobno na maśle. Małże wymieszałam ze spaghetti, na wierzch położyłam ogonki, posypałam świeżą kolendrą i czili. No i jeszcze położyłam na wierzch kleszcze dla ozdoby.

Albo lubi się owoce morza albo nie. Ja lubię. Lubię smak morza: delikatne małże i słodkie mięso langustynek; ale wiem, że dla wielu osób już same w sobie ryby są nie do przejścia. Ale może znajdą się wśród moich czytelników fani?

 
1 , 2