Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl
środa, 30 grudnia 2009

Wszystkim czytelnikom mojego bloga

Życzę w Nowym Roku:

Samych szczęśliwych dni

Zdrowia dla Was i Waszych bliskich

Radości i Miłości

i

Inspiracji, choć nie tylko kulinarnych


Ewa




21:58, nobleva
Link Komentarze (2) »
wtorek, 29 grudnia 2009

 

curry rybne

 

Zachciało mi się czegoś lekkiego i delikatnego, ale jednocześnie pikantnego i aromatycznego. Stanęło na curry z ryby. Białe delikatne mięso dorsza, otulone gładkim słodkawym sosem z mleka kokosowego, przecięte ostrym smakiem chili, imbiru i czosnku, miły dla podniebienia balans. Przy tym danie nieskomplikowane, niewymagające wielu niecodziennych składników. Świetne dla początkujących curry-żerców i rybo-żerców.

 

Najprostsze curry z ryby

dowolna ilość filetów z dorsza lub innej białej, zwartej ryby

puszka mleka kokosowego

1/2 łużeczki kurkumy

1 łyżka cukru palmowego lub trzcinowego

szklanka bulionu z kurczaka lub rybnego

3 łyżki sosu rybnego (lub 1 łyżeczka pasty krewetkowej)

2,5 cm korzenia imbiru startego lub posiekanego

2 małe chili bez pestek, posiekane

3 zmiażdżone ząbki czosnku

sok z 1 limonki lub 1/2 cytryny

Można tu troszeczkę pożonglować składnikami. Najistotniejsze dla przepisu jest mleko kokosowe, ono nadaję główną nutę smakową temu curry: słodką i aksamitną. Dobrze jest dodać jeszcze: coś słodkiego, stąd cukier; coś kwaśnego, stąd limonka (trawa cytrynowa byłaby świetna); coś słonego i rybiego: bulion, sos rybny, pasta z krewetek; coś pikantnego: chili, imbir, czosnek. Jakie składniki dobierzemy i w jakich proporcjach to nie jest kwestia przepisu tylko upodobań, dlatego podane przeze mnie proporcje nie są proporcjami idealnymi tylko orientacyjnymi.

Czosnek, chili i imbir smażymy na niewielkiej ilości tłuszczu, po chwili dodajemy pastę z krewetek lub sos rybny. Smażymy chwilę, dolewamy mleko kokosowe, bulion, sok z limonki, dodajemy cukier, kurkumę. Gotujemy aż do momentu gdy sos zgęstnieje. Sprawdzamy, czy nie trzeba doprawić. Dodajemy rybę pokrojoną w 2,5 cm kostkę. Gotujemy rybę w sosie najwyżej 3 minuty, inaczej będzie się rozwalała i z curry zrobi nam się rybia potrawka. Zapewniam, że po 3 minutach dorsz będzie bardzo ugotowany.

poniedziałek, 28 grudnia 2009

 

 

pierś kaczki

 

 

Pisałam jakiś czas temu na moim drugim blogu, o świątecznym obiedzie na który się wybrałam z ludźmi z pracy. Jadłam wtedy to właśnie danie i niezmiernie mi smakowało, postanowiłam odtworzyć je na Święta. Udało się dopiero po Świętach, ale dobrze się złożyło bo mieliśmy wczoraj gościa na obiedzie (puszczam Ci oczko jeśli czytasz). Sos żurawinowy wyszedł mi ciut gorszy niż w oryginale, bo nie dodawałam owoców leśnych i właśnie tego mi brakowało, ale kaczka za to usmażona dokładnie tak jak chciałam no i warzywa były bardziej według mojego upodobania. Irlandczycy mają coś nie tak z gotowaniem warzyw: albo są tak rozgotowane, że się rozlatują, albo tak twarde, że się widelca nie da wbić. Pojęcie al dente, ale po ugotowanej stronie nie istnieje(przynajmniej w miejscach gdzie jadłam). Kaczka na zdjęciu może się komuś wydać zbyt różowa, ale taką właśnie lubię, reszta towarzystwa jadła tylko lekko różową.

 


Kaczka w sosie żurawinowym

 

filety z kaczej piersi

sól i pieprz

150 g świeżej żurawiny

100 ml porto

2 czubate łyżki brązowego cukru

łyżeczka cynamonu

opcja: garść mrożonych owoców leśnych


Kaczce niewiele potrzeba, pierś jest najbardziej aromatyczną częścią tego ptaka i ma w sobie tyle smaku, że oprócz soli i pieprzu nic nie potrzebuje. Nacinamy jej skórę w romby, dość gęsto i przyprawiamy. Rozgrzewamy patelnię, ale nie dajemy na nią tłuszczu. Filety kładziemy skórą w dół, w ten sposób tłuszcz się będzie wytapiał, kaczka smażyła, a skórka stawała się chrupiąca. Czas smażenia oczywiście zależy od tego jak wysmażone lubimy mięso. Pierś kaczki jest mięsem czerwonym i tak je można traktować to nie kurczak, który musi być całkowicie upieczony, żeby był bezpieczny. Moją, bardzo różową, smażyłam 8 minut skórą do dołu, 3 odwróconą i odstawiłam ją na pięć minut, żeby odpoczęła.* Reszte filetów smażyłam skórą do dołu 10 min, odwróconą 4 i wsadziłam jeszcze do gorącego piekarnika na 5 min a potem jeszcze kilka min odpoczywały. Sos robiłam troszeczkę wcześniej i tylko go odgrzałam przed obiadem. Wrzuciłam na patelnię żurawinę, cukier i połowę porto i gotowałam do momentu aż wszystkie żurawiny popękały, troszkę im pomagając drewnianą łyżką. Dodałam resztę porto i cynamon i gotowałam dwie, trzy minutki. Przetarłam przez sito, bo chciałam uzyskać gładki sos, choć tradycyjnie sos żurawinowy raczej przypomina drzem na ciepło. Na patelnię z resztkami wlałam dwie chlapki wrzątku zeskrobałam wszystko i dodałam do przecieranej żurawiny. Podawałam jak widać z pure z ziemniaków i warzywami po polsku czyli ze smażoną bułką tartą.

 


pierś kaczki

 

 

*Właściwie nie wiem jak fachowo po polsku określa się proces odpoczywania mięsa, ale rozumiem proces. W czasie smażenia lub pieczenia włókna mięsa kurczą się wypuszczając z siebie soki, które uciekają jak najdalej od źródła ciepła, czyli w kierunku środka mięsa. Jeśli ściągniemy mięso z patelni i od razu pokroimy, te wszystkie uwolnione soki wypłyną z mięsa zostawiając je suchym. Jeśli natomiast po wyciągnięciu z piekarnika lub z patelni odstawimy mięso w ciepłe miejsce to powoli włókna zaczną się rozprężać na nowo wsiąkając soki. Przy tak małej porcji mięsa jak pierś z kaczki cokolwiek ponad pięć minut wystarczy, ale przy większych sztukach powinno to być od 10 do 20 minut.

Tagi: kaczka sosy
18:42, nobleva , mięsa
Link Komentarze (7) »
niedziela, 27 grudnia 2009

 

 

christmas cake

 

 

Dojadamy końcówki Świątecznych ciast. Dzisiaj, kiedy już zniknęła konkurencja w postaci śledzi i pierogów z kapustą, smakują znacznie lepiej. Wszyscy mamy po Świętach podwyższony poziom cukru i dzisiaj czegoś słodkiego bardzo nam się chce. Pierwsze słowa mojego synka wypowiedziane dzisiaj do mnie, to czy jest jeszcze to czarne ciasto w paski, chodziło mu oczywiście o makowca, akurat wystarczyło na malutką porcyjkę dla każdego po śniadaniu. O ciasto, które tutaj prezentuje, dzieci się nie prosiły, nie przepadają za rodzynkami i suszonymi owocami. Dla mnie jest ono tym ciastem. Z Bożym narodzeniem kojarzą mi się właśnie bogate ciasta i keksy, pełne rodzynek i orzechów za którymi przepadam. To ciacho jest wyśmienite, troszkę czasochłonne, ale bardzo satysfakcjonujące. Przepis znalazłam w grudniowym czasopiśmie Good Food, bardzo przemówiły mi do wyobraźni składniki, ale szkoda, że nie przeczytałam sposobu przygotowania wcześniej, upiekłabym je wcześniej, zamiast blokować sobie piekarnik na dwie godziny w Wigilię rano.

 


christmas cake

 

 

Świąteczne ciasto

 

200 g ciemnego cukru muscovado

175 g masła

700 g luksusowa mieszanka suszonych owoców*

50 g kandyzowanych wiśni

2 łyżeczki startego, świeżego imbiru

skórka otarta i sok z 1 pomarańczy

100 ml ciemnego rumu, brandy, lub soku pomarańczowego**

85 g posiekanych orzeszków pecan***

3 duże roztrzepane jajka

85 g mielonych migdałów

200 g mąki pszennej

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

łyżeczka przyprawy do piernika

łyżeczka cynamonu


*luksusowa, na wyspach najczęściej składa się z: rodzynek, sułtanek, morel, ananasa, wiśni, skórki z pomarańczy. Mieszanka jest wilgotna, dlatego używając suchych owoców trzeba je najpierw nasączyć. Ja użyłam 500 g i ciasto było bardzo owocowe.

** dodałam porto i to był dobry wybór

*** dałam włoskie, orzechy powinny być posiekane z grubsza


Cukier, masło, suszone owoce, wiśnie, imbir, skórkę i sok pomarańczowy wsypujemy do garnka, zalewamy alkoholem lub dodatkowym sokiem i doprowadzamy powoli do wrzenia. Gotujemy odkryte, na wolnym ogniu przez dziesięć minut, mieszając, aby mieszanka nie przywarła do garnka. Studzimy pół godziny po czym dodajemy orzechy, jajka, mielone migdały, przesianą mąkę, proszek do pieczenia i przyprawy. Mieszamy delikatnie, ale dokładnie. Przelewamy do tortownicy (20 cm) i pieczemy najpierw 45 min w temp. 150° (w piekarniku z nawiewem 130°) a później jeszcze od 1 do 1i1/4 h w temp. 140° (120° z nawiewem). Ciasto jest gotowe, gdy patyczek wbity w ciasto wychodzi suchy. Ciasto bez lukru przetrwa zawinięte w folię nawet dwa miesiące. Ja ciasta nie lukrowałam tylko obłożyłam marcepanem (gotowy rozwałkowany Dr Oetkera).


wtorek, 22 grudnia 2009

Kochani wyłączam się na Święta. Nie tylko po to żeby przepaść w czeluściach kuchennych i wypucować dom, bo to się wydarzy i wydarzyłoby się bez względu na ilość czasu spędzoną przed ekranem komputera, ale po to by zacząć przeżywać te Święta. Nie o jedzenie przecież tu chodzi, choć miło, że jest i że są nasze ukochane tradycyjne potrawy, nie chodzi też o to by miło spędzić czas z rodziną. Tak dobrze być razem, dobrze jest otoczyć się w tym czasie bliskimi i obdarować ich prezentami. Często się słyszy, że Boże Narodzenie to czas dawania i miłości. Wystarczy włączyć, czarne pudełko, pardon, czarną deskę i o jaka metamorfoza: same ckliwe filmy o miłości i dawaniu siebie. Tym samym karmione są dzieci: Święta to czas dawania siebie. A mnie w środku wszystko krzyczy: NIE!!!!! Święta nie są ani trochę o mnie i o Tobie. Nie ważne jak dobrzy jesteśmy dla siebie, ile czasu sobie poświęcimy, czym się obdarujemy i jak mocno się przytulimy. Świętujemy przecież narodzenie Zbawcy, kogoś kto przyszedł na świat po to, żeby za nas umrzeć, żebyśmy mogli żyć. A my lubimy go zepchać do roli lalki w szopkowym żłóbku i śpiewać kołysanki. Tak tak, pośpij sobie dziecino, a my sobie poświętujemy.

Chcę Wam życzyć aby Wasze Święta były czasem dawania i miłowania skierowanym ku bliskim i ku Temu Który Jest.

A teraz, jak już przetrwaliście kazanie i życzenia posłuchajcie tego:


12:22, nobleva
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4