Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl
sobota, 27 lutego 2010

Dzisiaj zaczynam trzeci tydzień, zachęcona pierwszym i drugim. Do wczoraj nie byłam wcale pewna czy jestem zadowolona z tego drugiego tygodnia. Tydzień temu w podsumowaniu napisałam, że spadłam 4 kg, a zaraz potem waga zaczęła mi skakać, niewiele, bo pół kilograma w tę i we wtę, ale było to dość zniechęcające. Przez chwilę już myślałam, że mój organizm oszalał i zaczął wyciągać z jedzenia urojone kalorie. Z drugiej zaś strony czułam wyraźnie po ubraniach, że schudłam, ale nie było odzwierciedlenia na wadze. Dopiero wczoraj rano stanęłam na wadze i ... ważyłam kolejny kilogram mniej! To, zdaje się był ten zasadniczy kilogram, dlatego, że nagle wszyscy zauważyli, że schudłam i chcieli wiedzieć co robię. Musiałam tyle razy opowiadać o fazach Dukana i tyle razy ludzie pytali mnie o przepisy, że chyba w końcu wezmę się za to, co mi chodzi po głowie od dawna.

Mój drugi blog Nobleva's Table stoi pusty od jakiegoś czasu, gdzieś w tyle głowy świtała mi jakaś koncepcja, ale nigdy się nie wyklarowała. Miał to być anglojęzyczny blog pisany głównie z myślą o moich anglojęzycznych znajomych. Dlaczego więc nie pisać na nim o diecie proteinowej, skoro wszystkich tak to żywo interesuje. Mam zamiar się zabrać za to, ale w wolnym tempie i bez szaleństw. Jeśli sobie myślicie teraz: dziewczyno, przecież nie będziesz zawsze na diecie .... to przypominam, że na diecie, raz w tygodniu, będę już całe życie.

Cóż rozpoczynam dzisiaj trzeci tydzień diety. Jeśli w tym tygodniu zrzucę też kilogram to będzie to równało się osiągnięciu minimum: zrzuceniu północnoirlandzkich kilogramów. Nie wiem czy na tym poprzestanę, może, skoro tak dobrze idzie, dojdę do swojej wagi idealnej, a to jeszcze tylko dwa kilogramy niżej. Jednego jestem pewna: na Wielkanoc chcę już być w trzeciej fazie diety.

piątek, 26 lutego 2010

 

 

indyk i coleslaw

 

 

Był już niby burger zawinięty sałatę (tu), a teraz burger w którym role zupełnie się odwróciły i to, co jest zawsze sednem i zawsze w centrum, tym razem jest otoczką. Inspiracją do tego dania był ten kawałek grillowanego indyka, który widzicie na zdjęciu. Po ugrillowaniu na patelni grillowej kawałek piersi z indyka zamienił się w ładną, rumianą, okrągłą bułeczkę. Taki kawałek, niegdyś, wylądowałby pomiędzy dwoma połówkami bułki z dużą ilością sałaty, ale dzisiaj z racji diety stało się zupełnie inaczej. Skoro indyk wyglądał jak bułka, bułką się stał. Nie wypełniłam go sałatą (bo trawy to ja się dzisiaj najadłam za wszystkie czasy, ale o tym jutro) tylko dietetycznym kolesławem.


Indyk z  dietetycznym kolesławem

 

grillowany indyk:

filet z indyka

sól i pieprz

pieprz cayenne

 

kolesław:

ilość składników według potrzeb i upodobań

kapusta

marchewka

cebula

sok z cytryny

jogurt naturalny

serek twarożkowy (opcjonalnie)

musztarda

sól i pieprz

 

Pierś z indyka przyprawiamy i wrzucamy na patelnię do grillowania. Ważne jest, żeby patelnia była maksymalnie rozgrzana, wtedy indyk, którego nie smarujemy żadnym tłuszczem, nie przyklei się do patelni. Czas grillowania zależy od grubości fileta. Ja sprawdzam drób na dotyk, jeśli nie "tańczy" pod uciskiem to jest gotowy. W razie wątpliwości można przełożyć fileta do piekarnika, żeby doszedł. Żeby zrobić sałatkę wystarczy zetrzeć marchew na grubych oczkach, posiekać szalotkę i poszatkować kapustę, a potem połączyć wszystkie składniki. Ostrożnie z musztardą, ma ona w połączeniu z jogurtem i serkiem zastąpić majonez, ale może łatwo zdominować sałatkę.Kolesław musi być solidnie przyprwiony, żeby był dobry, dlatego osobom, które całkiem pożegnały się z solą na diecie radzę zastąpić kolesław inną sałatką.

Przekładamy rozkrojony filet z indyka kolesławem i jemy.

czwartek, 25 lutego 2010

 

kremowy indyk

 

 

Mam słabość do kremowych dań: do połączenia wina, śmietany, gałki, grzybków i szpinaku. Wszystkie dania, które robiłam podczas diety z użyciem philadelphi udowodniły mi, że ten serek świetnie zastępuje śmietanę i daje efekt bardzo podobny, ba o ile zdrowszy, niż tłusta śmietanka. Jedząc jednak to tanie miałam poczucie, że może tu jest coś nie tak, że to nie możliwe, może dane z opakowania nie są prawdziwe i jest to zwykły tłusty ser. Jednak do tej pory Philadelphia Extra Light była najlżejszym serkiem ze wszyskich, które widziałam w marketach. Wczoraj wieczorem znalazłam jednak serki, przy których ten wyżej wspomniany to dietetyczna zmora, jeszcze nic z nim nie gotowałam i nie wiem jak się spisze, ale dzisiaj ostatni, w razie sukcesu nowego serka, wpis z philadelphią.

 

Kremowy indyk ze szpinakiem, grzybkami i chili w tle

 

solidny plaster piersi z indyka

garść małych pieczarek

dowolna ilość szpinaku

pół szalotki

szczypta soli i pieprzu

szczypta chili (u mnie mały kawałek świeżego)

gałka muszkatołowa

75 ml białego wina

około 70 g serka typu philadelphia

50 ml chudego mleka

 

Szalotkę siekamy i dusimy pod przykryciem, na bardzo wolnym ogniu razem z winem, dodajemy pokrojone w kostkę mięso i pieczarki oraz sól i pieprz. Mięso możnaby wcześniej zarumienić na patelni grillowej jeśli nam zależy na ładniejszym wyglądzie dania lub po prostu mamy na to czas, danie na pewno zyskałoby na tym i w wyglądzie i w smaku. Ja jednak byłam na granicy duuużego głodu i nie miałam na to czasu. Dusimy pieczarki i mięso do momentu aż indyk będzie prawie gotowy, wtedy dodajemy serek, mleko i chili. Mieszamy aby połączyły się w gładki sos, dodajemy szpinak, a gdy zwiędnie doprawiamy gałką muszkatołową i danie jest gotowe.


środa, 24 lutego 2010

 

 

babeczki twarogowe z ziołami

 

 

Mafilka zaproponowała parę dni temu świetne babeczki z twarożku na słodko. To jest genialny pomysł na urozmaicenie proteinowego menu i przy okazji przemycenie otrąb. Nie mówiąc już o tym, że to ... po prostu deser, bardzo zdrowy i nietuczący!

Wykorzystałam pomysł Mafilki, ale na "słono". Niestety prawdziwego twarożku odchudzonego nie miałam i musiałam się zadowolić tym co mam dostępne, czyli philadelphią, co miało wpływ na konsystencję babeczek, bo były bardzo delikatne i puszyste, ale przez to też, nie mając się czego "trzymać" szybko oklapły. Ale co ja tu się o wadach mojego wyrobu rozpisuję, każdy widzi, że to nie Wieże Eiffel'a ... natomiast w smaku były znakomite: puszyste, leciutkie o wyraźnym smaku sera i ziół. Połączyłam zioła, których wcześniej bym nie dodała do jednej potrawy: szczypiorek nigdy nie wydawał mi się dobrym towarzyszem dla bazylii i oregano, a szałwia wydawała mi się zbyt dominującym ziołem do niemięsnego dania ... a jednak połączenie ziół dało bardzo smaczny efekt, a ich indywidualne smaki połączyły się w jeden ... ziołowy. Tak jak w ziołowych serkach: niby wyczuwasz jakie tam mogą być zioła, ale nie do końca. Używałam tylko świeżych ziół, ale można je zastąpić suszonymi.

 

 

Twarożkowe babeczki z ziołami

 

200 g chudego twarożku (lub gładkiego serka twarożkowego)

1 jajko (osobno żółtko, białko ubite)

zioła (u mnie: szczypiorek, oregano, bazylia, odrobina szałwi)

szczypta gałki muszkatołowej

2 (może być więcej) łyżki otrąb (u mnie pszenne)

pieprz i sól (nie soliłam, philadelphia jest lekko słona)

 

Serek rozcieramy z żółtkiem, dodajemy przyprawy i zioła, ubijamy białko na sztywno. Żeby nie stracić struktury białka, najpierw dodajemy łyżkę jego do sera i dokładnie mieszamy. Później gdy dodamy resztę, białko ładnie się połączy z resztą. Przekładamy do papilotków. Ja użyłam papilotków do babeczek, a nie do muffinek i wyszło mi dziewięć babeczek. Pieczemy w temp. 180 -200° przez 15-20 min.

wtorek, 23 lutego 2010

 

sałatka

 

Etap uderzeniowy mam już "dawno" za sobą. Od soboty jestem w fazie diety, która Dukan nazwał Protal. Pod pierwszą częścią nazwy kryją się proteiny, pod drugą alternatywa do białka czyli warzywa. Myślałam, że te dni z warzywami będą trudne, bo warzywa bardzo pobudzą apetyt i nie będę potrafiła się oprzeć innym pysznościom. Ale reakcja organizmu i kubków smakowych jest zupełnie inna niż się spodziewałam. Każdy kolejny warzywny dzień odczuwam jak urodziny. To tak jakbym do każdego posiłku dostawała nowy zaskakujący prezent. Nawet nie potrafię w pełni skorzystać z tych rzeczy, które wolno mi teraz jeść. Nie objadam się szpinakiem, ani kalafiorami - choć myślałam, że będę. Każdy plasterek ogórka i każdy kęs pomidora to nowe doznanie kulinarne. Mówiła mi o tym zjawisku moja przyjaciółka, która wyprzedza mnie o jakieś dwa tygodnie w diecie: o nagłym wyostrzeniu smaków i zmianie w ich odbieraniu. Tak dokładnie się dzieje. Wcześniej odczuwałam słodycz pomidorów i świeżość ogórka, ale nigdy tak intensywnie. Ta zmiana sprawia, że zjedzenie prostej sałatki, takiej jak na zdjęciu (sałata, ogórek, pomidor, bazylia, listki oregano, dressing z: musztardy, soku cytrynowego, czosnku i przypraw), staje się przeżyciem niezwykle intensywnym dla podniebienia. Trzeba więc uważać, żeby nie wyrzucić białka z diety i dalej je jeść, bo ta dieta ma tylko i wyłącznie sens jeśli się spożywa białko. Jedząc same warzywa straci się na wadze, owszem, ale będzie to też strata masy mięśniowej, no i cóż dieta już nie będzie wpadała w kategorię "zdroworozsądkowa".

Wytrwałam dziesięć dni. To moja najdłużej trwająca dieta do tej pory, nigdy nie udało mi się w żadnej wytrwać dłużej niż trzy. Wczoraj, gdy w pracy koleżanka zaproponowała mi ciasto z karmelem mogłam się jedynie uśmiechnąć i ładnie podziękować. Stracić to wszystko co zyskałam dla kupki cukru? Nieee!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6