Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl
piątek, 27 stycznia 2012

 

 

 

Drodzy czytelnicy, w związku z trwającą burzą wokół ACTA, chciałam Wam powiedzieć, że prowadzę tego bloga bo chcę się z Wami dzielić przepisami i jest mi miło niezwykle jeśli z nich korzystacie, dzielicie się nimi ze swoimi znajomymi na portalach społecznościowych, drukujecie, tapetujecie sobie nimi pokój, etc. Miło mi też jeśli inni blogerzy korzystają z moich przepisów i dzielą się nimi na swoich blogach. Nie jest mi miło tylko wtedy jeśli ktoś sobie korzysta z moich tekstów, zdjęć i przepisów i dzieli się nimi jako swoimi lub czerpie z nich korzyści finansowe. Jeśli czerpię skądś inspirację lub przepis to się do tego przyznaję. Nie wyobrażam sobie prowadzenia bloga kulinarnego bez dzielenia się przepisami z książek kulinarnych i innych miejsc w sieci. Nasza kultura zbudowana jest na dzieleniu się wynalazkami! Boże Drogi, co to by było gdybyśmy musieli płacić za to, że wykorzystujemy koło lub rysujemy motykę!? Nawet Biblia objęta jest różnymi prawami autorskimi!


A teraz pizza i por.

 

 

 

pizza z porem

 

 

 

Por to nasze ulubione warzywo tej zimy. Nie wiem dlaczego dopiero teraz zaczęłam go doceniać. Jadłam wcześniej i gotowałam z nim nie raz, zawsze był smaczny, ale jakoś nie połknęłam bakcyla. Zaczęło się od dania ze smażonym porem, na którego przepisu tutaj nie ma, ale być może się pojawi. Pokroiłam wtedy pora zupełnie inaczej niż zwykle, wzdłuż, usmażyłam na oliwie, dodałam parę fajnych rzeczy i był niezwykle smaczny. Mój mąż zapytał wtedy co to za warzywo i nie mógł uwierzyć, że por może tak smakować. Smakował na tyle wyjątkowo, że od tamtej pory często go przyrządzam. W tym tygodniu zjedliśmy we dwójkę sześć sztuk w różnych wydaniach, ostatnie dwa jako dodatek do pizzy.

 

 

 

pizza z porem

 

 

 

Jeśli por dla Was to tylko i wyłącznie dodatek do sałatek i może nie przepadacie za jego skrzypiącą w zębach teksturą i charakterystycznym, mocnym smakiem to chcę Wam powiedzieć, że ten smakuje zupełnie inaczej. Zanim wrzuciłam go na pizzę wolno smażyłam go w maśle tak aby złagodzić smak, zmiękczyć i wydobyć z niego słodycz. Oprócz standardowego pieprzu i soli dodałam do pora skórkę otartą z limonki, która pasuje po prostu fantastycznie (skórka lub sok z cytryny też się znakomicie sprawdza). Bardzo, bardzo polecam, porowym sceptykom zwłaszcza!

 

 

 

Pizza z porem

 

 

Przepis na ciasto do pizzy znajdziecie tutaj (link do przepisu)

1 średni por na jedną pizzę

skórka otarta z 1 limonki

1 chili

mozzarella (ilość wg upodoban)

oliwa z oliwek

sól i pieprz

2 łyżki masła

 

 

Ciasto zagnieć odpowiednio wcześniej - patrz link. Żeby umyć pory lepiej najpierw je posiekaj, potem wrzuć do dużej miski z zimną wodą, pomieszaj i odstaw na chwilę. Por wypłynie na wierzch a brud opadnie, wybierz por i przełóż na durszlak do odsączenia. Rozpuść masło na patelni na niewielkim ogniu, dodaj por, sól, pieprz i skórkę i smaż aż por będzie miękki, odstaw. Rozwałkuj lub rozciągnij cienko ciasto na pizzę, posmaruj oliwą, połóż na wierzch por, posiekane chili i mozzarellę. Piecz około 8 min w bardzo gorącym piekarniku.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

 

 

 

burak granat pomarańcza

 

 

 

Był już na tym blogu kuskus z surowymi buraczkami, był też tabbouleh z granatem; nie pierwszy raz żenię też kuskus z fetą - ale wszystkiego razem w dodatku z pomarańczą nie jadłam. To pyszne świeżo smakujące połączenie, pozytywnie Was zaskoczy. Pomysł pochodzi z tej samej książki która zainspirowała mój ostatni wpis: "Wild garlic, gooseberries ...and me'' Denisa Cottera - polecam serdecznie, chociaż pewnie pół książki tutaj przepiszę, więc jeśli nie możecie jej dostać to polecam lekturę tego bloga ;)

Sałatkę zrobiłam po swojemu ze względów praktycznych, już wcześniej robiłam kuskus z burakami i wiedziałam, że będzie dobry i będzie miał piękny kolor jeśli go wymieszam z potartym burakiem; Denis albo tego nie wie, albo nie lubi surowizny, albo nie lubi chrupać, bo poleca albo przepuścić buraki przez sokowirówkę albo ugotować i przetrzeć przez sito. Obie metody pracochłonne i bałaganogenne więc na serio polecam starcie buraka na tarce! Wprowadziłam też kilka innych zmian dlatego podaję tylko swoją wersję (moja to bardziej sałatka, Denisa bardziej tabbouleh).

 

 

 

kuskus z burakiem granatem i fetą marynowaną w pomarańczach

 

 

 

Kuskus z burakiem, granatem i fetą marynowaną w pomarańczach

 

 

opakowanie fety

2 pomarańcze

cztery łyżki oliwy z oliwek

sok z połowy cytryny

1/2 granatu

1/2 średniego buraka

6 łyżek kaszy kuskus

pęczek zielska (u mnie pietruszka, mięta i młode listki buraka)

sól i pieprz

 

Na kilka godzin przed przyrządzeniem sałatki pokrój fetę w kostkę, wymieszaj ją ze skórką otartą z dwóch pomarańczy, sokiem z jednej z nich i dwoma łyżkami oliwy, schowaj do lodówki.

Żeby zrobić sałatkę wymieszaj kaszę kuskus z sześcioma łyżkami wrzątku, burakiem startym na drobnych oczkach, sokiem wyciśniętym z jednej pomarańczy, z sokiem z cytryny, 1-2 łyżkami oliwy, solą i pieprzem, odstaw do nasączenia. Kiedy kuskus będzie już miękki i chłodny wymieszaj go z posiekaną zieleniną i ziarnami granatu. Na wierzch pokrusz zamarynowaną fetę. Pycha!

czwartek, 05 stycznia 2012

Dziękuję wszystkim, którzy po moim ostatnim wpisie zabrali głos w komentarzach i na żywo. Wciąż intensywnie myślę o moim blogowaniu, ale na razie nie będę robiła żadnych gwałtownych ruchów. Na razie będzie mnie tu mniej, przynajmniej dopóki czegoś nie wymyślę, czegoś sensownego.

Skoro już tu teraz jestem to się przy okazji podzielę moimi noworocznymi inspiracjami. Krótko po Świętach przechodziliśmy koło jednego ze sklepów z przecenionymi książkami, weszliśmy żeby dzieciaki sobie coś wybrały ... wyszłam z książką Denisa Cottera 'Wild garlic, gooseberries ... and me' (Czosnek niedźwiedzi, agrest ... i ja). To książka wegetariańska, najlepsza wegetariańska jaką miałam w ręku. Lubię książki kucharskie w których tekstu do poczytania jest dużo (w tej to połowa książki) i lubię kiedy przepisy wynikają z tego tekstu. Lubię takie, które mogę poczytać przed snem, ale które sprawiają, że chcę wyskoczyć z łóżka i pobiec do kuchni (rzadko jednak mam odpowiednie składniki w lodówce by to zrobić). Najbardziej lubię takie, które sprawiają, że chcę ogród zamienić w szklarnię a garaż w kurnik, że chcę założyć kalosze i iść do lasu i nad morze zbierać jadalne listki i mięczaki.

Ta jest taka. Ta książka uzmysłowiła mi, że całe swoje życie, nawet będąc wegetarianką (ponad pół życia temu), warzywa traktowałam trochę jako dodatek (za wyjątkiem zapiekanek ziemniaczanych), a nie jako coś wokół czegoś można zbudować danie i że pomimo tego, że je lubię, to ich nie doceniam. To moje spóźnione noworoczne postanowienie: docenić starą dobrą zieleninę. Wegetariańskie obiady to jest coś czego mi po Świętach bardzo potrzeba!

To danie gotowałam już dwa razy, pierwszy raz tylko sugerując się przepisem, drugi dokładnie go śledząc. Obie wersje są warte wypróbowania, przedstawię Wam pełną książkową najpierw a później napiszę o mojej.

 


 

Makaron z brukselką i szałwią

 

 

 

Makaron z siekaną brukselką i szałwią

 

 

250 g brukselek

2 łyżki oliwy z oliwek

150 g szalotek

12 świeżych liści szałwii

4 ząbki czosnku

4 pomidory z puszki

skórka otarta z 1 pomarańczy

1 łyżka orzeszków piniowych lekko podprażonych (jestem na nie uczulona, u mnie pistacje)

sól i pieprz

450 g świeżego makaronu tagliolini (u mnie tagliatelle)

50 g masła

50 g Parmezanu lub innego startego twardego sera

 

 

Brukselki przekrój na cztery, wytnij głąbeczek, rozdziel liście. W patelni (dużej, jeszcze lepiej w woku) rozgrzej oliwę, dodaj brukselki, szalotki pokrojone w cienkie plasterki, posiekaną szałwię i czosnek, smaż 2 minuty. Po tym czasie dodaj posiekane pomidory, skórkę pomarańczy i orzeszki, przypraw i gotuj przez kolejne 2 minuty. W międzyczasie ugotuj makaron (suszony lepiej wstawić zanim zacznie się smażyć), odcedź. Do brukselki dodaj masło i ser, wymieszaj z makaronem, podawaj natychmiast.

 

Kiedy gotowałam to danie po raz pierwszy nie miałam w domu ani szałwii, ani pomarańczy ani pomidorów, ale i tak zdecydowałam się spróbować. Brukselkę usmażyłam z jedną małą szalotką (pokrojoną w drobną kostkę a nie plasterki); dodałam do niej oliwę, czosnek, pieprz i sól, łyżeczkę koncentratu pomidorowego, masło (mniej) i ser (Grana Padano); posypałam pistacjami. Moja wersja o wiele bardziej podkreślała smak brukselki, co do tego nie mam wątpliwości; co więcej, zaraz po spróbowaniu Cotterowej wersji miałam wrażenie, że ta pomarańcza (w książce używana często!) wprost zabija jej smak. Pomyślałam, że szałwia (którą bardzo lubię) i pomarańcza (od niej też nie stronię) nijak mi się razem nie jedzą ... ale to było zaraz po ściągnięciu woka z palnika. Zjadłam tylko trochę, odstawiłam i pojechałam po dzieci, po powrocie to było już zupełnie inne danie, przeżarło się, pomarańcza trochę straciła na intensywności, wydobyło się więcej szałwii i brukselki. Danie jest pyszne i bardzo zachęcam do wypróbowania, ale jednak przed dodaniem pomarańczy się zastanówcie, radziłabym użyć też o wiele mniej szalotki niż w oryginalnym przepisie. Dajcie brukselce szansę!