Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl
niedziela, 31 stycznia 2010

 

I stało się ... wyrosłam ze starego szablonu. Mam nadzieję, że nowy się sprawdzi. Nowy szablon pozwala na odrobinę szersze zdjęcia i więcej tagów niż stary. Troszkę się na razie rodjeżdża przy dodawaniu bannerków, ale nie jest to coś co by się nie dało naprawić (och, liczę na Irytka oczywiście) i co by mnie zniechęciło. Proszę więc o odrobinę cierpliwości, skoro nie mam rozwijki z blogami to powoli będę je dodawała ręcznie.

09:48, nobleva
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 stycznia 2010

pizza jamajka

 

A z pizzą to było tak: Jak jej jeszcze nie potrafiłam robić to bardzo chciałam umieć ją robić. Wypróbowałam w tamtych czasach mnóstwo przepisów, ale nic mi nie wychodziło, moje pizze albo nie wyrastały wcale, albo wyrastały za bardzo i nie potrafiłam pojąć o co w tym wszystkim chodzi. Była to prawie wiedza tajemna, wiedza, która nie wiadomo dlaczego nie chciała mi się objawić. Wszystkiemu położyła kres moja pierwsza próba pieczenia pizzy na oko. Postanowiłam nie zaglądać do żadnego przepisu i kierować się tylko zmysłami dotyku i węchu. Ciasto miało być miłe dla rąk i dla nosa. Nie potrafię inaczej opisać dobrego ciasta na pizzę, jak tylko miękka poduszeczka, aksamitna i delikatna w dotyku. Jest też coś miłego i szczególnego w zapachu wyrośniętego ciasta i to nie chodzi o drożdże, chodzi o ten zapach ciasta po rozwinięciu się glutenu. Wiem, że gluten nie pachnie, ale takie ciasto tak. Jedynym przepisem, który mogę zaoferować to składniki mojego ciasta: mąka, woda, drożdże, sól i oliwa. Czasem dodaję też odrobinę masła.

 

pizza jamajka

 

W planie na obiad była pizza, taka, jaką moje dzieci lubią najbardziej: z salami, ale w koszyku od kilku dni leżał ananas i miałam pełno kolendry i tymianku, które trzeba było wykorzystać. Nie lubię tak zwanej hawajskiej pizzy z ananasem, kukurydzą i pomidorami ale jamajski bukiet smakowy (chili, tymianek, czosnek) bardzo mi odpowiada, nie miałam tylko pomysłu na niepomidorowy sos. Buszowanie po szafkach w takich momentach to chyba rzecz normalna, nie zawsze przynosi efekty, ale tym razem się udało. Okazało się, że jest marmolada jabłkowa, o której wszyscy zapomnieliśmy. Otworzyłam słoik i okazało się, że jest to marmolada z dość kwaśnych zielonych jabłek, o bardzo ciekawej korzennej nucie. Dwie łyżki tej właśnie marmolady rozrobiłam z wodą tak aby miała konsystencję dość gęstego sosu, dodałam posiekane chili, zmiażdżony czosnek i liście tymianku. Zostawiłam żeby towarzystwo się zaprzyjaźniło.

Na uformowanym spodzie do pizzy rozprowadziłam sos, posypałam hojnie siekaną kolendrą, a na wierzch położyłam ananasa (może być z puszki) i salami (ale dobre byłoby też z bekonem, albo kurczakiem w marynacie jerk). Posypałam tartą mozarellą a po upieczeniu dodałam jeszcze trochę ziół. Oto efekt:


pizza jamajka

 

Dodam tylko, że mój największy krytyk, mój własny mąż powiedział, że niezła i pokiwał z uznaniem głową.

Chociaż jest to danie wymyślone przeze mnie to jednak Jamajką ostro inspirowany. Dlatego ośmielam się dołączyć go do zabawy:

Z widelcem przez kuchnię obu Ameryk

czwartek, 28 stycznia 2010

 

czerwona kapusta

 

 

Kapusta. Czymże byłaby Kuchnia Polska bez kapusty? Gołąbki, bigosy, kapuśniaki... można by wymieniać i wymieniać. Są kapuściane dania, które mogłyby dla mnie nie istnieć, na przykład bigos, ale są też takie, które uwielbiam: parzybroda, kapuśniak, kapusta zasmażana, sałatka z czerwonej lub kiszonej kapusty. Nie wiem tylko dlaczego tak rzadko ją kupuję? Może dlatego, że tak daleko mi do ideału w jej przyrządzaniu. Niedoścignioną mistrzynią kapuścianych sałatek i zasmażanej kapusty jest moja teściowa. Uwielbiam jej młądą kapustę z koperkiem i śmietaną, danie, którego nie potrafię powtórzyć, niby proste a jednak nie. A sałatka z czerwonej kapusty to już w ogóle mistrzostwo świata.

Na tę właśnie sałatkę miałam ochotę, ale po zblanszowaniu całej główki stwierdziłam, że połowę przerobię na lekko zasmażoną i korzenną i będę miała dwie różne sałatki do dwóch kolejnych obiadów. Bingo. Sałatka wylądowała w lodówce bo do grillowanego karczku wolałam podać kapustę zasmażaną. Nie jest to kapusta zasmażana w stylu mięciutko zawiesistym, nie dodawałam do niej w ogóle mąki i bardziej ją zasmażałam niż dusiłam, ale przepis można oczywiście zmodyfikować w razie potrzeby. O ile taka zasmażana kapusta al dente jest smaczna ze stekiem i bardzo kremowym pure ziemniaczanym to do, np. klusek śląskich wolałabym mięciutko zawiesistą.

 

Korzenna czerwona kapusta

 

poszatkowana czerwona kapusta (ilość dowolna)

1 posiekana szalotka

1 jabłko na 1/2 główki kapusty

2 łyżki octu z czerwonego wina na 1/2 główki

sól i pieprz, dużo pieprzu

3 zmielone/roztarte ziarna ziela angielskiego

solidna szczypta startej gałki muszkatołowej

2 łyżki muscovado lub innego brązowego cukru

łyżka masła

odrobina oleju

Metoda al dente: Smażymy posiekaną cebulkę na oleju, dodajemy zblanszowaną kapustę, potarte jabłko i wszystkie inne składniki za wyjątkiem masła, które wrzucamy pod sam koniec gotowania. Częściowo smażymy i dusimy przez około 15 minut.

Metoda na miękko: Wszystkie składniki wrzucamy na podsmażoną cebulkę, dokładnie mieszamy i przyprawiamy, na wierzch kładziemy masło. Przykrywamy i dusimy na wolnym ogniu przez około 2 godziny. W razie potrzeby, jeśli kapusta wydaję się być za sucha można dodać odrobinę wody, czerwonego wina lub nawet jakiegoś czerwonego dżemu. Można też taką kapustę zaciągnąć odrobiną mąki.

 

czerwona kapusta

środa, 27 stycznia 2010

 

chińskie pączki

 

Co powiecie na deser po chińsku? Moja córeczka wypatrzyła ten przepis w książce Wok & Stir-Fry wyd. LB. Dział desery to tylko parę kartek na końcu książki, większość z nich to azjatyckie wariacje na temat klasycznych deserów i prawdę powiedziawszy niezbyt atrakcyjne. Na pewno macie lepsze pomysły na owoce niż smażenie je na głębokim tłuszczu i otaczanie grubą warstwą karmelu. Te pączki (według przepisu to: słodko-pikantne racuchy ryżowe, ale mi bardziej przypominają pączki więc je przechrzciłam) wpadły jednak w oko dziecku więc je zrobiłyśmy, to znaczy ja je tylko usmażyłam i pomogłam w odmierzaniu ekstraktu waniliowego. Za mną od jakiegoś czasu chodzą prawdziwe pączki i z pewnością je w końcu zrobię, ale te zaspokoiły na razie moją potrzebę. Podaję przepis z książki, bo moja mała uparła się, żeby go śledzić, ale i tak podosypywałam ukradkiem kilka składników.


Chińskie pączki

 

175 g ugotowanego ryżu basmati *

2 roztrzepane jajka

4 łyżki miałkiego cukru

szczypta gałki muszkatołowej

pół łyżeczki cynamonu

szczypta mielonych goździków (córcia ich nie znosi, więc czarnych szpilek nie było, choć ja je uwielbiam)

2 łyżeczki ekstraktu waniliowego (dałyśmy jedną)

50 g mąki

2 łyżeczki proszku do pieczenia

25 g wiórków kokosowych

olej do głębokiego smażenia

cukier puder do posypania.

*Pamiętajcie tylko, żeby po ugotowaniu ryżu, tą jego część, która nie zostanie natychmiast zjedzona, szybko schłodzić. Ugotowany ryż pozostawiony do powolnego stygnięcia jest idealnym środowiskiem do rozwoju bacillus cereus, bakterii odpowiedzialnej za ryżowe zatrucia. Nie muszą się obawiać ci, którzy lubią rozgotowany ryż 20 min gotowania zabija tę bakterię.

Wystarczy tylko dokładnie wymieszać składniki i pączki są gotowe do smażenia. Nabieramy po łyżce ciasa i wylewamy na gorący tłuszcz. Pączki na chwileczkę opadają ale zaraz wypływają na powierzchnię, więc nie wrzucamy zbyt dużo na raz, żeby miały miejsce urosnąć. Smażymy około trzech minut, podajemy gorące, posypane cukrem pudrem.

Po zrobieniu ciasta według przepisu wydawało mi się ono zbyt luźne, choć może właśnie miało takie być, dosypałam więc po odrobinie ryżu i mąki i wiórków. Ale myślę, że to przez to, że jajka, których użyłam były naprawdę spore. Jest to fajny sposób wykorzystania resztek ryżu, bo jak widzicie ten przepis, choć chiński, nie wymaga specjalnych zakupów. Obiecałam córeczce, że nie dosypię ukradkiem więcej przypraw, ale trochę więcej by się przydało, żeby pączki były bardziej korzenne.


chińskie pączki

wtorek, 26 stycznia 2010

 

Babeczki wg Primrose Bakery

 

Nie wiem czy słyszałyście/słyszeliście o Primrose Bakery. Sześć lat temu dwie londyńskie mamuśki (Martha Swift i Lisa Thomas) zaczęły piec babeczki na przyjęcia dla dzieci. Babeczki domowe, pieczone kuchni jednej z mam, bez zbędnych ulepszaczy, wkrótce podbiły rynek. Zaczęły sypać się zamówienia na przyjęcia, wesela i pokazy mody. Mamuśki podbiły serca londyńczyków nie tylko smakiem ale też wyglądem swoich babeczek. Jak się domyślicie wyniosły się z domowej kuchni i otworzyły Primrose Bakery (Primrose Hill, London). Nie będę się rozpisywać, kliknijcie sobie tutaj. Postanowiłam wypróbować ich przepis na ciasto i krem. Oto efekty:


Babeczki wg Primrose Bakery

 

Ciasto waniliowe:

 

110g masła w temperaturze pokojowej

225g miałkiego cukru

2 duże jajka

150g mąki samowznoszącej się (z proszkiem)*

125g zwykłej mąki

120 ml mleka w temperaturze pokojowej

1 łyżeczka ekstraktu waniliowego


Krem waniliowy:

 

110g miękkiego masła

60 ml mleka w temp. pokojowej

1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

500g cukru pudru**


* Trochę mnie zdziwiły te mąki, normalnie daje się odpowiednią ilość proszku do pieczenia proporcjonalnie do ilości mąki. Ten przepis sugeruje, że proszku daje się tylko proporcjonalnie do 150 g mąki (zakładam, że w polsce samowznoszącej się nie ma) a to 125g ma sobie jakoś poradzić (?). Nie znam się na cukierniczej chemii :(

** dałam o wiele mniej cukru, przez to konsystencja mojego kremu nie była zbyt dobra, ale i tak był baaardzo słodki.

Ciasto: ubijamy masło z cukrem, dodajemy po jednym jajku miksując po każdym dokładnie. Dodajemy 1/3 mleka wymieszanego z ekstraktem, miksujemy, dodajemy 1/3 przesianej, wymieszanej mąki; powtarzamy aż do wyczerpania składników. Pieczemy w temp 180 stopni przez 15-20 min (zależnie od rozmiaru babeczek).

Krem: Miksujemy wszystkie składniki za wyjątkiem połowy cukru. Po uzyskaniu gładkiej masy zaczynamy po trochę dodawać resztę cukru i ewentualnie barwników.

Ciasto wyszło dobre, miękksze niż według mojego zwykłego przepisu, ale to dało się odczuć tylko chwilę po ostudzeniu, potem smakowały tak jak każde inne babeczki, pod warunkiem, że domowe. Krem tak jak już wspomniałam dla mnie za słodki, ale dla moich dzieci to już nie. Trochę za krótko go ubijałam więc nie był aż tak kremowy. Poza tym to, że nie dałam wystarczającej ilości cukru zaczęło wychodzić podczas ozdabiania, kiedy krem zaczął się lekko pocić masłem.

Efekty mojej pracy niezbyt mnie oszołomiły, wolę o wiele bardziej patrzeć na babeczki z książki 'Babeczki z piekarni Primrose' niż jeść własne.

 
1 , 2 , 3 , 4