Kulinarny pamiętnik Ewy
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i blogi
sobota, 14 kwietnia 2012

 

 

 

sos do pizzy z anchois

 

 

Ten blog wcale a wcale nie odzwierciedla tego co jemy. Gdyby tak było, to siódma część wpisów byłaby poświęcona pizzy. Pizza jest w piątki, późno, robiona w weekendowym nastroju, również w takim konsumowana ... o robieniu zdjęć nawet nie myślę. Ale przy okazji ferii świątecznych, czyli w przypływie czasu i energii, udało mi się sfotografować wczorajszy sos.

Tydzień temu zrobiłam pizzę z najzwyklejszym sosem pomidorowym (zmiksowane pomidory z puszki z solą, pieprzem, oliwą, czosnkiem i oregano), na swoją wrzuciłam filety anchois i kapary - bardzo smaczne połączenie, ale wiem, że nie każdy lubi anchois prosto ze słoika. Anchois to jednak znakomita przyprawa, fileciki dają się z łatwością rozetrzeć i dodane w takiej postaci do sosu (czy innych dań) nadadzą mu głębi, bez odrobiny rybiego smaku. Zrobienie sosu do pizzy z tymi rybkami to najprostszy sposób żeby się o tym przekonać.

Nakarmiłam wczoraj pizzą z tym sosem swoją rodzinę i dwójkę lokalnych dzieciaków, usłyszałam, że świetny sos, ale nie przyznałam się nikomu dlaczego był taki dobry ...

 

 

Sos do pizzy z anchois

 

(wystarcza na 6 spodów)

 

2 puszki pomidorów

2 ząbki czosnku

4 fileciki anchois z oliwy

szczypta soli (gruboziarnistej jeśli używacie moździerza)

czarny pieprz (w ziarnach do moździerza)

łyżka octu balsamicznego (może być mniej, jeśli nie przepadacie)

łyżka brązowego cukru

łyżka oliwy

oregano

 

Rozetrzyj fileciki i czosnek w moździerzu ze szczyptą gruboziarnistej soli i pieprzem. Jeśli nie masz moździerza możesz to zrobić szerokim nożem na desce a sól i pieprz dodać później. W garnku rozgrzej oliwę, dodaj zawartość moździerza, smaż chwilę mieszając, dodaj zmiksowane pomidory, ocet i cukier (nie dodawaj wszystkiego od razu jeśli nie jesteś pewien/pewna, że to twoje smaki). Gotuj kilkanaście minut aż sos zgęstnieje. Kilka minut przed końcem gotowania dodaj oregano.

 

 

P.S. Tydzień później zrobiłam podobny sos ale na bazie passaty. Konsystencja była dobra więc nie gotowałam sosu, nie miał aż tak głębokiego smaku, ale też był bardzo dobry i zdecydowanie godny polecenia.

sobota, 07 kwietnia 2012

 

 

 

wielkanoc

 

 

09:35, nobleva
Link Komentarze (9) »
wtorek, 27 marca 2012

 

 

 

tort kawowo czekoladowy

 

 

 

tort kawowo czekoladowy

 

 

 

Łatwiej zadowolić kogoś kto wie czego chce, niż kogoś kto twierdzi, że zadowoli się byle czym.

myśl własna, która przez głowę przemknęła nie raz

 

W niedzielę nasza młodsza pociecha skończyła dziewięć lat.

Weekend był piękny.

Nie było czasu na wspólne gotowanie.

Był szybki tort pieczony w niedzielę rano.

Zapach pieczonego ciasta miał obudzić jubilata; nie udało się to mnie obudził jego podekscytowany głos.

Nie pamiętałam o zmianie czasu, uzmysłowiła mi ją kartka napisana niebieską kredką położona na laptopie.

Jak on mnie dobrze zna...

Poranne medytacje z kubkiem kawy odbyły się w trybie fast forward.

Piotruś poprosił o coffee cream cake. Upiekłam kawowy biszkopt, do kawowej masy śmietanowej dorzuciłam mleczną czekoladę. Powiedział, że tort przerósł jego oczekiwania. O tą czekoladę - domyślam się.

 

Przepis na biszkopt pochodzi ze strony BBC.

Podobny krem - a właściwie trochę mus - z białej czekolady pokazywałam przy okazji urodzin starszej pociechy, tu lekko zmienione proporcje - tamten miał inną, lżejszą konsystencję, ale dłużej zastygał.

 

 

Torcik z mleczną czekoladą i kawą

 

na biszkopt:

150 g drobnego cukru

150 g samowznoszącej mąki

150 g masła

3 jajka

łyżka gorącej wody*

łyżka kawy rozpuszczalnej*

2 łyżeczki kakao (mój dodatek)

1 i1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

 

*zaparzyłam standardową miarkę prawdziwej kawy niewielką ilością wrzątku i odstawiłam do naciągnięcia (około 5 łyżek po odcedzeniu - do ciasta dałam dwie łyżki, reszta przydała się do masy, można zrobić więcej i nasączyć tym więcej blaty)

 

na krem:

350 ml śmietanki

200 g mlecznej czekolady

3 listki żelatyny

dwie łyżki powyższej kawy (jeśli używacie rozpuszczalnej dodajcie ją, około 1 łyżeczki, do podgrzanej śmietanki)

 

Utrzyj cukier z masłem, dodawaj po trochę roztrzepane jajko na przemian z 1 łyżką mąki, dodaj kakao, proszek do pieczenia, utrzyj i wmieszaj resztę mąki. Na koniec dodaj przestudzoną kawę i wymieszaj dokładnie. Rozłóż równomiernie do dwóch nasmarowanych masłem identycznych foremek (18 cm sandwichówki) i piecz w piekarniku nagrzanym do 160° przez około 30 min. Wystudź na kratce.

Masa nie zajmuje dużo czasu więc zacznij ją robić dopiero gdy blaty będą przestudzone. Namocz płatki żelatyny w zimnej wodzie. Czekoladę rozpuść, podgrzej około 100 ml śmietanki, dodaj do niej kawę (albo zaparzoną albo po prostu granulki rozpuszczalnej) i odciśnięte z wody (lecz dobrze nabrzmiałe) listki żelatyny, powinny się szybciutko rozpuścić.  Wymieszaj dokładnie śmietankę z czekoladą, najlepiej mikserem na najwolniejszych obrotach, czekolada i kawa powinny mieć podobną temperaturę. Poczekaj aż mieszanka ostygnie, wtedy resztę śmietany ubij na sztywno i powoli wymieszaj z czekoladą. Masa dość szybko zaczyna tężeć więc zacznij ją nakładać od razu gdy będzie gotowa: przełóż nią blaty (które można nasączyć, ale ja tego nie zrobiłam) i wierzch tortu. Schłódź w lodówce. 

wtorek, 20 marca 2012

 

 

 

zupa z pieczonych pomidorów, puree z bazylii i oliwkowymi grzankami

 

Przepis pochodzi z książki New Covent Garden Food Co. Book of Soups: New, Old and Odd Recipes.

 

 

Przyszła w końcu ta sobota kiedy stwierdziliśmy zgodnie, że moje dyrygowanie zza kuchennego stołu tym co mój mąż robi przy kuchennym blacie nie ma sensu. To co przecież najbardziej lubimy w tych męskich lekcjach gotowania to to, że w tej kuchni jesteśmy razem i świetnie się przy tym bawimy. Dlatego nie ma najmniejszego znaczenia jeśli ja pobawię się w kuchcika i pomogę trochę przy przygotowaniu tego i owego.

Ach jak miło użyć liczby mnogiej na tym blogu i napisać: ugotowaliśmy zupę! Ach jak miło mieć wymówkę do tego żeby kupić więcej noży! Ale najlepsze i najmilsze jest to, że dzielimy razem to uczucie kiedy podaje się do stołu i tak zależy żeby każdemu smakowało! Kiedy jesteś tylko konsumentem, to albo Ci smakuje albo nie, ale jeśli włożysz w coś serducho - nawet jeśli to tylko micha zupy - to takie tak albo nie
 ma inny wymiar.

Nie jest to oczywiście koniec Męskiej Szkoły Gotowania, bynajmniej. Wyboru dań dalej dokonuje moja druga połowa, a moja pomoc ogranicza się naprawdę tylko do obróbki wstępnej: obierania i siekania, czyli do tego co on już potrafi, ale w czym niekoniecznie ma wprawę (przynajmniej w siekaniu cebuli i obieraniu ziemniaków jestem zwinniejsza od niego ;)).

 

 

 

pieczone pomidory

 

 

 

Zupa smakuje genialnie, mało przypomina klasyczną pomidorówkę dzięki temu, że pieczenie wydobywa z warzyw tyle słodyczy, a dodatek ziół sprawia, że jest niezwykle aromatyczna. Bazyliowe puree oczywiście pasuje do zupy doskonale, ale pomysł z oliwkowymi grzankami trafił w mój gust w stu procentach! Musicie spróbować. 


Przepis oryginalny podaje składniki na 6 porcji. My zmniejszyliśmy proporcje tak aby porcji było 4, nasze zmiany w nawiasach.

 


Zupa z pieczonych pomidorów z puree z bazylii i oliwkowymi grzankami 

 

na zupę:

1,8 kg pomidorów (1 kg)

200 ml oliwy extra virgin (100 ml)

6 ząbków czosnku

4 liście laurowe

4 gałązki tymianku (2, bo ogródkowy tymianek marny)

4 gałązki rozmarynu

4 średnie cebule (4 małe szalotki)

4 gałązki selera naciowego (2)

1 główka fenkułu

1/2 świeżej czerwonej papryczki chili

2 łyżeczki koncentratu pomidorowego (1)

2 łyżeczki cukru (u nas demerara)

sok z 1 cytryny

sól (u nas też pieprz)


na puree:

60 g bazylii (40g)

1/2 łyżeczki soli (ciut mniej)

4 łyżki oliwy z oliwek (2)

2 łyżeczki octu balsamicznego (1)

 

na grzanki:

 

4 kromki ciabatty (bułka ciabatta)

1 łyżka oliwy extra virgin*

1 łyżeczka pasty z oliwek*

 

*pastę zrobiliśmy sami miksując garść czarnych oliwek z oliwą

 

 

grzanki oliwkowe

 

 

1. Przekrój pomidory na pół i piecz skórą do dołu pod grillem aż zmiękną i zbrązowieją. Odstaw. Przestaw piekarnik na ogólne grzanie na 190°.

2. Posiekaj wszystkie warzywa, zmiażdż czosnek.

3. Na patelni rozgrzej oliwę, dodaj do niej oliwę i zioła (liście laurowe, tymianek, rozmaryn), kiedy oliwa będzie gorąca dodaj wszystkie warzywa i smaż kilka minut do momentu aż warzywa lekko zmiękną.

4. Przesyp zawartość patelni do szerokiego naczynia żaroodpornego i piecz około 30 min do momentu aż wszystkie warzywa będą całkiem miękkie (my dorzuciliśmy pomidory, które jak się okazało nie były zupełnie miękkie po grillowaniu).

5. W czasie kiedy warzywa będą się piekły rozetrzyj w moździerzu składniki na puree z bazylii (lub zmiksuj).

6. Wymieszaj pastę z oliwek z oliwą (lub tak jak my zmiksuj oliwki z oliwą), pokrój ciabattę na cienkie kromeczki lub w kostkę i obtocz w paście.

7.  Upieczone warzywa zmiksuj ( możesz dodać wody do poprawienia konsystencji) dopraw sokiem z cytryny i cukrem (my dodaliśmy cukier do pieczenia warzyw). Dodaj koncentratu pomidorowego dla poprawienia kolorytu. Przetrzyj przez sito (to trochę pracy: wlewaj porcjami zupę do drobnego sita i trzyj łyżką o jego dno, aż przetrzesz całą zupę, na sicie powinno zostać niewiele grubszych resztek)

8. Grzanki upiecz w jeszcze gorącym piekarniku.

9. W razie konieczności podgrzej zupę cały czas mieszając (bo będą eksplodowały banieczki kremu!), podawaj z puree bazyliowym i grzankami.

 

Polecam także zupę z pieczonych pomidorów Sophie Dahl.


poniedziałek, 19 marca 2012

 

 

 

krem z rukwi wodnej

 

 

 

Rukiew wodną (ang. watercress; zwana także rzeżuchą wodną) jest na Wyspach bardzo popularnym zielskiem i nie ma tu absolutnie żadnego problemu z jej kupieniem, ale tak sobie myślę, że w Polsce może niekoniecznie. Ciocia Wiki informuje, że rukiew wodna nie jest w Polsce uprawiana, ale banany też nie są a kupić je się da ... Na wszelki wypadek gdyby nie było to od razu Was pocieszę, że taką zupkę można sobie zrobić z innego zielska: dzikiego czosnku, pokrzywy, szczawiu lub nawet rukoli. Smakiem rukiew wodna jest dla mnie skrzyżowaniem rzeżuchy i rukoli, chociaż nie jest ani tak rzeżuchowata jak rzeżucha ani tak pieprzna jak rukola. Coś pomiędzy. To co ją jednak wyróżnia to właściwości odżywcze i wszelkie mikro dobra: żelazo, wapń, kwas foliowy, witamina C, przeciwutleniacze. Samo zdrowie.

Prawie samo ... rukiew z całą pewnością rośnie w Polsce dziko. Dzika jest podobno o niebo lepsza od uprawnej, ale zrywanie jej w przygodnie napotkanych zbiornikach niesie ze sobą ryzyko: rukiew, bowiem, może byc zanieczyszczona pasożytami odzwierzęcymi jeśli rośnie w pobliżu pastwisk.

Zupa jak widać zielona i zielona nie bez okazji. Dzień Świętego Patryka świętowaliśmy przecież tutaj w sobotę (i z tej okazji mam dzisiaj wolne)! Filiżaneczkę z zupą podpinam więc pod:


 

 

 

 

Krem z rukwi wodnej

 

 

około 160 g rukwi wodnej

400 g ziemniaków

500 ml rosołu lub bulionu

1 szalotka

mleko (do rozrzedzenia zupy, wg uznania)

łyżka masła

kilka kropli cytryny

sól i pieprz

kwaśna śmietana do podania

 

 

Zeszklij posiekaną cebulę na maśle, dodaj pokrojone w kostkę ziemniaki, przykryj i duś przez chwilkę, ale tak żeby cebula nie nabrała koloru. Po kilku minutach dodaj rosół/bulion, przykryj i duś aż do momentu kiedy ziemniaki będą prawie gotowe. Dodaj posiekaną z grubsza rukiew i gotuj kilka minut (nie dłużej niż pięć). Zmiksuj, dopraw solą, pieprzem, cytryną i rozrzedź mlekiem jeśli potrzeba. Podawaj z kwaśną śmietaną.

 

Przepis (ciuteńkę zmodyfikowany) pochodzi z supermarketowego opakowania rukwi.

wtorek, 13 marca 2012

 

 

 

batoniki czekoladowo kokosowe

 

 

 

Batoniki upiekł mój mąż.  Mówi, że tak łatwe, że może je piec co tydzień. Ja mam jednak nadzieję, że jeśli już chce coś piec co tydzień to nie cały czas ten sam deser. Przepis pochodzi z książki Billa Grangera Feed me now! i jest tak prosty, że prostszy być nie może, w związku z czym zostałam zwolniona z posady kierowniczki przedsięwzięcia i oddałam się biciu kotletów.

 

 

Batoniki czekoladowo kokosowe

 

 

250 g niesłodzonych wiórków kokosowych

220 g drobnego cukru

100 g ostudzonego, roztopionego masła

2 roztrzepane jajka

150 g dobrej jakości gorzkiej czekolady

 

 

 

batoniki czekoladowo kokosowe

 

 

 

1. Wyłóż papierem do pieczenia formę o wymiarach 20X30 cm (u nas 23X23).

2. Nastaw piekarnik na 180°.

3. Odważ wszystkie składniki, posiekaj drobno czekoladę.

4. W dużej misce wymieszaj wiórki z cukrem, dodaj masło i jajka,wymieszaj, dodaj czekoladę, wymieszaj.

5. Przełóż mieszankę do formy i wciśnij ją we wszystkie zakamarki i wyrównaj.

6. Piecz 20 minut.

7. Studź przez pięć minut w formie, a potem:

a) postąp wg instrukcji Billa: pokrój w prostokąty i wyłóż na kratkę do ostygnięcia.

b) nie postępuj tak jak w a) bo po pięciu minutach batoniki strasznie się jeszcze sypią. Poczekaj aż zupełnie ostygną i stężeją i dopiero potem wyciągnij je z formy.

czwartek, 08 marca 2012

 

 

 

 

chili

 

 

 

Słoiczek mocy zawiera około 150 g mieszanych papryczek chili, łyżeczkę soli, kilka listków mięty, łyżeczkę cukru i tyle octu winnego ile się udało wlać. To moja interpretacja przepisu na papryczki z Jamie's Great Britain (wiadomo, że Olivera).

Tagi: chili
17:04, nobleva
Link Komentarze (12) »
wtorek, 06 marca 2012

 

 

 

makaron z miętą i pancettą

 

 

 

 Powiem Wam skąd pochodzi większość moich książek kucharskich: od The Book People. To firma, która rozprowadza książki po miejscach pracy. Przyjeżdża sobie pan raz na dwa tygodnie, zostawia kupkę książek i cennik, wrac,a zbiera kasę i przynosi z furgonetki zamówione książki. Ceny są zazwyczaj bardzo dobre. Kiedy sobie te sample leżą przez dwa tygodnie na stoliku w pokoju nie-tylko-nauczycielskim to się człowiek ma okazję z nimi poznać bliżej. Jeśli łapię się na tym, że po jedną z nich sięgam niemal co przerwę to ją kupuję. Żadnego z tych bardzo przemyślanych zakupów nie żałowałam. Dzięki (lub przez) The Book People nigdy nie kupiłam żadnej książki Jamiego Olivera. Przyjemnie się je oglądało, ale nie na tyle żeby je kupić. Niedawno jednak, pan od The Book People zostawił dwie książki Jamiego w zestawie: Jamie's Ministry of Food i Jamie's Great Britain, po dychę (funciaków) za zestaw. Zaczęłam je przeglądać i nagle mnie oświeciło: przecież to są idealne książki dla mojego początkującego w kuchni męża! To są idealne książki dla tych, którzy gotować chcą się nauczyć! Dlatego może nigdy nie przemawiały do mnie z taką siłą jak do milionów Brytyjczyków ... dlatego, że wpadły mi w rękę dopiero po dwudziestu latach od momentu kiedy zaczęłam gotować?! O jaka szkoda, że mi nikt wtedy nie podarował (no bo nie mógł) jednej z nich!

To niewątpliwie pierwsze książki kucharskie, które kiedykolwiek dostał mój mąż (tak, tak zdziwiony i zaskoczony prezentem). Tak jak przypuszczałam znalazł tam dużo dań, które chce ugotować. Przekazałam więc Jamiemu wprowadzanie mojego męża w kulinarne arkana. Jest dobrze, jest smacznie, zapał nie ostygł.

 

Ten przepis pochodzi z Jamie's Ministry of Food. W książce jest to danie przygotowane z małych muszelek (u nas inny jak widać), groszku, bekonu, creme fraiche i dużej ilości mięty i cytryny. To, że wybór padł na to danie trochę mnie zdziwiło. Makaron z sosem kremowym i bekonem robiłam nie raz, robiłam też makaron w sosie kremowym z groszkiem  - to wszystko mój mąż konsumował ze smakiem ... ale przecież on nie lubi ziół! Chciałam napisać, że nie podziela mojego wobec nich entuzjazmu, ale to byłoby niedopowiedzenie. Jak wyszło i jak smakowało? Poczekajcie do końca, żeby się dowiedzieć.

 

 

Makaron z pancettą i groszkiem w kremowym sosie

 

 

10 plasterków bekonu lub pancetty (u nas to ostatnie, może być boczek)

mały pęczek mięty

150 g parmezanu

sól morska i świeżo mielony pieprz

400 g makaronu (małe muszelki, u nas orecchiette)

oliwa z oliwek

kawałek masła

300g mrożonego groszku

2 łyżki creme fraiche*

1 cytryna

 

 

* creme fraiche to rodzaj śmietany: bardzo tłusta i kwaśna

 

1. Ugotuj makaron według instrukcji na opakowaniu, zachowaj trochę (kubek) wody po makaronie.

W czasie kiedy makaron będzie się gotował:

2. Pokrój bekon w cienkie paseczki.

3. Posiekaj miętę.

4. Zetrzyj parmezan.

(tu już lepiej mieć makaron odcedzony, czekający na swą kolej)

5. Rozgrzej na patelni oliwę z dodatkiem masła, wrzuć na nią bekon, popieprz i smaż aż będzie złoty i chrupiący.

6. Dodaj zamrożony groszek i smaż około minuty.

7. Dodaj creme fraiche i miętę.

8. Dodaj ugotowany makaron, wymieszaj.

9. Wyciśnij na wierzch sok z cytryny (przez palce - niech się na nich zatrzymają pestki).

10. Poczekaj aż się sos zacznie znów gotować (przestał po dodaniu makaronu), dodaj trochę pomakaronowej wody, gdyby sosu było za mało, zagotuj.

11. Wyłącz palnik, posyp parmezanem, zamieszaj, dopraw solą i pieprzem wg potrzeby.

 

 

Mój mąż był zaskoczony tym, że tak proste w wykonaniu i tak szybkie danie może być tak pyszne, jak powiedział idealne kiedy masz gości i nie chcesz długo siedzieć w kuchni (tak, tak przy najbliższych gościach wypróbuje;)). Nie podszedł do swojego dania bezkrytycznie: stwierdził, że lepszy byłby bekon niż pancetta (rzeczywiście jakoś tak zniknęła), lepsza byłaby inna śmietana (jakiś kiepski ten nasz creme fraiche był, no i przy tej cytrynie niepotrzebny dodatkowy kwas), inny makaron (no, orecchiette wsiorbał cały sos), ale mięta musi być, bo bez mięty nie byłoby to danie tak świeże, nie? Tak, bez mięty nie miałoby sensu. To, że będzie mu smakowało danie z miętą było jasne już dla niego samego od momentu gdy ją posiekał, wrzucił na patelnię i uderzył go jej niesamowity zapach, nie mający wiele wspólnego z gumą do żucia. Czyli wszystko dobrze.

Pora na deser...


środa, 29 lutego 2012

 

 

 

rozgrzewająca zupa z soczewicą

 

 

 

Jeśli ostatnio dzieje się coś ekscytującego w mojej kuchni to tylko i wyłącznie za sprawą męskiej części rodziny. Ja sobie odpuszczam ... chociaż może niezupełnie. Robię sobie elektryzująco ekscytujące sałatki do pracy (a właściwie w pracy), doskonalę się w pizzy w każdy piątek, wczoraj w nocy zrobiłam pasztet ... zaskoczyłam rodzinę ostatnio 'normalnym' obiadem składającym się z ziemniaków, mięsa i surówki ... poza tym jemy makaron. Ci, którym przeszło przez myśl, że może specjalnie, mają rację: niech posiłki przygotowane przez mojego męża będą głównymi punktami tygodniowego menu. To dodatkowa motywacja.

Nie licząc ostatniego ciasta, które było na wielu płaszczyznach wyjątkowe, to ta zupa rzeczywiście ma zadatki na gwiazdę. Smakuje jak grochówka, ale w luksusowym wydaniu i jest bardzo, bardzo rozgrzewająca. Niestety nie mogę Wam podać źródła przepisu, bo go nie znam, mam przed sobą kartkę z przepisem, ale skąd ona pochodzi nie mam pojęcia.

 

W przepisie nie czają się żadne pułapki, można spokojnie przygotować sobie składniki, wyciągnąć garnek (minimum 3 litrowy) i gotować, żadnego dodatkowego sprzętu nie potrzeba. 

 

 

 

Rozgrzewająca zupa z soczewicą, bekonem i kurczakiem

 

 

1 łyżka oliwy

1 łyżka masła

4 plasterki bekonu z przerostem tłuszczu (może być boczek)

1 filet z udka kurczaka

2 cebule

2 ząbki czosnku

2 laski selera naciowego

2 marchewki

1 pasternak (można zastąpić korzeniem pietruszki)

2 pory

1.7 l słabego wywaru z kurczaka

175 g czerwonej soczewicy

2 łyżki posiekanej natki pietruszki

1/4 łyżeczki suszonego tymianku (u nas świeży)

1 liść laurowy

sól i pieprz

 

 

Notatki do listy zakupów:

Soczewica ma być łuskana, nie trzeba jej namaczać i szybko się gotuje. Taka jak ta.

 

1. Posiekaj w drobną kostkę cebulę, marchewkę (to najgorsza część), seler naciowy, pasternak/korzeń pietruszki- możesz je zsypać na jeden talerz - idą do gara razem.

2. Zmiażdż czosnek. Najłatwiej zrobić to za pomocą praski. Nie obieraj ząbków, po zmiażdżeniu czosnku (trzeba odkroić od praski nożem) wyciągniesz z praski pustą łupinkę wraz z resztkami - to bardzo ułatwia mycie praski! Dodaj czosnek do już pokrojonych warzyw.

3. Żeby umyć pory lepiej najpierw je posiekaj, potem wrzuć do dużej miski z zimną wodą, pomieszaj i odstaw na chwilę. Por wypłynie na wierzch a brud opadnie, wybierz por i przełóż na chwilę na durszlak do odsączenia. Dodaj do już posiekanych warzyw.

5. Pokrój bekon lub boczek na niewielkie kawałki.

6. Pokrój kurczaka w kostkę.

7. Odważ i opłucz soczewicę.

8. Podgrzej wywar/rosół/bulion - czegokolwiek używasz, ma być gorący.

9. Przygotuj pozostałe składniki.

10. Rozgrzej oliwę i masło, dodaj bekon i smaż na niewielkim ogniu mieszając aż się lekko przysmaży.

11. Dodaj kurczaka i smaż 3-4 minuty mieszając.

12. Dodaj przygotowane warzywa, zamieszaj, przykryj i duś około 10 minut mieszając od czasu do czasu.

13. Dodaj wywar, soczewicę i zioła, podkręć temperaturę i gotuj bez przykrycia 10 minut.

14. Zredukuj temperaturę, przykryj i gotuj kolejne 30 min.

15. dopraw solą i pieprzem.

16. Podawaj w ogrzanych miseczkach.

 

Natka pietruszki powinna trafić do zupy razem z innymi ziołami, ale równie dobrze można dodać ją dopiero na talerzu.



niedziela, 26 lutego 2012

 

 

 

Biszkopt Wiktoria

 

 

 

Podyktowane przez Piotrka (Mamo, Piotruś brzmi jak dzidziuś):

Fajnie było robić mój pierwszy Biszkopt Wiktoria. Wyszedł lepiej niż myślałem. Podjadałem surowe ciasto, żeby zobaczyć jak wyjdzie i czy będzie pasować do dżemu. Dżem był bardzo dobry i chciałem, żeby wypływał z ciasta. Byłem tak dumny z siebie, że aż dałem polską flagę na ciasto. Zaprosiłem koleżankę i kolegę żeby spróbowali mojego ciasta. Wszyscy, którzy jedli myśleli, że było bardzo dobre, ja też myślałem, że było dobre, ale aż chciało mi się wymiotować bo było takie słodkie i tak dużo zjadłem (sic!). Teraz chłopcy w naszym domu zaczęli gotować. Tato ma dobre dania, ale moje będą lepsze!

 



Nie tak dawno BBC emitowało program o pieczeniu dla dzieci Junior Bake Off, sędziowała w nim Mary Berry, moje dzieci program oglądały i to właśnie według przepisu jurorki Piotruś upiekł Wiktorię. Duma rzeczywiście go rozpierała, mnie też. Potrzebował odrobinkę pomocy przy całym przedsięwzięciu, ale ciasto w ogromnym stopniu samodzielne.

 

 

Biszkopt Wiktoria

 

4 duże jajka

225 g mąki samowznoszącej*

225 g drobnego cukru (trzymam w słoiku z laskami wanilii, był więc pachnący)

2 łyżeczki proszku do pieczenia (zredukowaliśmy do jednej)

225 g masła

dżem (u nas malinowy Bonne Maman)

śmietanka do ubicia (u nas 200 ml)

cukier puder do posypania (opcja)

 

* Mąka z dodatkiem proszku i sody lub soli - można sobie zrobić, odsyłam do Abbry

 

 

Biszkopt Wiktoria

 

 

Rozgrzej piekarnik do 180°, natłuść i wyściel papierem do pieczenia dwie 20 cm okrągłe formy. Utrzyj masło z cukrem, dodawaj stopniowo jajka i mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia (po trochę na przemian). Ubij na puszystą masę. Rozdziel ciasto między formy, wyrównaj, piecz około 20 -25 min, albo do suchego patyczka, ciasto powinno być sprężyste. Studź przez 5 min w formach, potem na kratce. Po zupełnym przestudzeniu przełóż bitą śmietaną i dżemem. Posyp cukrem pudrem na wierzchu (bita śmietana na wierzchu to pomysł Piotrusia - a to dużo za dużo tego dobrego).

 


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 49