Kulinarny pamiętnik
Zakładki:
A! Zdjęcia i teksty na tym blogu są moją własnością, proszę uszanuj to.
Copyright Ewa Szlachta 2009-2016
Instagram
Pinterest
Piszę też na
Szablon od:
Tagi
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl
niedziela, 24 kwietnia 2016

losos

 

 

Muszę przyznać mojemu mężowi, że ma talent do wyszukiwania pysznych i efektownych, a zarazem prostych w przygotowaniu dań. Dla niego samego największą trudnością w gotowaniu jest zgranie wszystkich elementów dania tak, aby były gotowe do podania w tym samym czasie. Na szczęście w tym daniu nie ma aż tylu różnych elementów do przygotowania i poszło zupełnie gładko.

 

Łosoś zapiekany z prosciutto świetnie się je z dodatkiem młodych ziemniaków i fasolki z dodatkiem pesto. Pieczone pomidorki doskonale przełamują smak pozostałych komponentów dania. Jeśli Was kusi, żeby wypróbować tego łososia, to koniecznie właśnie z tymi dodatkami, nie będziecie żałować. Danie pochodzi, jak z resztą prawie wszystkie do toj pory ugotowane przez Marcina, z Delicious. 

 

 

 Łosoś zapiekany z prosciutto

 

Porcja łososia na osobę

po plasterku prosciutto na osobę

gałązka pomidorków na osobę

zielona fasolka szparagowa - ok. 50 g na osobę

młode ziemniaki - wg, uznania

dobrej jakości pesto  - łyżeczka na osobę

oliwa

sól i pieprz 

cytryna do podania

 

Wyszoruj młode ziemniaki, pokrój w ćwiartki i ugotuj z niewielkim dodatkiem soli. Fasolki pozbaw ogonków, przekrój wpół i ugotuj, również starając się nie dawać zbyt dużo soli - pamiętaj, że pesto jest też słone. Odcedź ziemniaki oraz fasolki i wymieszaj z pesto. Środek  każdej porcji łososia owiń plasterkiem prosciutto. Połóż łososia i pomidorki na blaszce, posól, popieprz, polej oliwą i piecz przez 8 min w 180 stopniach.  Gotowe!

sobota, 16 kwietnia 2016

Marcin dalej dzielnie gotuje w weekendy. Za niezbyt częste pojawianie się tu wpisów wpełni odpowiadam ja. Wymówka ta co zawsze - czas. Dzisiejsze klopsy zjedliśmy tydzień temu. Pewnie posiedziałyby jeszcze w poczekalni gdybym nie zapomniała w pracy pendriva. A tak zapomniałam i nie mogę pracować, ale za to mogę zrobić wpis. Burczy mi w brzuchu, chodzi pralka, z pokoju córki dochodzą śmiechy i chichy i dźwięki ukalejle, mąż gotuje obiad - mam chwilę.

 

 

klopsiki

 

 

To był wielce sympatyczny obiad: pure z ziemniaków (w moim przypadku taki trochę champ - z dodatkiem szczypiorku i mięty), sałatka z pasków ogórka z oliwą, niepasteryzowanym octem cydrowym i miętą oraz właśnie klopsiki z jabłkiem. Można je oczywiście jeść w innych konfiguracjach, ale ta była dobra. Jakbyście nie mieli pomysłu na inny dodatek, to szczerze polecam. Pomysł pochodził z magazynu Delicious. Marcin zaczął robić klopsy dokładnie według przepisu, ale kiedy przyszło do wymieszania składników zaczęły mu nie pasować proporce, więc je, na szczęście, zmienił. Gdyby śledził przepis, wyszłyby mu klopsiki jabłkowe z dodatkiem wieprzowiny. Nie jestem pewna czy by nam smakowały aż tak bardzo jak te, które zrobił. Jedząc rozmawialiśmy o tym co należałoby jeszcze zmienić żeby były jeszcze lepsze. Nie podam Wam wersji z Delicious, bo nie potrafię odnaleźć tamtego przepisu, tylko tę którą zrobił Marcin z dodatkiem naszych wspólnych uwag.

 

Klopsiki z jabłkiem i bekonem

 

500 mielonej wieprzowiny

2 plasterki bekonu (następnym razem damy 3 albo 4)

1 jabłko (w przepisie były dwa! następnym razem będzie mniejsze i kwaśniejsze)

2 szczypiory (też podwoilibyśmy)

sól i pieprz

 

Bekon i szczypior pokrój na drobne kawałki, podsmaż. Marcin smażył z dodatkiem smalcu, ale oczywiście każdy ma swój jedyny słuszny pogląd na temat mediów smażących - niech więc postąpi zgodnie ze swoim sumieniem. Usmażony bekon i szczypior przełóż na talerz do ostygnięcia. Pokrój jabłko w drobną kostkę i wymieszaj z wieprzowiną i bekonem. Przypraw. Mięso podziel na 8 części, uformuj klopsiki, przełóż na tackę i włóż do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Piecz 8 minut, przewróć i piecz kolejne 8 minut.

poniedziałek, 21 marca 2016

tagliatelle_z_krewetkami

 

 

Przez cały czas od ostatniego wpisu Marcin dzielnie gotował w weekendy. Było trochę klasyki i dań, które już się na blogu pojawiły, nie publikowałam ich więc, wybaczcie. Nie jest tak, że cały czas jest makaron, chociaż taki wniosek można by wyciągnąć z tego, co tu się pojawia. Makaron uwielbiamy, więc jest często, temu nie zaprzeczam. Hej, nie żebym się przejmowała tym, że ktoś może się tym przejąć.

 

To makaronowe danie jest niewątpliwie godne do polecenia wszystkim makaronożercom. Jest świeże w smaku, pikantne i aromatyczne zarazem. Marcin wyszukał je w którymś z Delicious. Jakoś lepiej mu idzie wyszukiwanie w czasopismach niż w książkach kucharskich. Od dawna nie kupiłam żadnej kulinarnej gazety, chociaż książek kulinarnych wciąż przybywa. Może powinnam mu w prezencie urodzinowym wykupić prenumeratę? To by było zaskoczenie -tylko że teraz to już nie, bo pewnie przeczyta to, co tu napisałam.

 

Proporcje i metodę dania trzeba było lekko dostosować ... co oznaczało, że zamiast się zabrać za pracę czekającą i niecierpiącą zwłoki asystowałam. Obiecałam sobie przy tym, że więcej tego nie zrobię, niech się dzieje co chce ... ale obietnicy nie dotrzymałam już następnego dnia. Tak mnie przywalił ogrom pracy, który musiałam przygotować do szkoły na te ostatnie dwa i pół dnia przed przerwą świąteczną (SERIO!), że aż nie dałam psychicznie rady i uciekłam do kuchni pomóc Marcinowi w robieniu niedzielnego obiedy - tortilli z pieczonymi warzywami i stekiem. Za ładnie pachniało, żeby się powstrzymać na chwilę i zrobić zdjęcie, dlatego w tym tygodniu sam makaron.

 

 

Makaron z cukinią i krewetkami

 


500 g tagliatelle

1 cukinia, starta na tarce o dużych oczkach

150 - 200 g krewetek 

1 świeże chili

1 ząbek czosnku

150 g creme fraiche lub kwaśnej śmietany

skórka otarta i sok z połowy limonki

kilka listków bazylii (opcjonalnie)

łyżka oliwy z oliwek

sól i pieprz

 

 

Ugotuj makaron, odcedź, ale zachowaj pół kubka wody z gotowania makaronu. W głębokim, szerokim rondlu rozgrzej oliwę, dodaj czosnek oraz chili i chwilę podsmaż. Dodaj cukinię, przypraw, dodaj limonkę i smaż około 2 min. Jeśli używasz surowych krewetek, dodaj je i poczekaj, aż zmienią się na różowe, zanim dodasz śmietanę. Jeśli używasz ugotowanych krewetek, to dodaj śmietanę, jak tylko krewetki się ogrzeją. Śmietana nie musi się zagotować, wystarczy, że się porządnie podgrzeje. Jeśli sos jest za gęsty, dodaj trochę wody z gotowania makaronu. Zanim dodasz do sosu makaron, sprawdź, czy sos jest dobrze przyprawiony, jeśli tak to wsyp makaron, porządnie wymieszaj, posyp posiekaną bazylią i podawaj.

 

niedziela, 14 lutego 2016

spaghetti_z_groszkiem_i_szynka

 

Nie pokazywałam tego, co Marcin gotował w poprzednim tygodniu, ale nie oznacza to, że nie gotował. Była paella i były schabowe. Wczoraj były jamajskie wrapy. Schabowe może nie są zbyt ekscytujące i pewnie nie jeden przepis w Internecie na nie można znaleźć, więc sobie je pozwoliłam odpuścić. Dwa pozostałe dania pochodzą jednak z tego bloga, więc nie miałoby sensu ponowne ich umieszczanie. Paellę znajdziecie klikając tu, a wrapy tu. Marcin się nie zgadza ze mną. Twierdzi, że nasza paella jest inna i wygląda inaczej odkąd mamy specjalną patelnię do paelli. A przepis na jamajskie wrapy należy napisać od nowa, bo jest nie do użytku dla początkujących. Ma oczywiście rację. Jak patrzę na oba dania to dochodzę do wniosku, że brzydko na tamtych zdjęciach wyglądają. Teraz inaczej je robię, inaczej do nich kroję składniki, inaczej podaję. Ale szkoda mi czasu na powroty do starych wpisów - nie mam go na tyle.

Kształt dzisiejszego obiadu wyłonił się dopiero wczoraj wieczorem, bo Marcinowi trochę zabrakło natchnienia, miał ochotę na groszek i makaron, ja podpowiedziałam mu resztę. Zrobiłam błąd, bo nie spisałam przepisu i musiałam asystować, a chciałam dzisiaj być zawołana na obiad!

Pomimo, że u nas zimno, to po raz pierwszy od dawna wyjrzało dzisiaj słońce. Generalnie paskudną mamy zimę w tym roku: wyjątkowo pochmurną, mokrą i powodziową. Ale dzisiaj świeciło słońce i śpiewały ptaki. Na ozdobnej wisience w donicy na patio zaczęły różowić się pąki. Trochę tak wiosennie. Makaron z groszkiem, szynką i rzeżuchą jakoś się w ten lekko-wiosenny klimat wpasował.

 

 

Makaron z szynką i groszkiem

500 g spaghetti lub kokardek

około 100 g szynki gotowanej (może być inna)

około 150 g groszku mrożonego

około 50 g świeżo tartego parmezanu

150 ml śmietanki

łyżeczka masła

sól

pieprz biały

gałka muszkatołowa

opcjonalnie rzeżucha lub inna zielenina

 

Ugotuj makaron. Kiedy będzie prawie gotowy rozgrzej na patelni lub w rondlu masło, dodaj do niego pokrojoną w paski szynkę, kiedy się ogrzeje dodaj śmietankę, zagotuj, dodaj parmezan, zamieszaj. Dodaj groszek kiedy śmietana z parmezanem znowu się zagotują. Dopraw do smaku solą, pieprzem i gałką. Sos robi się zaledwie kilka minut, jeśli będziesz za długo gotować za bardzo zgęstnieje - nie jest to zaleta jeśli ten sos je się z makaronem. Odcedź makaron i od razu wrzuć z powrotem do garnka w którym się gotował. Dodaj sos, wymieszaj i podawaj. Posyp zieleniną już na talerzu. 

 

Bardo smaczne danie. Myślę jednak, że na to czy Wam będzie smakowało będzie miała duży wpływ jakość szynki. Nasza była świetna. Kupiłam ją surową, ale zapeklowaną, wystarczyło upiec. "Upiekłam" ją wczoraj w slowcookerze. Była więc świeżutka i bardzo szynkowa w smaku. Wędzona szynka lub dobrze wysmażony boczek będą świetną alternatywą, ale naprawdę polecam wercję z gotowaną szynką.

 

 

niedziela, 31 stycznia 2016

burger

 

 Wczorajsze męskie gotowanie wymagało bardzo mało gotowania, ale to dobrze, bo okazuje się, że można sklecić bardzo przyzwoitego burgera minimalnym wysiłkiem. Przyzwoity burger nie musi być koniecznie tradycyjnym burgerem z sałatą, cebulą i pomidorem. Czasem można od tej klasyki odejść, czasem jest to konieczne. O takich koniecznościach Marcin może jeszcze nie wiedzieć, dlatego w kompozycję smakową bardzo zaingerowałam ja. Dosłownie położyłam przed nim składniki, których powinien użyć. 

Mieliśmy w zamrażarce gotowe burgery z papryczką habanero - pikantne, lekko słodkie od papryki. Nie jadłyby się dobrze z pomidorem i sałatą. Wymagały większej wyrazistości, dopełnienia i podbicia smaku na każdym poziomie. Dlatego w skład hamburgera wchodzą:

 

1. bajgle z czerwoną cebulą i szczypiorkiem (ze sklepu)

2. burgery z habanero (ze sklepu, lub domowe zrobione z około 125 g wołowiny na 1 burgera z dodatkiem ostrej papryki: świeżej, w proszku, lub w płatkach)

3. plastry sera cheddar (u nas średni)

4. mieszanka rukoli, młodych liści buraków i szpinaku (kupione jako mieszanka), lub sama rukola

5. drobno siekana "sałatka" z czarnych oliwek, suszonych pomidorów w oliwie, marynowanego czosnku, pikantnych marynowanych papryczek i bazylii (ilość dowolna, wszystkiego mniej więcej po tyle samo - na dwie osoby +/- łyżka każdego składnika)

6. ogórki konserwowe pokrojone wzdłuż

7. opcjonalnie (nie ma na zdjęciu, bo to mój burger, a ja jadłam bez) dżem z chilli do posmarowania bajgli

 

Umyj i osusz liście, posiekaj składniki na sałatkę i dobrze wymieszaj w miseczce. Grilluj burgery wg upodobania. Marcin grillował je najpierw około 4,5 min w grillu elektrycznym, potem jeszcze przez chwilę z plasterkiem sera na wierzchu pod grillem w piekarniku. Utostuj lub ugrilluj bajgle. Posmaruj spód bajgla dżemem z chilli (lub nie), połóż dwa plasterki ogórka, na to burger z roztopionym serem na wierzch liście i sałatkę z marynowanych warzyw i na to wierzch bajgla. SMACZNEGO!

Marcin twierdził, że to najlepsze burgery, jakie jadł. Zastanawiam się, czy to dlatego, że on je gotował? Może.

Zdecydowanie były to jedne z najlepszych, jakie ja jadłam ...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 100