Kulinarny pamiętnik Ewy
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i blogi
Blog > Komentarze do wpisu

Żółte tajskie curry z rybą i mango

Z Widelcem po Azji

 

 

 

O jak ja lubię tajskie curry ... bardziej niż jakiekolwiek inne, to pewnie dlatego, że czynnikiem sosogennym jest w tajskich przepisach mleko kokosowe, a do niego mam wyjątkową słabość. Nęcą mnie też niesamowicie tajskie dodatki: galangal, limonka, trawa cytrynowa, nawet wolę sos rybny (nam pla) od sojowego. O tych przeróżnych korzonkach i dodatkach pisałam już, więc można sobie kliknąć (właśnie tu).

Chociaż istnieje dużo rodzajów tajskiego curry, to w przepisach spotkacie się najczęściej z trzema 'kolorowymi' rodzajami: zielonym, żółtym i czerwonym. Jak kolory sygnalizacji ulicznej :) Zielone zawdzięcza swój kolor ziołom: kolendrze i tajskiej bazylii, żółte kurkumie i chili, czerwone chili.

Dzisiaj pokazuję Wam żółte robione z dorszem. Mango jest bardziej składnikiem przypadkowym niż niezbędnym, dostałam je w piątek w szkole, jako pozostałość po omawianiu Chińskiego Nowego Roku. Pół skończyło jako salsa z chili do hamburgerów (mango, chili, limonka, liście kolendry), a pół powędrowało do curry. Można je spokojnie ominąć, albo dodać inny owoc/warzywo (ananas, kalafior, ziemniaki, bakłażany). Wygooglałam sobie takie curry i wyskoczył mi przepis Delii Smith, który nazywa się tajskim, a skoro się tak nazywa to niech tak będzie, czyli nic sobie nie wymyśliłam i mogę spokojnie dołączyć danie do widelcowych podróży po Azji Ireny i Andrzeja, a jak to nie oryginalne danie tajskie to mogę wszystko na panią Smith zwalić.

 

 

 

tajskie żółte curry z ryby i mango

 

 

 

Zrobiłam to curry jednak po swojemu, bo chciałam wykorzystać te składniki, które miałam w domu, a miałam i galangal i świeżą kurkumę, kokosa, limonkę, liście limonki, sos nam pla (rybny). Nie pobiegłam więc do sklepu ani po trawę cytrynową ani po pastę krewetkową, a mleko kokosowe zrobiłam sobie sama, cierpliwie trąc tę twardą sztukę na tarce (i zatęskniło mi się za malakserem, którego wciąż nie wymieniłam). Robiłam też danie z mniejszych proporcji, bo jak wiecie osamotniona jestem w tej miłości. Reszta rodziny dostała dorsza w cieście i nie narzekała, a ja mam pyszny obiad na dwa dni.

 

 

Tajskie żółte curry z mango

 

(moja wersja, Delii na górze w linku)

 

300 - 200 g dorsza lub innej białej zwartej ryby

pół mango

puszka mleka kokosowego/lub domowej produkcji z 1 kokosa

zielona kolendra do przybrania

jasny brązowy cukier (do smaku, opcjonalnie)

3 liście limonki kaffir

 

na pastę:

3 cm korzenia galangalu (lub imbiru)

3 cm korzenia kurkumy (lub łyżeczka proszkowanej)

4 tłuściutkie ząbki czosnku

2 szalotki (jak duże to jedna)

2 czerwone chili

sok i skórka z 1 limonki

łyżeczka przyprawy curry (użyłam domowej produkcji)

łyżka sosu nam pla (rybnego)

 

 

Składniki na pastę najpierw rozdrabniamy a potem zamieniamy w pastę dostępnymi środkami: moździerzem, malakserem, nożem. Rybę i mango kroimy w podobne 2 cm kawałki.

Większość curry zaczyna się od smażenia pasty, z którą później smaży się mięso, a następnie dolewa mleko kokosowe. Delia w swoim przepisie zaczyna od gotowania mleka kokosowego aż się dobrze zredukuje, a potem dodaje do mleka pastę. Stwierdziłam, że i ja tak spróbuję, bo po co w sumie ten tłuszcz ze smażenia w curry. No i mam wątpliwości czy to był dobry wybór, bo pasta jednak powinna się podsmażyć, żeby w pełni rozwinęła swój smak. Zostawiam Wam więc wybór. Można najpierw pogotować samo mleko (20 min), dodać rybę i pastę, po czterech minutach dodać mango i gotować jeszcze dwie minuty - tak jak w przepisie Delii. Tak też robiłam, chociaż mleko gotowałam krócej i dodałam do niego liście limonki, które później przed podaniem wyciągnęłam, dodałam też trochę cukru, bo domowe mleko kokosowe nie jest tak słodkie jak z puszki. Moja ryba też krócej się gotowała, mango dodałam 2 min później niż rybę i po następnych dwóch wyłączyłam.

Można jednak najpierw podsmażyć pastę, później dodać mleko, gotować aż mleko osiągnie pożądaną konsystencję i wtedy dodać rybę i mango. Tak robiłam gotując curry wcześniej i aromaty w tak robionym curry są o wiele lepiej rozwinięte. Drogi zdrowsze często mniej smaczne są niestety.

Jadłam z ryżem posypane kolendrą.

poniedziałek, 28 lutego 2011, nobleva

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/02/28 17:48:14
Cóż za odważne połączenie smaków! :) Wspaniale wygląda, skusiłabym się!
-
2011/02/28 17:55:28
Może i odważne, jak kubki smakowe przyzwyczajone to to nie jest dla nich sport ekstremalny (dla moich już nie jest).
-
2011/02/28 18:00:05
Świetnie się prezentuje i ten kolor! zjadłabym z wielką chęcią, chyba muszę wypróbować:)
-
2011/02/28 19:17:34
Smakowicie się zapowiada:)
-
2011/02/28 22:21:08
O,jak pysznie wygląda ! A kolor ma taki słoneczny, no śliczny!:))
-
2011/02/28 22:57:01
Moja współlokatorka ostatnio stała się fanką curry, ciekawe czy twoje by jej smakowało. :)
-
2011/03/01 00:12:56
Niepokorniku ja Cię bardzo namawiam!
Wiosno droga, dzięki!
Madziu: a bo się słońca chce to na żółto gotuję ;)
Pluskotku: Pozdrów swoją współlokatorkę bardzo serdecznie :)
-
2011/03/01 07:53:55
Bardzo mi się podoba ta niesamowicie energetyczna żółć i obok biel ryżu. Niech żyje curry! :)
-
2011/03/01 08:29:27
Mmm, aż ma się ochotę zjeść prosto z ekranu monitora;-)