Kulinarny pamiętnik Ewy
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i blogi
Blog > Komentarze do wpisu

Wołowina Rendang

 

 

 

beef rendang

 

 

Od dawna chciałam zrobić to danie, właściwie to od momentu kiedy BBC wyemitowało rok temu serię Ricka Steina Far Eastern Oddysey. Jest też po programowa książka, której niestety jeszcze nie mam. Przepis, krótko mówiąc, zafascynował mnie. Chciałam zrobić w miarę możliwości danie jak najbardziej zbliżone do oryginału, używając prawdziwych składników, a nie ich zamienników, co mi się prawie udało. Rzadko mam okazję się wybrać do azjatyckiego marketu, a nie zawsze wszystko czego chcę tam jest. W miniony weekend się udało - kupiłam dwa składniki, które normalnie ciężko jest tutaj dostać świeże: korzeń galangalu i korzeń kurkumy. Pierwszy raz w życiu miałam w ręce prawdziwą kurkumę! To, że jest jasno pomarańczowa wiedziałam, absolutnie zaskoczył mnie jej świeży aromat. Zawiódł mnie bardzo łatwo dostępny składnik: kokos. Po rozłupaniu orzecha okazało się, że jest zepsuty. Użyłam niesłodzonych wiórek, które po namoczeniu zdały się nadawać.

Rendang to danie pochodzące z zachodniej części Sumatry zamieszkiwanej przez ludność Minangkabau. Połowa populacji tej grupy etnicznej żyje w rozproszeniu, wielu z nich mieszka w Malezji i to właśnie malezyjska odmiana potrawy jest znana w świecie. Rendang nie jest curry, mało w tej potrawie sosu, jest to właściwie sposób marynowania mięsa. Wiadomo, że w tamtym klimacie szybko trzeba coś z mięsem zrobić, jeśli nie ma się zamiaru zjeść całego ubitego zwierza na raz. Rendang w takiej wersji, którą Wam pokazuję wytrzymuje miesiąc i to bez żadnych E.

To oczywiście nie wygląd potrawy zachęcił mnie do jej zrobienia! Wygląda dość paskudnie, jak wiele z resztą currowatych dań. Szkoda, że Internet nie przewodzi zapachów, bo rendang pachnie niesamowicie. Pachnie tak, że mój mąż, który nie cierpi curry, podjadał mi z woka a potem, o cudzie, mimo, że rodzinie ugotowałam zastępcze danie, poprosił o swoją porcję!

Lista składników jest dość długa, ale jeśli lubicie dania azjatyckie to cześć tych składników pewnie macie w szafkach. Szperałam po różnych miejscach w sieci żeby odnaleźć przepis z programu, ale nawet blogi/strony, które rzekomo podają ten przepis o który mi chodzi potrafią się znacznie różnic. To mnie uczy, że warto podawać i oryginalne przepisy i własne modyfikacje w takich przypadkach. Nie zdajecie sobie nawet sprawy ile ludzi zaczęło swoje wpisy od "widziałam/em wczoraj/ostatnio jak Rick Stein robił to danie w tv ..." - nie tylko mnie oczarował bajarz jeden :) Zdaje się, że ja jedyna czekałam ze zrobieniem potrawy cały rok  - ha, ha!

Podaję więc przepis, który jest kompilacją wielu przepisów i mojej pamięci (nie mam dobrej, ale facet ma bajer, takich nauczycieli życzę każdemu - jak moja pani od biologii z liceum - nie trzeba się było uczyć bo wszystko się z lekcji pamiętało).

 

 

Wołowina Rendang

 

 

na pastę:

5 chili (użyłam birds eye)

4-5 szalotek (w zależności od rozmiaru - około 100 g)

5 tłuściutkich ząbków czosnku (jak mizerne to więcej)

6 cm korzenia galangalu (zdeterminowani mogą użyć imbiru)

4 paluchy korzenia kurkumy (wielkości małego palca)

2 trawy cytrynowe (tylko jasna cześć)

sok z 1/2 limonki

łyżka mielonego kuminu

łyżka mielonych ziaren kolendry

(i kumin i kolendrę najlepiej podprażyć)

 

 

na rendang:

50 g tartego kokosa (lub odpowiednik namoczonych niesłodzonych, odciśniętych wiórek)

1 trawa cytrynowa w całości, lekko zmiażdżona przy korzeniu

50 g pulpy z owoców tamaryndowca  - należy rozetrzeć ją wcześniej w wodzie (tej samej objętości co tamaryndowiec) i przecedzić przez sito

2 całe laski cynamonu (pięciocentymetrowe)

2 gwiazdki anyżowe

4 goździki

6 zielonych kardamonów

600 g wołowiny pokrojonej w grubą kostkę

puszka mleka kokosowego

łyżka brązowego cukru (najlepiej palmowego)

4 liście limonki kaffir

1 łyżka soli

olej (około 2 łyżek)


 

 

Składniki na pastę drobno siekamy i rozcieramy w moździerzu lub miksujemy w małym malakserze, jeśli nie chce się zmielic można dodać trochę oleju lub wody. W woku albo w garnku rozgrzewamy olej i dodajemy pastę, smażymy przez około dwie minuty, dodajemy wszystkie pozostałe składniki (wszystkie ziarna, liście, kory i inne w całości). Gotujemy na średnim ogniu przez dwie i pół godziny mieszając częściej pod koniec gotowania. Potrawa przejdzie od fazy gotowania do smażenia kiedy cały płyn się wygotuje. Kiedy zacznie się oddzielać olej najlepiej go zebrać, jest niezbędny w pierwszym etapie robienia tej potrawy, ale potem wygląda mało apetycznie i z pewnością nie jest wskazane jedzenie tego nadmiaru. Kiedy danie jest gotowe wyciągamy większe przyprawy: trawę cytrynową, korę cynamonu.

 

To, że potrawa jest niezwykle aromatyczna można odgadnąć po składnikach, odrobinę kwaskowata dzięki tamaryndowcowi, pikantna dzięki chili (ale nie aż tak jak się można po takiej ilości chili spodziewać). Czytałam podzielone zdania, dla niektórych rendang jest najlepszy w dzień przyrządzenia, dla innych jest smaczniejszy po kilku dniach. Należę do tej drugiej grupy. Ugotowałam to danie w sobotę wieczorem, żeby pół niedzieli nie spędzić w kuchni i po ugotowaniu tylko spróbowałam. W niedziele razem z mężem zjedliśmy na obiad no i miałam lunch do pracy na dwa dni. Dzisiaj tak żałowałam, że się skończyło. Miałam wrażenie, że smak aksamitnieje z każdym dniem.

 

Razem z Ireną i Andrzejem wodzę widelcem po Azji.

 

 

Z Widelcem po Azji
wtorek, 22 lutego 2011, nobleva

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: szana, 89-78-34-196.dynamic.chello.pl
2011/02/22 20:32:58
ta wołowina wyglada kuriozalnie! I ten ryz jak taki true z Azji ;) swietny efekt,
pozdrawiam,
Szana

----
www.gastronomygo.blogspot.com
-
2011/02/22 20:40:56
Bardzo fajne danie - na pewno by mi smakowało, bo lubię azjatyckie smaki. Dużą część dodatków z powyższej listy mam w domu, ale świeżego korzenia kurkumy niestety mi brakuje.
-
2011/02/22 20:42:24
Szano: kuriozalnie to dobre określenie ! Mój mąż nazywa to kupką zwierzynki co się siana najadała! Dzięki za komentarz :)))
-
2011/02/22 20:43:41
Diablico: proszkowana może byc, ale jeśli da się kupic świeżą to polecam!
-
2011/02/22 21:50:13
Fiu fiu, nie wiem co napisać;)
Ale zdjęcie rewelacyjne:)
-
2011/02/22 23:20:41
Ewo, bardzo przyjemnie się patrzy na efekty Twoich kulinarnych poczynań :) A określenie czosnku jako "tłuściutkiego" wywołuje od razu uśmiech :)
-
2011/02/23 06:34:22
Oglądałem tą serię u nas na BBC Lifestyle;-)
Może też zrobimy taką wołowinę jak dotrzemy w ten rejon Azji?
Kto wie;-)
-
2011/02/23 14:27:55
tak, to wzbudza różne skojarzenia, ale nawet jak ktoś nie lubi takich smaków tak jak ja, to powinien spróbować, bo 10000 kubków smakowych ma co robić...
-
2011/02/25 00:30:31
Super, po prostu swietne wszystko: przepis, potrawa, wykonanie i podanie! Bravo! Ja tez lubie R Steina - nie glupi gosc i jak malo kto sensownie w kwestii sztuki kulinarnej wykorzystal swoje podroze. Moim zdaniem chyba najlepsze programy podrozniczo - kulinarne to wlasnie te jego.
-
2011/02/26 10:01:52
Wiosenko: dzięki ;)
Basiu: o to miłe :)
Grumki: jak dotrzecie to koniecznie zróbcie!
MP: dobrze ujęte!
Arku: dziękuję pięknie :) Absolutnie się zgadzam, dla mnie też to są najlepsze programy podróżniczo - kulinarne.