|
Blog > Komentarze do wpisu
Tajskie zielone curry z ryżowym vermicelli i krewetkami
A u mnie znów curry. Za to jakie! Moje ulubione zielone tajskie i to z krewetkami. Jeśli ktoś nie lubi krewetek może zastąpić kurczakiem oczywiście. Ale ja krewetki lubię. Kiedyś nie byłam fanką. Pierwszy raz jadłam je podane w sałatce ryżowej i były to malutkie krewetki, teraz wiem, że były to krewetki kupione od razu ugotowane, wtedy nie wiedziałam, i nie zachwyciły mnie. Próbowałam od czasu do czasu sama z nimi gotować (oczywiście z kupionymi ugotowanymi) ale efekt był różny. Pamiętam, że kiedyś w restauracji chińskiej jadłam danie z krewetkami, a raczej krewetami (tiger prawn) i były absolutnie pyszne, o wiele bardziej przypominające smak morza niż cokolwiek co w życiu jadłam i czuć było, że są świeże, świeżo przygotowane. Dopiero wtedy odważyłam się kupić świeże, a nie obgotowane, krewetki, no i te większe. Różnica jest niesamowita. Nie są wtedy bezkształtną, mdłą masą między zębami, są wtedy czymś co ma smak i teksturę. Jeśli więc myślicie, że nie lubicie krewetek, a próbowaliście tylko kupionych w supermarkecie już obgotowanych (są różowo - łososiowe) to spróbujcie sięgnąć po te mniej atrakcyjnie wyglądające, surowe (szare), jeśli boicie się, że nie są całkowicie świeże sięgnijcie po te z zamrażarki.
Miałam pokusę, żeby to danie nazwać laksą, ale w sumie jest mało zupowate, ale można dodać trochę wywaru warzywnego lub rybnego i laksa byłaby na całego. Stali czytelnicy wiedzą już, że curry gotuję tylko dla siebie. Nie jestem w stanie odmówić sobie tej pyszności, nawet jeśli to oznacza gotowanie dwóch oddzielnych obiadów. Porcja zrobiona z puszki mleka kokosowego (lub domowego z jednego kokosa - choć też już wiecie, że sobie sama nie zrobię mleka kokosowego z powodu tymczasowego braku malaksera) jest porcją, która starcza mi na dwa dni, można więc przyjąć, że jest to porcja na dwie osoby.
Tajskie zielone curry z ryżowymi vermicelli i krewetkami
Na pastę curry: 2 trawy cytrynowe 2 zielone chili 4 ząbki czosnku 2 cm korzenia imbiru lub galangalu 1 szalotka pęczek kolendry sok z połowy limonki odrobina oleju roślinnego
Ponadto: krewetki* puszka mleka kokosowego pół łyżeczki (domowej) przyprawy curry, lub szczypta kurkumy 2 liście limonki kaffir** łyżeczka brązowego cukru (najlepiej palmowego, ja użyłam trzcinowego) 2 łyżki sosu rybnego (nam pla) opakowanie ryżowego vermicelli kawałek zielonego ogórka (opcjonalnie) kolendra do przybrania
* ilość według upodobania, jeśli decydujecie się na kurczaka to do tego dania polecam pierś, bo jest to bardzo delikatne danie **Liście limonki to kolejny cytrusowy czynnik można go potraktować opcjonalnie, ja nie miałam tych liści, ale miałam liście curry, które się trochę marnowały w szafce więc użyłam 10 z nich. Mają zupełnie inny aromat niż liście limonkowe, są bardziej jak curry, choć mi przypominają zapach pestek mandarynek. Można po prostu dodać więcej soku z limonki lub jej startą skórkę.
Składniki na pastę najpierw drobno kroimy potem miksujemy na w miarę gładką masę. Jedynie trawa cytrynowa wymaga trochę innej obróbki, używamy tylko dolnej jej części, którą należy zmiażdżyć przed pokrojeniem. Makaron moczymy, zalewając go wrzątkiem i trzymamy go w kąpieli dopóki nie nabierze jadalnej formy. Pastę wrzucamy do rozgrzanego rondla lub woka i smażymy przez kilka minut. Bardzo pachnie i chili potrafi dać po oczach, radzę więc mieszać drewnianą łyżką z długą rączką, żeby można się było odsunąć od garnka. Jeśli używacie kurczaka to trzeba go drobno pokroić i dodać po chwili do pasty, tak aby był obsmażony przed dodaniem mleka kokosowego. Po dodaniu mleka wrzucamy liście, dodajemy nam pla, cukier, kurkumę lub przyprawę curry, tylko nie za dużo, bo curry już nie będzie zielone. Gotujemy parę minut wszystko razem, aż nabierze smaku. Ogórka przekrawamy raz wzdłuż, wydrążamy nasiona i kroimy w plasterki, vermicelli nakładamy do miseczek. Wrzucamy krewetki do curry. Jeśli używacie ugotowanych wystarczy je tylko w curry ogrzać, surowe muszą zmienić kolor na różowo-łososiowy i muszą być gorące i białe wewnątrz, to trwa tylko chwilę, ale warto wyciągnąć jedną i sprawdzić czy są gotowe. Gotujemy do momentu gdy krewetki są gotowe, wlewamy curry do miseczek z vermicelli, przystrajamy ogórkiem i kolendrą.
Przepis dołączam do kulinarnych podróży Ireny i Andrzeja po Azji sobota, 08 stycznia 2011, nobleva
TrackBack
Komentarze
ola7
2011/01/08 12:01:08
Tajska kuchnia jest mi bardzo bliska, male jej u mnie na logu bo maz nie lubi...ale po Twoim wpisie od razu chce mi sie zrobic:)
2011/01/08 13:00:41
wygląda pięknie.
takie kolorowe. takie smakowite! a zieleń to mój ulubiony kolor ;] 2011/01/08 13:28:06
Niedługo też zrobię zielone curry wg przepisu tajskiego, z książki:
testykulinarne.blogspot.com/search/label/Ksi%C4%85%C5%BCki%20z%20kt%C3%B3rych%20gotuj%C4%99 Twoje curry wygląda bardzo smakowicie! Przygotowywałam już zielone curry wg przepisu Nigelli Lawson - oto link: testykulinarne.blogspot.com/2010/10/curry-mary.html oraz czerwone curry z krewetkami i mango: testykulinarne.blogspot.com/2010/11/czerwone-curry-z-krewetkami-i-mango.html Jednak tajskie curry są bardziej aromatyczne, co stwierdziłam na przykładzie czerwonego tajskiego curry: testykulinarne.blogspot.com/2010/12/czerwone-curry-z-wieprzowina.html A propos - czy może wiesz gdzie można dostać w Warszawie lub w Polsce oryginalne miseczki do curry ze stali nierdzewnej, z podgrzewaczami lub bez? A gdzie kupujesz galangal i świeże liście kaffiru? Ewa 2011/01/08 13:32:27
Wspaniałe. Kupiłam nawet ostatnio trawę cytrynową, więc może uda mi się przygotować.
2011/01/08 13:36:22
Olu: ja już się od dawna nie przejmuję tym kto czego nie lubi i gotuję dla siebie :)
Paulo: dzięki :) Karmelitko: ja też bardzo lubię na talerzu :) Ewo: ze wszystkich tajskich wariantów najbardziej lubię jednak zielone, chociaż z mango też robiłam i bardzo mi smakowało. Idę pooglądać zaraz te Twoje. Stalowe miseczki do curry też mi się marzą, ale nie widziałam ich nigdzie, może w sklepach internetowych? Mieszkam w Belfaście i kupno świeżych liści i limonki i curry nie jest tu problemem. Galangal jest mniej osiągalny, muszę się po niego wybierać do azjatyckich marketów, ale nigdy nie ma gwarancji, że będzie. Pozdrawiam serdecznie :) 2011/01/08 13:38:28
Ja tajskie curry moge jesc na okraglo. Rano, wieczor i w poludnie...plus dokladki ;)
PS jak sytuacja z woda? polepszyla sie czy w ogole Cie nie dotknela? 2011/01/08 16:39:35
Ewo, bardzo podoba mi się Twój komentarz: "Olu: ja już się od dawna nie przejmuję tym kto czego nie lubi i gotuję dla siebie" - ja też tak mam.Tzn uwzględniam kulinarne gusta tak w ogólności - tylko jak jadę do rodziców albo podejmuję wielopokoleniową rodzinę - wtedy robię coś tradycyjnego. W przeciwnym razie robię to, na co mam ochotę - inaczej nie mam serca do gotowania. Żeby nie było, że jestem egoistką, przyjmuję sugestie i mogę rozważyć. Ale do zrobienia czegoś, czego mój organizm nie toleruje, to raczej nikt mnie nie namówi
Poza tym Ty gotujesz, Ty decydujesz, nie? Pozdrawiam Cię serdecznie 2011/01/08 19:31:12
Fantastyczna propozycja! I wspaniałe zdjęcie :) Oj, napatrzec się nie mogę :)
Miłego weekendu :) 2011/01/08 21:30:37
Kabamaigo: uwielbiam trawę cytrynową! Cokolwiek z nią zrobisz na pewno będzie pyszne!
Arku: O ja też. Na szczęście w mojej okolicy woda była cały czas, chociaż na palcach jednej ręki mogę policzyć znajomych, których to nie dotknęło. Coś mi mówi, że to się skończy płaceniem za wodę. Nino: podjęłam tą decyzję mniej więcej w tym samym czasie co zaczęłam pisać bloga. Ile można jeść na okrągło dwie zupy i kilka dań, które dzieci na pewno zjedzą? Po rewolucji w kuchni okazało się, że lubią o wiele więcej niż im i mi się wydawało. Przyzwyczaili się do tego, że na stole mają rzeczy, których nigdy na oczy nie widzieli. Nie ma więc "tego nie lubię" muszę spróbował, żeby się dowiedzieć. Curry nie lubią, bo nie lubi tata. Nie widzę też sensu robienia łagodnego curry, bo przecież cały sens jest właśnie w przyprawach. Ale nie ma sprawy mogę zrobić dwa obiady na raz w takich przypadkach. Pozdrawiam również :) Kasiu: dziękuję pięknie :) Nawzajem! 2011/01/09 09:12:43
Fajne danie, no i kolorem na myśl przywodzi wiosnę, której nie potrafimy się doczekać;-)
Mogę wyobrazić sobie życie bez krewetek, ale generalnie lubię, a najbardziej przesmażone na maśle z czosnkiem, a potem posypane natką pietruszki. Pozdrawiam;-) 2011/01/09 12:56:18
Pyszna klasyka. Kocham wszelkie tajskie curry, bez znaczenia sa dodatkie, zjem kazde.
N_ina calkowicie sie z Toba zgadzam. Ja z kolei nie lubie gotowac, ale uwielbiam jesc a to co chce zjesc musze sobie zrobic sama. Nie gotuje zatem rzeczy, ktorych sama nie zjem. Gdyby maz nie mial na cos ochoty to sam sobie zrobi cos co mu bedzie odpowiadalo. 2011/01/10 13:37:52
OJ, tesknie za takim jedzonkiem. W Pl albo skladnika nie ma, albo jego cena nie miesci sie w glowie. Na szczescie los jest dla mnie laskawy i chyba znow zawitam na wyspie, wiec nadrobie wszystkie zaleglosci, pozdrawiam :)
|