|
Blog > Komentarze do wpisu
Pieczony pudding ryżowy
Tak wyglądał śnieg w Belfaście tydzień temu, marny był i nie wytrzymał długo, wczoraj mieliśmy świeżą dostawę, może posłuży za tło do czegoś w ciągu najbliższych dni jeśli wytrzyma, ale się nie zapowiada. Nie żebym chciała żeby wytrzymał. Śnieg w kraju w którym śnieg pada raz na kilka lat to klęska żywiołowa. Trzeba Wam wiedzieć, że zakątek Wysp w którym mieszkam to najmokrzejszy ich zakątek i lubi tu padać i wiać, co często współgra tworząc fenomen w postaci poziomo padającego deszczu, ale żeby śnieg ... Śnieg to katastrofa, panika, zamykanie szkół miejsc pracy i ogólny halt. Oczywiście bardziej się opłaca zatrzymanie wszystkiego na parę dni raz na kilka lat niż utrzymywanie zastępów ludzi i maszyn, które wyjdą na ulicę raz na parę lat. Wracając do puddingu ... na opakowaniu ryżu do puddingu znalazłam przepis na pudding pieczony. Nigdy wcześniej nie jadłam pieczonego, tylko gotowany, ale wyobraziłam sobie, że musi być ciekawszy z przypieczoną skórką. Przepis mnie trochę zbił z tropu. Stałam z opakowaniem w ręku i biłam się z myślami czy zrobić tak jak jest w przepisie czy według własnego widzimisię. To co mnie zastanowiło to proporcje. Porcja na 4-6 osób miała być zrobiona z 50 gram ryżu i 550 ml mleka. To garsteczka ryżu w dużej ilości mleka! Skupiłam się na niewłaściwej rzeczy, bo to nie proporcje okazały się problemem tylko ilość. Nie przewidziałam tego, że bardzo dużo mleka po prostu wyparuje (mam piekarnik bez możliwości wyłączenia nawiewu), konsystencja zatem okazała się idealna, lecz ilość nie. Z tego co miało być porcją na 4-6 osób wyszły mi 3 i to całkiem nieduże. Ale po kolei: Naczynie należy wysmarować masłem wlać do niego mleko, wmiesza ryż, 25 g cukru (użyłam z wanilią- puszczam oczko Polce) i troszkę gałki muszkatołowej. Potem wstawia się to do piekarnika rozgrzanego do 160° i piecze przez dwie godziny mieszając po pół godzinie i po godzinie. Ja nie byłam zadowolona z tego jak to wyglądało i po półtorej godziny wyciągnęłam z piekarnika, konsystencja była już w miarę w porządku i dopiekłam w kokilkach. Zła byłam trochę na to, ile tego wyszło i że dla tego czegoś piekarnik dwie godziny chodził. Ale! Jakie to było dobre, mniam! Podzieliłam się zawartością jednego kokilka z mężem, resztę zjadły dzieci. Następnym razem, a następny raz będzie, zrobię pudding normalnie, w garnuszku na palniku, przełożę do kokilek, posypię cukrem i zapiekę pod grillem, żeby był taki ryżowy pudding ze skóreczką à la creme brulee. sobota, 04 grudnia 2010, nobleva
TrackBack
Komentarze
kasia.koczwara
2010/12/04 11:06:44
Slicznie wyglada! Moj, to zawsze taki wiorek wychodzil, ze po jakichs 3-4 latach probowania dalam sobie spokoj.... Kupuje w supermarkecie, zeby sie nie denerwowac widokiem garnka z kilogramem srednio zachecajacej zawartosci... :):):))))
2010/12/04 15:28:08
Ewo, właśnie zapiekane puddingi i creme brule ,to moja nauka od francuskich Znajomych.Wcale nie potrzeba specjalnego palnika.A jest tak pysznie!
kuchennymidrzwiami.blogspot.com/ 2010/12/04 15:42:54
Pamietam Londyn dwa lata temu, wszyscy mieli ekstra dzien wolny i ogolna radosc panowala z powodu sniegu :)
2010/12/04 22:26:06
Jaki super ! Ja jeszcze nie jadłam żadnego puddingu. Pozdrowienia:)
2010/12/05 10:07:51
Mnie by chyba nie przeszkadzalo, gdybym w takie dni nie musiala chodzic do pracy ;) O ile sa to dni objete 'normalna' pensja rzecz jasna; bo jesli nie, to nie jest to jednak najlepsze rozwiazanie ;)
U nas sniego sobie lezy (wyjatkowo bardzo jak na przelom listopada i grudnia ;) ), ale mnie to jak na razie cieszy. Zobaczymy na jak dlugo ;) Pozdrawiam! A porcje puddingu zamawiam na podwieczorek ;) 2010/12/05 11:16:41
Kasiu: no to może właśnie dlatego proporcje takie trochę dziwne, żeby wióry nie wychodziły, jeszcze będę próbowała trochę większe ilości na kuchence, zobaczę jak się ten ryż zachowuje.
Emmo: dziękuję :) Aniu: palnik jest i tak na liście życzeń do Mikołaja ;) Moniko: nikt tej radości tu też nie ukrywa, w tamtym roku zdarzyło się raz i nie ukrywam, że liczę na jakieś wolne po drodze do Świąt ;) Majanko: to zapraszam do siebie :) Beo: To oczywiście jest coś wyjątkowego, jak śnieg tu, zdarza się może raz w roku, tu w mieście, szkoły wiejskie są zamknięte o wiele częściej: kręte, wąskie, irlandzkie dróżki na zimę się nie nadają. Na szczęście dla mnie są to teraz dni płatne, ale na samym początku, kiedy zaczynałam tu pracę nie były i było to bardzo frustrujące! Śnieg oczywiście też cieszy i my nauczyliśmy się nim cieszyć. Jeśli spadnie wieczorem, choćby było bardzo późno wychodzimy na zimowy spacer, bo rano pewnie już śniegu nie będzie. Podwieczorek o piątej, pasuje? Dziękuję za komentarze. Miłej niedzieli! 2010/12/07 13:58:35
Ja sie pisze na taki pyszny puddinh. W sam raz na chlodne, zimowe dni :))
|