Kulinarny pamiętnik Ewy
Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i blogi
Blog > Komentarze do wpisu

O rybach. Makrela z nasturcją.

 

 

makrela z nasturcją

 

 

Makrela z sałatką z nasturcji

 

jedna makrela na osobę

liście dowolnej sałaty

kwiaty i liście nasturcji*

masło do smażenia**

sól morska

pieprz

pieprz cayenne

wędzona czerwona papryka w proszku

kilka gałązek kopru włoskiego***

łyżka soku z limonki

 

*moje nasturcje dość marne i maleńkie, ale przynajmniej z własnej hodowli, co oznacza, że na pewno nie pryskane

** w zależności od ilości ryb i wielkości patelni, roztopione masło powinno sięgać dobrze ponad połowę grubości ryby, ale nie powinno jej przykrywać

***ma wyraźnie bardziej anyżkowy i słodszy smak niż koperek. można dać koperek i kawałek gwiazdki anyżowej

 

Makrelę filetujemy. Przyprawiamy solą, pieprzem, pieprzem cayenne i papryką. Masło topimy na patelni i gdy jest gorące wkładamy na nie rybkę najpierw skórą do dołu. Smażymy z każdej strony około 2 minut (dłuższe smażenie zamorduje tą delikatną rybę). W czasie smażenia wrzucamy posiekany koper i pod sam koniec wlewamy sok z limonki. Na talerzu układamy liście sałaty i nasturcji oraz jej kwiaty, obok układamy rybę. Sałatkę polewamy po prostu masłem ze smażenia ryby, które przez 4 minuty smażenia na pewno się nie spaliło, a jest bardzo smaczne koprowo-limonkowe.

 

sałatka z nasturcji

 

 

makrela z nasturcją

 

Ryby. Jak wiecie jestem świeżo po powrocie z Polski, zgadnijcie czy jadłam w Polsce rybę? Oczywiście nie jadłam, moja rodzina nie mieszka nad morzem tylko na Dolnym Śląsku, 500 km od najbliższej plaży. Wybraliśmy się, co prawda, z moją mamą, w bardzo sympatyczne miejsce: do takiej smażalni ze stawami hodowlanymi i dużą ilością zapraszających drewnianych ławeczek w cieniu brzózek, ale ... wszystko co było w stawach pływało brzuchami do góry. Po ochłodzeniu się w cieniu drzew poszliśmy do pobliskiej restauracji hotelowej, gdzie już nikt na stronę z rybami w menu nie miał ochoty patrzeć. Oglądałam ci ja polską telewizornię i polskie reklamy też ... już pewnie wiecie, którą konkretnie mam na myśli. Czy ktoś się z Was czuje zachęcony do jedzenia ryb po obejrzeniu? Miałam wrażenie, że podtekst jest taki: nie martw się, nasz sos tak doskonale zamaskuje smak ryby, że nawet nie poczujesz, że ją jesz. Wiecie, nawet najlepsze roux nie pomoże gdy niedobra jest ryba. Oczywiście są w polsce miejsca gdzie można dostać pyszną świeżą rybkę, mamy przecież morze i tysiące jezior, może nawet gdzieś są na tyle czyste rzeki, ale wielka część społeczeństwa do tych dobrych nie ma dostępu, więc jak ma je lubić. To co wpływa do marketów jako świeże często też jest najgorszej jakości. Można nie lubić nawet łososia jeśli się jadło tylko hodowlanego norweskiego.

Ja się więc Rodakom wcale nie dziwie, że nie lubią ryby, wcale. Opowiem wam o moim rybnym doświadczeniu. Pierwszymi rybami z jakimi się zetknęłam to te świąteczne: karp i śledź. Karpia nigdy nie polubiłam, nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia, w dodatku miałam historię z ością jako dziecko i skończyłam Wigilię przegryzając chleb z octem, brrr. Śledzie w occie uwielbiałam i uwielbiam do dziś, tak jak wszystkie marynowane rzeczy. Kiedy miałam 10 lat przeprowadziliśmy się do małego miasteczka na Dolnym Śląsku w którym był jeden sklep rybny. Na codzień można było w nim dostać ryby mrożone, wędzone, solone i marynowane. Czasem pojawiał się świeży pstrąg i oczywiście karp. Moi rodzice kupowali wędzoną makrelę i szprotki. Choć polubiłam makrelę, a szprotki nie bardzo, to te ostatnie bardziej utkwiły mi w pamięci. Rozrywaliśmy papierową torbę w którą były zapakowane i wszyscy się nad nią pochylaliśmy wyskubując rybie mięsko. Z tym pstrągiem to bardzo różnie było. Zdarzyło mi się nie raz jeść dobrze zrobionego i te pozytywne przeważyły nad negatywnymi pstrągowymi doświadczeniami. Najgorsze wydanie pstrąga dla mnie to pstrąg maksymalnie wysmażony; skórka może i chrupiąca ale pod nią suche wióry. Tu żaden sos nie pomoże.

Do jedzenia ryb na pewno nie zachęciły mnie idealnie wycięte piłą w prostopadłościany mrożone ryby. Może nie były takie straszne w smaku ale nienawidziłam ich przyrządzać, po prostu.

Wszystko się zmieniło po przeprowadzce do Irlandii, ale nie od razu. Bardzo powoli powiedziałabym, wciąż jestem gdzieś tam na początku tej rybiej drogi. Ale są już ryby, których absolutnie się nie boję. Makrela i śledź zdecydowanie do tych należą. Umiem wybrać najświeższe na stoisku, wiem jak sprawić, filetować. Teraz mogę sobie eksperymentować z ich przyrządzaniem, a jeśli nie będą smaczne to przynajmniej wiem, że nie dlatego, że nieświeże. Umiem zająć się mulami i nikogo nimi nie otruć. Oczywiście pojawia się u nas na stole i łosoś i tuńczyk ale kupuję je w filetach a nie w całości, tu mogę się zdać tylko na uczciwość fishmongera, czy mi prawdę o świeżości powie czy nie. Próbowaliśmy też sporadycznie innych ryb i owoców morza, ale na razie w ramach eksperymentów.

Przechadzałam się wczoraj z dziećmi po St. Georges Market. Nie w warunkach idealnych, bo objuczona byłam spodniami i butami szkolnymi, lunchboxami i gazetkami, w dodatku w przemoczonych butach, ale wycieczkę wzdłuż stoisk rybnych obowiązkowo zrobiliśmy. Najbardziej nas fascynuje oczywiście to co się jeszcze rusza. Ja już wiem, że taki żywy krab jest następny w kolejce do wypróbowania, ale moje dzieci jeszcze nie są na to gotowe. A skoro Piotruś, mój mały rybożerca, ma jeszcze opory to poczekamy. Wyszliśmy z targu jak zwykle z makrelami.

 

Właśnie sobie uzmysłowiłam, że większość dań z rybami jest porozrzucana po różnych kategoriach: curry, Dieta Proteinowa. Nie wiem, jak inni blogowicze, ale ja mam straszne problemy z kategoriami na blogu, dobrze, że przynajmniej są tagi, radzę bardziej korzystać z nich niż z kategorii na tym blogu. Ale obiecuję troszkę posprzątać.


sobota, 31 lipca 2010, nobleva

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/07/31 12:04:04
Nie sposób nie zgodzić się z tobą. Niby mamy morze, jeziora a ryb jakoś mało. To znaczy tych świeżych. Dlatego tak rzadko je jadam. No wiesz z mięsem w sumie jest podobnie. Już z racji tego co te zwierzaki jedzą.
Na ekologiczne mnie jeszcze nie stać a jadłem ostatnio taką karkówkę, że ludziska na grilu chcieli autentycznie z niej tatara robić. Coś niesamowitego.
Tak czy siak rybka zacna jest i Twój przepis - z tym koprem i limonką - nieźle się zapowiada.
-
2010/07/31 12:21:30
Nie cierpię tej reklamy. Mam odnośnie niej dokładnie takie same myśli. Polacy nie jedzą ryb przede wszystkim dlatego, że nie potrafią ich przyrządzać.
Ale nie zgodzę się, że nie ma gdzie kupić dobrej ryby. Mieszkam z dala od jezior i morza, ale nie kupuję ryb w supermarkecie, tylko na targu. Zazwyczaj mrożone, ale nie te w litrach zalewy wodnej. Kiedyś kupiłam taką i zeskrobałam z jednego fileta dosłownie SZKLANKĘ wody!
Poza tym uwielbiam makrelę! I nasturcje też uwielbiam! Mogę się wprosić na obiad?
-
2010/07/31 21:27:16
Ryby. Rybki. Rybeczki! Swiat bez nich byłby nudny :/ Uwielbiam ! A jeszzce dobrze przyrządzone? .. :) Z tym własnie mam chyba największy problem:/ Więcej takich fajnych przepisów na rybki poprosze:)
-
2010/07/31 21:29:28
Poproszę jakąs notkę wspomnieniową z Polski na Northern Latitudes:) Mam nadzieję, że ogólnie odpoczęłąś i masz tylko miłe wspomnienia:)
-
2010/08/01 10:32:22
Bareyo: Z mięsem to niestety tak jest i z rybami. Mam nadzieję, że eko trendy w hodowli się rozwiną bardziej. Czasem sobie marzę o takim małym ekologicznym gospodarstwie, samowystarczalnym, z małą trzódką tego i owego, szklarenką tego i owego, turbinką co by wiatr łapała, eh ... ale ja się pewnie do takiego amishowskiego trybu życia średnio nadaję.
Gosiu: Masz zaproszenie na obiad gwarantowane. A nie chciałabyś mieć możliwości kupienia świeżej rybki w pobliskim sklepiku rybnym? To, że ryba, czy świeża, czy mrożona w pewnych miejscach jest, a w pewnych nie, jest chyba najbardziej kwestią logistyki. A poza tym ja święcie wierzę w to, że Ty potrafisz przyrządzić mega smaczną rybę i z jej jedzeniem nie masz problemu z tej właśnie przyczyny :D
Ses-ame: Na Latitudes notki już niedługo, jeszcze jestem rozbita po tym wyjeździe, ale już się powoli zbieram w sobie. Przepisy na rybki też będą. Pozdrawiam
-
2010/08/01 11:08:17
Reklamy nie widzialam, bo nie mam TV u siebie w Polsce, na który i tak bym nie miala czasu, ale ryby faktycznie nigdy nie byly popularne. Troche mnie zasmucil twoj wpis, bo juz niedlugo czeka nas przeprowadzka do Polski i troche sie tego obawiam. Na szczescie jestem bardziej mieso niz rybozerna, wiec powinnam przetrwac :)
-
2010/08/01 11:41:07
Wracasz do Polski? Na pewno dostępność pewnych dóbr jest w Polsce frustrująca, ale z Twoją kreatywnością na pewno sobie z tym poradzisz ;)
-
2010/08/01 17:23:10
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazuje ze dobiegl konca nasz pobyt w Uk i nastepny przystanek to Polska. yyeahhh!
-
2010/08/01 23:08:28
Skąd twierdzenie że Polacy nie lubią ryb? Ja tam uwielbiam ryby :)
-
2010/08/02 08:56:27
Mary, fajnie, że lubisz ryby, witaj w gronie, uwierz mi, wąskie jest.
-
2010/08/03 00:01:51
Wiesz, Ewciu, czasem docierają do nas samochody chłodnie;) Nie wiem czy 12 godzin w lodzie to dość świeża ryba, ale nie zamrożona:)
A propos przyrządzania ryb, to dziś w piaskownicy Córcia przyrządzała "obiad": rybę. I sobie mówiła co dodaje: sól, pieprz, oliwę, cynamon. Wtedy inne dziewczynki się zaczęły śmiać, że to bzdura. Córcia speszona patrzy na mnie, ja jej na to, że ta rybka była pyszna, a czy pamięta tą zawijaną z morelami albo tą rybę z truskawkami? I teraz te dwie dziewczynki się speszyły: "Mama nam nie robi takich rybek..." A Córcia z dumą przeszła do przygotowywania tortu z kwiatkami;)
-
2010/08/03 09:58:56
Gosiu, 12 godzin to bardzo świeża ryba. Taka kupiona w sklepie najczęściej wytrzymuje dzień/dwa a ma zazwyczaj za sobą już kilka dni od złowienia.
Dziewczynkom z piaskownicy ryba pewnie kojarzy się z paluszkami rybnymi li i jedynie. Twoje córcia gotuje w piasku, tzn, robi coś innego niż babki i ciasta z błotka? Proszę jak kultura różnorodności jedzenia procentuje. Moja córcia znalazła sobie program do gotowania w internecie i sieka warzywa wirtualnie. Chyba jej się spodobało bo przychodzi do kuchni pomagać. w tym tygodniu zrobiła sałatkę do obiadu, sałatkę owocową i upiekła z moją pomocą ciasteczka :)
-
Gość: anonim, hostk2060.infobiuro.pl
2011/05/21 21:25:39
Bardzo fajny przepis, myślę, że warto go wysłać wraz ze zdjęciem na konkurs na stronie www.kpryba.pl